O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


poniedziałek, 30 stycznia 2006

Tak sobie siedzę i myślę... zawsze sądziłam, że mi niewiele do szczęścia brakuje; to taka natura, co potrafi cieszyć się czymś niedużym, kwiatkiem, deszczem, książką, dobrą rozmową lub cisza przy herbacie. Wielki dar. A co, gdy dostaje się tak wiele, jak ja? Bulgocę jak kociołek, śmieję się, mam nadmiar wody i jedzenia a dziecko zabawek. Co z tymi, co dostali mało?

Równowagę pozwala utrzymać między innymi taki obrazek, który namalowała dziewczynka ze znanego mi domu dziecka, mała Marta; mam go stale w pamieci: staw, po obu stronach rozchylone sitowie, płynie kaczuszka, a nad nią słońce - w połowie zakryte straszną, ciemną chmurą. 

Martusiu, bardzo często o Tobie myślę i o całym Domu nad Stawem.

If.

czwartek, 26 stycznia 2006

Jestem bardzo przejęta; doczepiłam do tytułu bloga wesoły pasek z Lilypie i już wiadomo, ile Maszeńka ma lat, miesięcy i dni (a czas biegnie jak na wyprzedaże). Na tylu blogach wiadomo, w jakim wieku są dzieci, też tak chcę mieć! Dyskretnie pomijając moje kłopoty z liczeniem... Może tak zostać, czy coś popsułam?

Tyk-tyk-tyk, zegar pracuje, za godzinę na paseczku przeskoczy jeden dzień. 

Córeczka teraz śpi, Grześ śpi. Koty czuwają przy mnie, ale coraz mniej pewnie. Kocurek zaraz zleci ze stołu. Pewnie wykruszą się i zostanę sama

If.

środa, 25 stycznia 2006

Przewijanie wielkie wyzwanie. Przewijanie szybkie latanie (po łóżku, gdzie mamy przewijalnię, czy raczej samą wijalnię). Przewijanie – sztuka na żądanie. Masza zażądała piosenek. Słaba w tym jestem... ale jeździło się na kolonie, prawda. Emocjonalnie odtwarzane „morze, nasze morze...” albo „kiedy jest deszczowe lato...” przyjmowano przychylną uwagą. Masza nie jest surowym sędzią. Szczęście. Z czasem kolonijne znudziły się. Nieszczęście...

Rozpaczliwie ruszyłam głową i osiągnęłam wielki festiwalowy sukces pieśnią „Wlazł kotek na płotek”. Ruszać głową muszę dalej - brakuje zwrotek! Od pewnego czasu tworzy się więc serial o kotku, co na płotek dostaje się różnymi drogami.

Wlazł kotek na płotek po róży

Kolący początek podróży.

Nie długiej nie krótkiej, lecz w sam raz

Pocztówka dotarła na sam czas.

Wlazł kotek na płotek po nici

Tak robią kotkowie upici.

Nie mało nie dużo lecz w sam raz

Wódeczka, ogórek, czerwony pas.

 

Wlazł kotek na płotek po chmurze

Ma tęcze na uszkach nieduże.

 

itede... itepe... itede.

Masza przysłuchuje się uważnie i marne rymy kwituje nagłą zwijką z rozłożonej pod pupką pieluszki.

If.

poniedziałek, 23 stycznia 2006

Rozrywki Maszy:

Położyć przed sobą kawałeczek ciasteczka i spróbować zjeść go bez pomocy rąk, na stojąco, głową w dół.

Stojąc w rozkroku pochylić się mocno w przód i dotknąć główką ziemi; w tej pozycji porozumiewawczo zerkać i śmiać się do widowni.

Głaskać kocurka ostentacyjnie po grzbieciku - a tymczasem druga rączka pełznie bokiem, by oddzielić kota nogę od kota reszty (rozrywka ze zbliżonymi opcjami na różne części kota).

Wołać: "mama, daj ala-ala, mamma daj!" Mamma złamanna daje dziecku telefon, a ono wtedy udaje, że wcale go nie potrzebuje i nie wie, o co chodzi; oddala się uśmiechając pod wąsem.

Do niedawna każdy upolowany kawałek odzieży czy materiału dziecko wytrwale zakładało na głowę, nawet, jeśli to była maciupka lalczyna skarpetka. Obecnie rozkłada tekstylia na ziemi,  siada na nich i macha nóżkami (bonanza).

Ulubiona rozrywka rodziców Maszy: przyglądać się dziecku. Odrobiny prywatności przy pogłębianiu zainteresowań...  

If.

sobota, 21 stycznia 2006

Babuniu, chciałabym podziękować Ci za wszystko... za wakacje ze żniwami, za owoce rwane z samych szczytów drzew, za mięciutkie kurczątka i kaczątka pod palcami, jagody, wielką puchową pierzynę, serwetki richelieu, naukę "Zdrowaś Maria" z Twej starej książeczki; za wspomnienia, jak to jeszcze w szkole jeździłaś po Polsce z komedyjką; za stałą, niezmienną i ważną obecność w moim życiu, co nie zmieniło się.

Mamo, moje dziecko dziękuje Tobie (wiem) za lalę, samochód, sukienecke, a ostatnio też za taniec "krakowiaczek jeden". Teraz to już przechlapane. Obligatoryjnie, kilka razy dziennie fikamy krakowiaczka... Masza dziękuje Ci za miłość. Pamiętasz - pierwsze jej słowo to baba!

My pamiętamy wszystko, codziennie.
Miałam wielką ochotę to napisać.

If.

czwartek, 19 stycznia 2006

Dziecko z uwagą słucha słów i chłonie je, magazynuje; co zmagazynuje stosik, używa i przetwarza. Ostatnio słowa odmienia i zdrabnia.

Masza: Taty?

Grześ: Jestem, córeczko, idę.

Masza: Kota, da, kota! Mniam, mniam, kota!

Grześ: Dobrze, zaraz dam ci jedzenie dla kotków, nakarm kotki!

Maszeńka czule zdrabnia: dziadziuś, tatuś, kotuś.

A Grześ zmienił podstawę słowotwórczą. Do naszego świata weszły: Kotownik, Mamownik i Tatownik, Śpiochownik.

Tylko ja – macierzyńska konserwa (skumbria w temacie) wciąż to samo: Słodyczek, Maluszynka, Śpioszynka.

A dziś uśnieżyłyśmy się obie od butów po czapeczki. Światuś białuś!

If.

poniedziałek, 16 stycznia 2006

Maszeńka podchodzi pod drzwi łazienki, stoi chwilę i zawraca, mamrocząc coś pod nosem. Tak kilka razy. Wchodzi do środka i stoi przed wzbronioną milionem zakazów kocią kuwetą. Wychodzi. Przyglądam się tym manewrom, pozorując skupienie na porządkowaniu wywleczonych z szuflad kart i papeterii.

Po pewnym czasie mała zdecydowanie wchodzi do łazienki, upomina samą siebie surowym „nie! nie!” i zanurza obie ręce w żwirku, po łokcie!

 

Pokusy najlepiej zwalczać ulegając im. Mniejsza strata czasu, córeczko :)

If.

czwartek, 12 stycznia 2006

Znów wieczór, kąpiel, przygotowania do snu. Na trasie między punktami "dać kotom kolację" a  "zamknąć okno w sypialni" jak zwykle nastawiam uszu ku łazience...

Masza: Da, taty! (ostatnio dziecko fascynuje się deklinacją i porzuciło mianownik)

Grześ: Zaraz, uwaga. Podaj tamto.

(tajemnicze pluski i chlupy)

Grześ: Scena gotowa. La, la!

Masza: Yee yyyy! (trudno oddać w literkach pohukiwania towarzyszące zwykle jej występom śpiewaczo - tanecznym; patrz "Zbójnicki")

Grześ: Tata wszystko umyje, naaawet uszy i szyję... la la la... (ciszej) oby nie naczyyynia...

If.

niedziela, 08 stycznia 2006

Przyszła znajoma - osoba bardzo zdecydowana, by wywrzeć dobre wrażenie na dziecku. Wobec tego Masza zachowuje rezerwę.

 

Po pewnym czasie mała odnajduje lalę; dostała ją od babci parę miesięcy temu i co jakiś czas wyciąga biedactwo za nogi z kąta, gdzie zostało ostatnio porzucone, tarmosi, przytula, sadza na nocnik, niańczy i musztruje. Lala ta jest porażającym łysym obiektem ze sterczącymi z usteczek zębami i kabelkiem od opcji "poimy - lala siusia". Kolanko wgniotło się już pierwszego dnia. Nie szkodzi...

 

Znajoma: A cio to? LALA? Moja pani, jaka piękna lalka! Nigdy nie widziałam tak wspaniałej! Prawda? Czy nie jest piękna?

 

Masza: (rzuca rzeczowe spojrzenie na lalę) Nie. (drugie, nieufne, znajomej) Nie, nie.

 
If.

środa, 04 stycznia 2006

Dziecko od pewnego czasu wsiąkło w życie filmowe.

Ciekawiło mnie, kiedy zainteresuje się ruchomymi obrazkami. Telewizora nie mamy. Pokazywane na komputerze bajeczki typu „Miś Uszatek" i „Makowa Panienka” tymczasem zostały zlekceważone. Trafienie nastąpiło, gdy włączyłam „Neko-no ongaeshi” czyli „Narzeczoną dla kota” ze studio Ghibli. Dziecko przez pełne dwadzieścia minut nie odrywało wzroku od ekranu. Obawiałam się przesady, ale cóż, machina poszła w ruch... teraz Masza zna film na wyrywki. Przy scenie, gdy kot – dworzanin Natoru odchodzi po rozmowie z Haru, mała zawczasu robi pa, pa... Gdy jest zajęta czym innym w pokoju, kątem oka śledzi akcję i generalnie przez pół dnia życzy sobie słyszeć, że film włączony.

Oczywiście po japońsku. Wersja z lektorem ją irytuje.

Grześ przysięga, że co najmniej dwa razy słyszał „baka” (czyli „głupi”, "głupia"); ja z kolei wyraźnie zostałam skontrowana „ya da!”, czyli „nie chcę!”. Może często przez małą powtarzane „nie kot!” należy rozszyfrować jako „neko”?... Zgadzałoby się z kontekstem...

Mój maleńki geniusz językowy! Wszystko rozumie!

A może po prostu już czyta napisy.

If.

 
1 , 2