O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


piątek, 24 lutego 2006

Grześ: Z czego mogę sobie zrobić kanapkę?

Ja: (znad komputera, nieuważnie) Ten chleb. Przepraszam, wyjadłysmy z dzieckiem bułki.

Grześ: A do chleba?

Ja: No, co chcesz. Mój serek i papryka marynowana, Maszy szyneczka, ta, co mówiłeś, żeby jej jednak nie dawać, bo na pewno zapchana konserwantami, chociaż nazywa się "dziecinna"...

Grześ: (ponuro) W całej lodówce nie ma nic mojego. Jestem na końcu łańcucha pokarmowego w tym domu...

If.

czwartek, 23 lutego 2006

Jak niegdyś Chmielewskiej w "Krokodylu z kraju Karoliny" tak i nam z Maszą pieśń ludowa zabulgotała w dudkach. Podczas zabawy we włażenie do szuflady pod łóżeczkiem mała wywinęła coś jakby hołubca i ja natychmiast podjęłam rytm, śpiewając o krakowiaczku jednym i konikach siedmiu (o, nie rymuje się). Masza zaczęła tańczyć; jej taniec to uginanie nóżek w kolankach i wypinanie tyłeczka oraz machanie łapkami. Na to znów zaśpiewałam, tęsknie o Janicku i wesoło o czerwonych koralach oraz o zielonym mosteczku, co uginasie.

Ja: Córeczko, może teraz ty zaśpiewaj!

Masza: (natychmiast zaczyna przysiadać i machać łapkami) Eee, badzie badzie dzie dzie dzie, EEE!

Ja: Jaka śliczna piosenka! O piesku! [słowo "badzie" lub "badzia" oznacza psa] A zaśpiewasz o tacie?

Masza: (przysiady, wzrok zawieszony wysoko) Eee tatatatatata taty taty pan badzie EEE!

Ja: (poruszona) Jaka długa piosenka, malutka! A o kotkach zaśpiewasz?

Masza: (przysiady, mars na czole, dzikie wymachy rączek) EEE badzie badzie badzie KOTA! AAA! KOTA!

Nie jestem w stanie oddać ducha Maszy piosenek - gorący, bulgocący, bardzo przejęty duch!

If.

poniedziałek, 20 lutego 2006

Już, już gotowe do wyjścia, po tylu trudach (ubieranie w stu odsłonach, obuwanie, gonitwy jeszcze za sweterkiem, nienienie Masza nie życzy sobie zapinania guziczków, dobrze - zapniemy później) wreszcie wkładam lewy but i za moment mogłybyśmy wychodzić, gdyby prawy but nie został przez dziecko porwany i uniesiony gdzieś do kuchni.

Wezwania do zwrotu to groźne, to żartobliwe dziecko zbywa milczeniem.

Zdeterminowana kuśtykam do kuchni z okrzykiem "oddaj buta! " - na to Masza cofa się, przygarnia mocno do piersi moją wysłużoną pionierkę i szepce: "BUTUŚ!"

Siła dziecięcych uczuć! Ileż to matek staje wobec nich bezradnie, z jedną nogą w górze.

If.

czwartek, 16 lutego 2006

Ciąg dalszy "Ogórkowej". Zadzwoniłam do mamy podziękować i wypytać o szczegóły dnia, przy okazji wyszło na jaw, że dostaliśmy mnóstwo zupy ogórkowej, dobre jajka i jeszcze coś.

Ja: Tyle zupy, hurra, dziękujemy!!! Zaraz wypakuję!

Mama: I jeszcze leniwe, dałam ci do odgrzania na kolację. Tak sobie jej smakowały. (po głębokim namyśle) Może nic dziwnego, po dwóch talerzach zupy? Trzech.

If.

Ciąg dalszy "Marchewki".

Mama: Ile ona je, ja się martwię, że za dużo. Wiesz, co się stało z zupą ogórkową?

Ja: Przygotowałaś na tydzień dla całej rodziny i nie ma. 

Mama: No nie, ale faktycznie... bo zjadła swój obiadek, potem dokładkę zupy, a potem kiedy my jedliśmy weszła mi na kolana i sama zjadła moją zupę i jeszcze z ojca talerza palcami wybrała sobie ziemniaki.

Ja: (ze zgrozą i gorzką ironią) I tak wszystko sama...?

Mama:  W zasadzie sama... (nagłe załamanie) Łatwo ci mówić.

If.

Masza pojechała na cały dzień do moich rodziców. Zajęłam się milionem zaległych spraw - wtem telefon. Zadzwoniła mama opowiedzieć, że dziecko nieoczekiwanie zaczęło zajadać się surową marchewką, przeznaczoną na zupę. Świetnie, samo zdrowie, nareszcie. Ale mama boi się, czy marchewka, twarda w swej naturze, da się dobrze pogryźć. Marchew starta wylądowała na podłodze, a tę w długim kawałku dziecko zabrało i dało nogę...

Ja: Mamo, czy ty mi opowiadasz o jakimś bandycie? co wpadł, sterroryzował, zabrał marchewkę?

Mama: Nienienie, to tylko mała...

Ja: Jak dziecko wzrostu 82 cm mogło ci zabrać marchewkę?

Mama: No, dałam jej, z przyjemnością.

If.

poniedziałek, 13 lutego 2006

Masza wyciągnęła z zakupów cebulę-dymkę i nosi ją po mieszkaniu, w różnych punktach rozmieszczając zielone szcząteczki i ciągnąc za sobą silną woń szczypioru. A tymczasem czas na kąpiel.

Ja: Grzesiu, już woda nalana. Gdzie mała?

Grześ: Tam, gdzie cebula.

Poszliśmy za nosem - i rzeczywiście, tam, gdzie cebula, znalazlo się dziecko... W szafce pod zlewem, obok ziemniaków.

niedziela, 12 lutego 2006
Córeczka zasnęła. Oglądamy "Wojnę klonów"; ponieważ nie nadążam, włączyłam napisy. Angielskie - przy polskich Grześ ostentacyjnie wywraca oczami. Oczywiście co chwila o coś pytam...

Ja: Grzesiu? Co to "overhelmed"?

Grześ: Przytłoczony.

Ja: Grzesiu? Co to  "ruthless"?

Grześ: Bezwzględny.

Po dłuższym czasie i wielu pytaniach Grześ wysiada.

Ja: Co to "grumpy"?

Grześ: Nie wiem, nie znam polskiego.

If.

czwartek, 09 lutego 2006

Jak to jest z "Teletubisiami"? 

Tyle słyszałam dobrych opinii... gdy przyszły zamówione dvd, ogromnie podniecona, puściłam dziecku "Teletubisie i śnieg". I nic... średnie zainteresowanie wygasło po kilku minutach. Masza ma rok i 5 miesięcy. Już nie dla niej czy jeszcze nie dla niej?

Po prostu woli filmy szybkiej akcji?

If.

poniedziałek, 06 lutego 2006

Już wiem, co świadczy o kotectwie kota. To jest - wiem, co kota czyni kotem. Potrzebny jest wstęp.

Masza ostatnio spełnia się w rysunku (techniki: długopis, kredka świecowa nietoksyczna, kredka ołówkowa, moje piękne pióro z delfinkiem). Oczywiście sprawdza różne materiały. Najlepszy efekt artystyczny daje podest przed balkonem wyłożony gresem, niezłe są też drewniane, ażurowe drzwiczki szaf w przedpokoju. Blok rysunkowy też jest okej, choć mniej. Każdy nowy blok z czasem pokrywają  fantazyjne zawijasy Maszy i rysunki kocich głów.

Bowiem Mała co jakiś czas podaje mamie papier i prosi o namalowanie kota. Jest niecierpliwa; wie, że zostanie namalowany kot, więc na co czekać - i usiłuje ów papier wyrwać. Mama kombinuje i maluje niespodziewanie psa, kwiatek, drzewo. Jasne, kota też. Najpierw głowa, potem oczy, nosek, pyszczek, wąsy... dziecko nic... uszy... "KOTA!" woła Maszeńka. Głowa, wąsy... uszy... "KOTA, KOTA!" woła Maszeńka. Głowa, uszy... "TU, KOT!" oznajmia mała.

Zdecydowanie - kota czynią uszy!

If.

 
1 , 2