free counters
od 10 maja 2010


Blog > Komentarze do wpisu

Role

Nasza najnowsza wspólna zabawa to czterokondygnacyjny dom z lego duplo, za każdym razem tworzony na nowo. A w nim: obowiązkowo garaż dla wozu strażackiego, stół, ogród na dachu z legowiskiem dla Psa (bez schodów, ale pies potrafi), łóżka dla Taty (figurka mechanika  duplo; tę rolę zawsze bierze Alex), Mamy (zwichnięta i rozczochrana lalka Polly Pocket z głową odwróconą na plecy, wypisz wymaluj ja) i Dzidzi (figurka chłopca duplo). Wyznam, że czasami się wykręcam od roli Mamy, z którą i tak codziennie ćwiczę. Ale Masza, jak się okazuje, nie jest do swej roli przywiązana jak brat. I gdy okoliczności ją zmuszą, potrafi dać z siebie wszystko.

Masza: No mama, to proszę, bądź Dzidzią... (skracam tu kilka minut nalegań)

Ja: Dobrze, dobrze. Uaaa! chcę ciasteczko!

Masza (bystro): Super, to ja mogę być Dzidzią a ty bądź Mamą.

Ja: Nie chcę. Raz w życiu sobie pokapryszę. Ciaśtećko!

Masza: O nie, moja kochana Dzidziu, bo zaraz kolacja. Zjesz kanapeczkę?

Ja: Nigdy! Ciaśtećko!

Masza: Ciastka są niezdrowe. Dać ci szyneczki?

Ja (ucieszona jak rzadko): Nie nie nie uaaa ciastko! Zdrowe!

Masza (biegle): A szyneczkowe ciastko?

Ja: ?

I w tym momencie Alex przecina sprawę, jak prawdziwa głowa rodziny. Wyłuskuje mi z palców figurkę Dzidzi, sadza ją przy stole i tonem spokojnego autorytetu oznajmia: Dzidzia, tejaz nie ciatko. Tutaj. Mniam mniam.

If.

środa, 21 listopada 2012, if_if1
Tagi: zabawy

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/02/24 12:20:33
Witam, i proszę o przekazywanie tej wiadomości dalej. Przez karmienie piersią i propagandę z tym związaną moje dziecko walczy o życie. Ale od początku, zawsze marzyłam, by karmić piersią. Pierwsze osiem dób nie było to możliwe, ponieważ brałam Gentamycynę z powodu zakażenie poporodowego po cesarskim cięciu. Córeczka czekała cierpliwie na pierś i gdy już mogłam karmić przyssała się ładnie. Byłam taka szczęśliwa. Karmienie sprawiało mi radość, chociaż były też trudniejsze chwile. Mała od trzeciego tygodnia cierpiała na bóle brzuszka, bardzo często ulewała. Specjalista zdiagnozował refluks, ja jako alergik wyeliminowałam produkty mleczne. Nic nie pomagało, ale każdy lekarz zapewniał, że to przejdzie. Którejś nocy moja mała po raz pierwszy przespała pięć godzin. Ja niestety obudziłam się z ogromnym zastojem w piersi i bolesnością, której nie da się opisać. Zaczęłam mocno gorączkować. Oczywiście udałam się od razu do lekarza, który zdiagnozował typowe zastojowe zapalenie piersi, kazał karmić bardzo często z chorego gruczołu. Antybiotyk okazał się niepotrzebny, bo uporałam się z tym po jednej dobie. Dla pewności skonsultowałam się również z poradnią laktacyjną i położną środowiskową. Wszyscy zalecali karmić. Coś jednak mnie tknęło, by wykonać posiew z mleka... Może dlatego, że często chorowałam na zapalenia bakteryjne i to zakażenie w szpitalu... Okazało się, że moje mleko nie jest jałowe, o czym zapewniali niemal wszyscy. Wyhodowano bardzo groźną bakterię szpitalną. Byłam przerażona. Lekarz kazał natychmiast odstawić dziecko, pomimo braku objawów u mnie i małej. Konsultantka laktacyjna zaleciała karmienie z drugiej, zdrowej piersi. Nie posłuchałam, wykonałam posiew. To samo - bakteria wrażliwa tylko na jeden lek - W ZDROWEJ PIERSI. Lekarz powiedział, że musiałam mieć tę bakterię w mleku od początku. Córka zaczęła pić mleko modyfikowane. Bóle brzucha ustąpiły od razu, ale jej wyniki badań okazały się złe. Crp, wskaźnik infekcji rósł niebotycznie, posiewy okazały się dodatnie. Zabrano nas do szpitala, gdzie poinformowano że dziecku grozi sepsa i że żadne przeciwciała z mojego mleka nic tu nie poradzą, bo ja upierałam się, że przecież to niemożliwe, że wszyscy mówili itd. Teraz modlę się i czekam... Obie z córką siedzimy na bombie. I apeluję - róbcie posiewy z mleka, bądźcie ostrożne, słuchajcie intuicji. Wiem, że jestem rzadkim, skrajnym przypadkiem, że takie rzeczy nie zdarzają się często, ale proszę, nie ulegajcie presji na karmienie piersią, jeśli czujecie, że coś jest nie tak. Mam poważną depresję. Moje mleko może zabić malutką dziewczynkę, moją ukochaną, wyczekiwaną, po leczeniu niepłodności, córeczkę. Już nawet mam myśli samobójcze i nie mogę sobie wybaczyć. Karmienie piersią jest cudowne, ale nie zawsze 100% bezpieczne. Nie dla każdego dziecka i nie przez każdą kobietę.