O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


poniedziałek, 25 stycznia 2010

Grześ usypia synka, mamy z Maszą czas dla siebie. Rysujemy bajkę, na każdej kartce osobna scenka. Ja daję kontur, Masza wypełnia kredkami. Rzecz opowiada o siostrze i bracie, co mieli baloniki i wznosili się na nich w niebo; nieoczekiwanie dyskusję wznieciła kolorystyka.

Masza: Balon chłopca będzie czerwony, bo kiedyś mówiłaś, że dla chłopca nie może być różowy.

Ja: Ja? Wcale tak nie mówiłam.

Masza: Ale tak słyszałam.

Ja: Musiałaś się przesłyszeć. Nie mogłam tak mówić bo tak nie myślę.

Masza (z westchnieniem): Mamo... Ja chyba znam się na swoim własnym słyszeniu.

If.

piątek, 08 stycznia 2010

Patrzymy na maleństwo (a widzę w nim moc, mądrość i tyle godności, że trudno mi wyzbyć się onieśmielenia. Oraz przemożnego szacunku, który nie pozwala tej cudownej istoty zwyczajnie sobie brać, przewijać i przenosić) - wracając, patrzyliśmy na synka-brata i z dnia na dzień robocze imię Krzyś bladło a wzmacniało się drugie z krótkiej  listy, Aleksander. W końcu nawet Masza wyznała speszona, że brat to już nie Krzyś. O, zazdroszczę tym rodzicom, co mają ulubione imię dla dziecka jeszcze w brzuchu. My potrzebowaliśmy czasu, by je sprawdzić, dopasować, a i tak uważam, że najlepiej drzewiej było: do któregoś roku życia dziecko było Okruszkiem lub Słoneczkiem, a potem przychodził Mądry i nadawał imię najlepsze.

Mamy Aluszka!

If.