|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
. Blogi
Kontakt
Nasze Naj
Pomocnie
Tagi
od 10 maja 2010 |
sobota, 10 grudnia 2011
Wieczór, moja kolej prasować. Jeżdżę żelazkiem i powoli obniżam hałdę upranych ubrań. I chcę porozmawiać; uświadomiłam sobie, że ostatnio moi goście noszą rozmiar 128-134, a zresztą i tak przychodzą do Maszy. Grześ leży z książką na kanapie i chyba patrzy na mnie, gdy opowiadam różności. Grześ (po kilku minutach): Co takiego? Ja: Przepraszam? Grześ: Bo jak tak nie za bardzo słuchałem. Ja (z najwyższą uprzejmością): Otóż na końcu powiedziałam "czytaj sobie spokojnie, a ja pogadam do ścian, jak codzień". If.
poniedziałek, 28 listopada 2011
Grześ choruje; donaszam mu* co jakiś czas kawę zaparzaną "po polsku". Dwie miarki kawy na kubek. Mniej więcej. Grześ opracował algorytm na moc naparu (wielkość kubka, pora dnia, i coś, je ne sais quoi), ja jednakże nie mogę go opanować i mam sporo wykroczeń przeciwko ideałowi. Dziś znów zaniosłam kawę. Grześ (pojawia się w kuchni z kubkiem): Wiesz, doprowadziłaś do tego, że wyczuwam moc kawy po oporach toczenia łyżeczki. (odlewa nieco kawy, dolewa wody, ideał zostaje osiągnięty) If. * Jakby co, równie często Grześ robi kawę dla mnie.
piątek, 18 listopada 2011
Alex zjadł część obiadu, a resztę rozrzucił wokół swego wysokiego krzesełka. I zwiesił głowę na blacie, zupełnie, jakby przemyślawszy sprawę poczuł głód i rozpacz. Masza (przysiada pod krzesełkiem. Łagodnie): Braciszku, twój czyn nie był zły. Ale bardzo wkurzliwy. If.
poniedziałek, 07 listopada 2011
Na film "Latająca maszyna" dostałyśmy zaproszenie; wybrałyśmy się więc sumiennie, nareszcie same. Masza lubująca się w produkcjach typu "Jak wytresować smoka" i "Zaplątani" (których wcale nie krytykuję, jednak stanowią łatwą rozrywkę) musiała nagle przestawić się na inną wrażliwość. Jakże ja się cieszę, że potrafiła się wziąć w garść i wsłuchać w muzykę Chopina, przełamać opór wobec "pantomimy" (jak nazwała część animowaną, bez słów). Do wszystkiego trzeba dojrzeć... dlatego już dawno temu przestałam ciągnąć ją do Filharmonii. Może czas wrócić do tematu? Moja córeczka sama jest jak latająca maszyna... niezatrzymywalna, napędzana energią z kosmosu (no, plus liczne posiłki. Ze względu na zdrowy, radosny i zaraźliwy apetyt jest chętnie zapraszana do znajomych niejadków) Albo inaczej. Masza jest jak dziki koń, biegnący z rozwianą grzywą. To, co po drodze, przeszkody, wszystko pozostaje gdzieś obok. Cel -- niewidoczny. Liczy się wolność i pęd. If. PS Nieszczęsna ta zjechana mama z filmu, jak zrozumiałam, samotna zapętlona matka, starająca się zarobić na dom i kosztowną pasję córki -- a jak ma to zrobić, jak nie kosztem czasu dla dzieci, przepraszam? "Jane, nie odchodź daleko i zajmij się bratem" - jakbym siebie słyszała... Spokojnie, wszystko przemyślałam. Ja tu piszę bloga, a Masza woła "maama, on mnie bije jednorożcem"... nie będę pisać kosztem dzieci. Idę popatrzeć, dokończę jutro, czyli nigdy.
sobota, 29 października 2011
Grześ wyjechał służbowo, toteż przez dwie nocki "radzimy sobie". Już pierwsza nocka dała mi w kość. Masza wprawdzie bardzo dzielnie pomagała i słuchała moich próśb, choć nigdy nie przychodzi jej to łatwo, ale mały braciszek dostał ataku niesenności i o godzinie 21 nadal wyłaził z łóżka, przełaził do Maszy łóżka, baraszkował i wesolutko pokrzykiwał. A Masza jutro do szkoły na ósmą... W konsekwencji dostałam ataku nerwowego i wypadłam z sypialni, by zamknąć się w łazience i tam krótko płaknąć. Zawsze staram się ataki wściekłości (a w tym wypadku - rozczarowania, gdyż na wieczór miałam wielkie plany filmowo - prasowalnicze) detonować z dala od dzieci i ich też tego uczę. Czyli wypuszczam kilka łez na wannie i po chwili wracam do sypialni. A tam, w dużym łóżku, przykryte pod brodę leżą moje dzieci, mocno do siebie przytulone, każde z buzią zalaną niebieskim światłem z telefonu. Masza ogląda Barbie w akademii księżniczek, Alex - krecika. If.
sobota, 15 października 2011
Masza: Uwaga, uwaga! Tra-ta-bum! (ukazuje ręce z cyrkowymi pacynkami z Ikei na palcach) Zapraszamy na występ cyrku NIC-NIC! Zaczynamy! (chwilka ciszy) I to wszystko, żegnamy Państwa! (pacynki kłaniają się na wszystkie strony) If.
wtorek, 09 sierpnia 2011
Masza do Alexa: Aleś ty jest! Ja (po raz setny i znów niepotrzebnie): Przecież nie robi tego złośliwie. Masza: Wiem. (do brata) Ty naprawdę jesteś Aleś. If.
środa, 03 sierpnia 2011
Po niezdrowym i ciężkostrawnym obiedzie (z roku na rok psuje się Kolorowa, noga nasza ni żołądek tam już nie postaną) posuwamy się z wolna do domu. Grześ (wzdychając): Czuję się, jakbym zjadł granat. Masza (niezwłocznie, również wzdychając): A ja się czuję, jakbym zjadła kosz na śmieci. Uj, to właśnie się stało. If.
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Urlop!!!! Jesteśmy przeszczęśliwi. Całą dobę razem. Braku pogody, nieodzownie i smętnie komentowanego przez napotkanych urlopowiczów, sprzedawców, sąsiadów itp właściwie nie zauważyliśmy. Czas na działce w Bezinternetowym Lesie tak miałam wypełniony, że nic nie zapisałam w mym Zeszycie Urlopowym. Grubym brulionie uważanym przez mego męża-technokratę za zabawny, średniowieczny artefakt. Wczoraj przyjechaliśmy do Polanicy-Zdrój, do kochanych starych drzew w parku i kochanych Gór Stołowych. I okazało się, że trafiliśmy na festiwal polanicki z koncertem Shakin' Dudi. Grześ kładł spać Alexa a my z Maszą do późnej nocy szalałyśmy na parkiecie przed muszlą koncertową. Wielki szacun dla Ireneusza Dudka i muzyków grupy. Zero chałtury przed dostojną publicznością zdrojową*. Pełen profesjonalizm, radość grania, masa rzetelnej muzyki. Masza stała się wielką fanką i już sobie wyobrażam jej buzię, gdy na urodziny otworzy torbę z kompletem płyt! Au sza la la la! Ja: Grzesiu, ty mi pokazywałeś plakat festiwalowy w postaci ulotki? Grześ: Nie, na ekranie. Ja (przeokropnie zmartwiona): Bu, a ja chciałam go sobie wkleić do zeszytu urlopowego! Grześ: Czemu nie wkleisz linka? If. * Skąd państwo są?... Taka zbieranina, wiesz? ("Mamuśka". Kabareton Opole, Zenon Laskowik i Tey)
niedziela, 03 lipca 2011
To bez sensu, w tyle jestem z blogowaniem... ani słowa nie napisałam, że Alex jest takim świetnym kompanem, wesołym, rozmownym, niesamowicie sprawnym i myślącym. Doskonale rozumieją się z kotem Cymeonem i nie raz widziałam, jak Alex
składa na jego boku głowę, Cymcio zaczyna mruczeć i tak trwają czas jakiś we
wzajemnym zrozumieniu. Ulubiona zabawa: spuszczanie samochodów po zjeżdżalni czy czymkolwiek dającym brum-brumom daleki zjazd. Jest tak fajny, że ja osobiście to się rozpływam. Masza rozpoczęła wakacje jako zadowolona pierwszoklasistka (ale nie wzorowa. Jak rozumiem, zaszkodziła nam "bardzo dobra", nie "celująca", ocena z religii. I czemu w szkole jest religia?). Także zuch ze zdobytą, wcale niełatwo, sprawnością biwakową. Choć od przyjścia na świat brata nie chce się zgodzić na nocowanie nawet od dziadków ("jak to, ja przecież muszę być z wami") dała radę i przy mundurku przybyły dwie nowe naszywki. Jestem tak dumna, że się znów rozpływam. Ale sama cokolwiek nie daję rady. If.
|