free counters
od 10 maja 2010


Blog > Komentarze do wpisu

Korczak i pani Mariola

Jak napisał robmar w komentarzu do notki o "Misiu Tymoteuszu i Psiuńciu", wychowankowie mieli żal do Korczaka za przedstawianie świata ideału, przez co cierpieli, gdyż świat nie jest idealny. Spotyka się to z moimi codziennymi problamami. Biję się z myślami, w jaki sposób pomagać swemu dziecku, by w życiu poradziło sobie, by miało duże szanse na sukces (cokolwiek dla niego to będzie oznaczać). Jeśli nauczę dziecko empatii i wrażliwości, będzie cierpieć, gdyż na świecie jest wiele bólu, na który nie ma szybkiego lekarstwa. Jeśli tego nie zrobię, będę w niezgodzie z własnym sumieniem, ale zresztą i nie uważam, by człowiek twardy miał w życiu łatwiej. Jeśli ktoś wyrywa Maszy zabawkę, nie mówię "ależ oddaj chłopcu zabaweczkę", by nie nauczyła się bycia ofiarą. Ale też nie mówię "uderz, gdy cię ktoś uderzy", by nie zaakceptowała bicia. Mówię "nie pozwól się uderzyć" i z pewnością zapiszę ją we właściwym czasie na aikido, z nadzieją, że spodoba jej się. Albo na judo, karate, zobaczymy. Staram się znaleźć sposób i bezustannie mam wątpliwości, czy moja (i Grzesia) oceny i wybory są słuszne.

Chcę jej oszczędzić cierpień, ale przecież się nie da i nie powinno.

Widzę natomiast bardzo wyraźnie, że po pierwsze, wielu rodziców to dorośli zagubieni i nieprzygotowani do bycia wzorem i nauczycielem dla swoich dzieci, i że z niewielu stron dziecko może spodziewać się sensownej pomocy. Nieraz na placach zabaw widuję dzieci nazywane zwykle łobuzami, czyli dzieci, których nikt nie nauczył ani nie przekonał, że krzywdzenie, bicie, zabieranie jest złe i nie ma sensu. Ktoś tam na nie krzyczał, ale bez przekonania. A przecież ja sama zanotowałam kilka podwórkowych sukcesów wychowawczych - drobnych, ale jestem z nich dumna - dzieci nazywane łobuziakami przychodziły do Maszy i do mnie i bawiły się fajnie ("grzecznie"). Zależało im np. na pochwale, że oto właśnie zachowały się jak dobry kolega. Widać rzadko je dostają, a przecież nie można dostrzegać tylko złego zachowania! Ja ich szanowałam, oceniałam za konkretne zachowania i starałam się być sprawiedliwa i konsekwentna. Może to właśnie postawa ze świata idealnego, choć mnie wydaje się prosta jak drut. Pamiętam, jak te dzieci były zachwycone i jak im to było potrzebne! Każdy, kto zastosowałby te podstawowe sposoby osiągnąłby sukcesy, krok po kroku.

Tkwi też we mnie sprawa "kapciowania" w płockim (chyba) przedszkolu. Nie znam sprawy z bliska, opieram się na prasie i forach. Mama wniosła skargę na nauczycielkę, która straszyła dziecko biciem kapciem, zamykała w łazience i przywiązywała do krzesła. Dla mnie to brzmi jak pedagogiczna porażka, czyli stosowania metod wychowawczych sprzed lat. Ale najgorszy szok zafundowało forum. Na jedną z niewielu osób, które zwróciły uwagę na brak szacunku w postępowaniu wychowawczyni wsiedli, że na pewno wychowuje dzieci bezstresowow, bo jak dzieciak jest łobuzem, to niby co pani miała robić. Czyli większość wypowiadających się w tamtym wątku (kurczę pióro, nie mogę w tej chwili go odnaleźć) rodziców nie widzi nic dziwnego i poniżającego w biciu, straszeniu, zamykaniu i upokarzaniu (bo dziecko jest wstrętnym łobuzem, słowem, samo sobie winno). Traktują kilkulatka jak ukształtowaną osobę, a nie jak osobę w procesie kształtowania, która uczy się i sprawdza, co działa i jak. Skoro ani nauczyciele ani rodzice nie dają "niegrzecznemu dziecku" narzędzia do poradzenia sobie ze sobą, to kto? Czy pedagog nie powinien sobie zadać trudu, by sprawdzić, o co dziecku w ogóle chodzi, czemu zachowuje się w sposób szkodzący przedszkolnej społeczności?

Serce boli. Domyślam się, że pensje, że duża grupa, że sama pani pedagog miała krzyczących i zmęczonych rodziców, a na studiach czy kursach mówili o czym innym. Niechby poprzerywały się te błędne koła.

Przedszkolak potrzebuje know-how do życia, bo wszystkiego po kolei uczy się dopiero, zarówno trzymania łyżki jak i radzenia sobie z własnymi emocjami. Moja córeczka chyba jest zahartowana. Chodzi do publicznego przedszkola, gdzie jest 26 dzieci w grupie. Środowisko mieszane, od dzieci żulii śródmiejskiej (i szczęście, że w ogóle chodzą do rpzedszkola) po tzw. "dobre domy" z różnych dzielnic. Dzieci są różne, od Franka, który bije i pluje, przez Zuzię, która popycha, gryzie dzieci i mówi brzydkie słowa, Kacpra, który płacze z byle powodu, po najlepsze Maszyne przyjaciółki, z którymi się fajnie przyjaciółkują. Nie wiem, jak panie sobie radzą z Frankiem i Zuzią (próbowałam pytać, ale dowiedziałam się, że te i jeszcze troje "jest pod opieką psychologa". Psycholog ma dyżur raz w tygodniu, ale dobre i to...). Wracając - miałam sprawę, przyszłam w ciągu dnia do przedszkola i przypadkiem widziałam rekację pani Marioli na płacz Kacpra. Dzieci z dwu grup w rządku wracały z ogrodu do budynku, mały przewrócił się i rozpłakał.

Pani Mariola (z irytacją): No, ten to zawsze beczy!

Jak to dziecko ma przestać płakać, skoro nawet Pani potwierdza, że on zawsze beczy?

Drobna rzecz, ale już Kacper dostał na dalszą drogę życia minus. Cieszę się, że pani Mariola nie jest wychowawczynią Maszy, ale niestety możliwe, że nią będzie od września.

Ta sama pani Mariola niedawno miała dyżur i przez kilka dni z rzędu opiekowała się dziećmi, które po 16:30 gromadzą się w jednej sali. Pozostaje ich kilkanaście, ze wszystkich grup, Masza się na ten czas zawsze cieszy, bo spotyka starsze ulubione koleżanki.Tak jest przejęta, że nie zawsze zdąża do łazienki. I ja przez trzy dni odbierałam swoje dziecko zasiusiane, bo wstydziła się przyznać pani, że nie zdążyła do łazienki. Za pierwszym razem, gdy się przyznała i poprosiła o przyniesienie suchych rzeczy na zmianę z szatni (samej jej nie wolno wyjść z sali), pani głośno ją wyśmiała, że maluch. Masza ma mocne wsparcie w rodzicach i dziadkach, nie stało się nic strasznego, ale po co komu ten wstyd i upokorzenie? Znów minus.

Tak jest, ale czy tak musi być? Chciałabym, by jak najwięcej miejsc rozdawało dzieciom plusy, choćby teatr Baj!

If.

środa, 23 kwietnia 2008, if_if1

Polecane wpisy

  • Lęki, smutki i morze

    Masza co jakiś czas przypomina sobie, że świat jest groźny i boi się. Nocy, oderwania od bliskich, samotności, żywiołów, śmierci, wojny... widziała w telewizji,

  • Straszne macierzyństwo. O solidarności

    Ostatnio kilkakrotnie natknęłam się na temat matek, które nie kochają dzieci i żyją jak w więzieniu, w którym trzeba obsługiwać małego klawisza. Ja otrzymałam d

  • Poetka

    Masza ma poważny pyszczek i jak rzadko, słucha z uwagą. Czytamy z dziećmi o miłości szczęśliwej, o kocie w pustym mieszkaniu i o próbie, co dokonana być musi. I

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/04/23 12:25:25
Bardzo mądrze i celnie napisane. Podpisuję sie pod tym i już chyba nic nie dodam. Może tyle, ze warto wychowywać jednak ludzi wrażliwych na innych i na ich potrzeby. I po prostu próbować pomagać dziecku jak sobie z tą wrażliwością radzić.
-
2008/04/23 13:24:20
Kolejna "wrzuta" - piszesz "twardy". Ja myślę o tym tak, że bycie "twardym" to bycie nie-"miękkim". Co to znaczy być "miękkim"? To znaczy mieć otwarte drogi do zmiany zachowania, do nauki, do adaptacji. Miękkie się nagnie - to przykre. Ale twarde się złamie...
-
2008/04/23 13:31:10
A tak w ogóle, to bardzo sensownie piszesz :)
-
2008/04/23 13:52:28
= Ingutko, myślimy podobnie. A gdyby Haniołek był w grupie z Maszą, ciekawe, czy by się przyjaźniły...

= Robmar: kiedy piszę, cały czas staram się sprawdzać czy wiem, o czym piszę. Ale nie zawsze nadążę :) "Twardy" to nie to słowo, powinnam była napisać "nieczuły" albo może "bezwzględny". "Twardy" i "miękki" to inne jakości, ale jestem pewna, że też można starać się je wzmacniać lub osłabiać w swoim procesie dawania dziecku wyprawki na życie.
-
2008/04/23 21:08:54
powymadrzam sie, jako bezdzietna corka mamy - dyrektorki poznanskiego przedszkola, dobrze?
wlasnie ostatnio wyslala mi do przejrzenia jakies papiery dot. jej p-la i bylo tam napisane cos ladnego, a mianowicie takie zlote zasady obowiazujace wszystkich wp-lu dzieciaki, obsluge rodzicow WSZYSTKICH. rozne tam byly punkty np.nie krzyczymy, nie przeszkadzamy innym z zabawie, nie niszczymy cudzej pracy itp, ale byl jeden b. wazny SZANUJEMY SIE! nie wolno bic ani dzieci ani nauczycielek (slowo honoru, dzieciaki potrafia lac doroslych bo wynosza te metody z domu). i faktycznie, nigdy nie widzialam zadnego klapsa danego dziecku, szarpania, przesuwania itp. ja wiem, ze nikt w to nie wierzy, ale mama prowadzi swietnie p-le, ma zwykle kilkoro chetnych na jedno miejsce, dzieciaki lubia to miejsce a rodzice sobie chwala. wiec w niektorych placowkach jest dobrze :)
-
Gość: gasia.maks, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/23 21:40:21
Rzeczywiście IfIf sensownie piszesz. Widzę, ze bbb.powaznie podchodzisz do wychowania córeczki. Gratuluję.
A do Pauliny: nikt pewnie nie generalizuje, że we wszystkich przedszkolach jest żle. Wg. mnie dużo zależy od dyrektorki. Ona stanowi wzorzec. Jej postawa przenosi się na panie - ciocie. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: niektórzy rodzice denerwują się na jedno swoje dziecko a panie mają ich 26!!! Jak znależć złoty środek? Kto to wie?
-
2008/04/23 21:46:41
A, nie podałam tego jasno w notce, teraz zatem podkreślam: w nie jestem zwolennikiem odbierania nauczycielom wszystkich narzędzi do dyscyplinowania dzieci (w różnym wieku). Domyślam się tylko, ile ich praca wymaga świętej cierpliwości. Wiem, jacy potrafią być niektórzy rodzice niesprawiedliwi i ślepi. Zgłaszam mały apel o tworzenie pozytywów wszędzie, gdzie się da, by niwelować nieuchronne wpływy negatywne. I cieszę się z każdego dobrego przykładu, serdecznie pozdrawiam!
-
2008/04/23 22:22:15
do gasia.maks

wiesz jak znalezc zloty srodek? te prace trzeba kochac!!!! to jest jak medycyna, tutaj trzeba miec POWOLANIE, naprawde!! poza tym trzeba sie non stop szkolic i podnosic kwalifikacje, bo z kazdym rocznikiem niemalze pojawiaja sie dzieciaki z innymi "problemami" do pracy nad ktorymi trzeba sie przygotowywac i stosowac rozne metody :) ja swojego p-la nienawidzilam, bo pani Zdzisia (pamietam ja do dzis) wiazala nam za kare nadgarstki skakanka za oparciem krzesla. pamietam tylko jak moja mama wpadla do sali jak sie o tym dowiedziala he he he. tak czy siak, po prostu nauczyciel musi kochac swoja prace i czuc do niej powolanie. naprawde! wtedy nie liczy sie marna pensja!!! wygrywa pasja i checi!!
-
Gość: gasia.maks, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/23 22:48:46
Do Pauliny. Cieszę się, ze masz taką wspaniała Mamę. I wspaniałą panią dyrektor, która kocha dzieci i swoją pracę. Ale nie wszystkie przedszkola mają takie dyrektorki i takie Wzorce. Boję się, że tych " zwykłych " jest zdecydowana większość. I , że praca wychowawcy , dla mniejszości, mam nadzieję, przestała być powołaniem, a stała się zwykłym miejscem pracy. Znam wspaniałe panie- ciocie, do których dzieci lgną, mimo, że są wymagające i znam przedszkola, które należałoby omijać " szerokim łukiem". Ale i tam dzieci muszą pójść, bo rodzice nie mają innego wyjścia. Nie wszystkich stać na prywatne przedszkola, które z założenia mają być lepsze. Ale i tu i tu rola rodziców jest nadrzędna. Trzeba się tylko bardziej starać. Więc życzę rodzicom Maleńkiej powodzenia.
Pozdrawiam wszystkich Rodziców i " bezdzietną córkę mamy-dyrektorki ". Panią dyrektor też.
-
2008/04/24 10:27:35
If - ja bym chciała, a nawet marzyła żeby sie zaprzyjaźniły, tyle że moja Hania to właśnie taki typ wrażliwca. Jest nieśmiała i introwertyczna i nie rzuca się w nowe znajomości samą sobą. Wiem, że łatwo jest ją zranić jednym słowem, ale też, że potrafi zakwitnąć gdy usłyszy pochwałę. Jako dziecko wymaga odpowiedniego podejścia, dużo rozmów, dużo pochwał i otwierania, oswajania świata, przedstawiania go w pozytywach.

Współczuję Ci p.Marioli, dla mnie szczególnie wazne jest to, ze panie w przedszkolu są ciepłe i potrafią odpowiednio zająć się Hanią. Takie małe dzieci to papierki lakmusowe.

pozdrowienia dla Maszy, której jestem wielbicielką :) I mam nadzieję, że kiedyś nasze dziewczynki się poznają i polubią, bo dużo je łączy.
-
2008/04/28 14:36:55
Pozwalam sobie dołączyć się do pochwał notki :)
Mam mało cierpliwości, ale staram się wychować dziecko. Wychować, czyli współgrać z nim. Nie ingeruję za bardzo, ale też interweniuję, gdy babcia wyśmiewa sikanie do pieluszki. Zostawiam mu swobody tyle, żeby też sam wymyślał sobie zajęcie. Nie mówię do niego ciągle, co robi np. niania (stara się :) ).
My Mamusie najlepiej wiemy co jest dobre dla naszych dzieci, a przynajmniej tak nam się wydaje, albo dopóki nie otworzy nam się jakaś klapka w głowie, ale nie unikniemy kontaktu Dziecka z innymi poglądami na temat wychowania.
Dobrze, że macie oparcie w dziadkach! Na pewno bardzo dużo wniosą do świata Maszy. :)
Pozdrawiam.
-
2008/07/11 10:36:40
dobrze prawisz. ja się staram, mąż się stara. ale mamy obawy, że jednak s=coś przeoczę, zapomnę się. albo odwrócę się, a kto inny zrobi niby coś małego, ale coś, co już w moim dziecku zostanie. trudno być mądrym rodzicem i takim, co ochroni przed głupotą innych. ale też bardzo fajnie :)

no i pozwolę sobie zlinkować wasz blog. bo BARDZO mi się dobrze czyta!
www.tolcia.blogspot.com
-
2008/07/11 10:51:32
= mama.smoka: jestem absolutnie pewna, że starania zdrowo myślących rodziców to dla dziecka kapitał na całe życie - a rozmaite napotkane po drodze minusy i przeszkody uczą właśnie radzenia sobie z minusami i przeszkodami. Też trzeba umieć... Starsze pokolenia uczyło metodami, które nam wydają się niesłuszne, niszczące, znamy lepsze. Ja to się obawiam, co mi dziecko wypomni po latach. Córeczko, bądź wyrozumiała, gdyż staram się jak mogę najlepiej... Pozdrowienia dla rodziny Smoczej!

= mama.toli: Myślę, że perfekcjonista, co niczego nie przeoczy i o niczym nie zapomni to będzie cyborgniania za 100 lat. Oby mądrzy rodzice ją programowali :) Bardzo mi miło, dziękuję i zaraz wpadnę na Twój blog, jeśli można, pozdrawiam!