O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


środa, 21 lutego 2007

Masza do tej pory dawała się wbijać w cokolwiek i nie zgłaszała sprzeciwów wobec mamusi i tatusia gustu. Także kolorystycznego. A w sklepie Zara Girls dziecko ominęło różne różowe rzeczy i wybrało bluzeczkę w kolorze brązowym. Obawiam się, że różowa epoka nas nie minie,  ale to później, na razie pokazała się pierwsza jaskółka odzieżowych wyborów.

Znalazłam świetne dżinsy. Nie biodrówki (co za kretyn projektuje biodrówki dla takich maluchów?), bez wielgachnej klamry na pasku (co za kretyn projektuje klamry, w których dziecko nie może się zgiąć, bo wbijają się w brzuszek?)  i nie obciążone milionem błyszczących błyszczków na nogawkach ani nigdzie indziej. W pasie harmonijna gumka, prosty krój, zgrabne kieszonki. Masza przymierzyła, pobiegała po domu, ciągnąc za sobą moje zadowolone oko, ale na spacer w świetnych dżinsach wyjść nie chciała.

Ja: Ale dlaczego, przecież są strasznie fajne!

Masza: Nienie, one są straszne.

If.

poniedziałek, 19 lutego 2007

Masza widuje przewijanego Kubusia, często kąpie się z tatą i zasadnicza różnica między chłopcem i dziewczynką jest jej znana. Ale brakuje nam dobrych nazw.

Po kąpieli suszenie i obwieszczenie.

Masza: Chopciki mają siusiaki!

Ja: Tak. A dziewczynki mają... mają... siusiawki.

Masza: Siusiawka. Siupawka. Sikuwka. Krówka, wykrówka. (tata i mama nadal tarzają się ze śmiechu) Tak, wykruffka, dziedynki mają wykruffki!

If.

niedziela, 18 lutego 2007

Wracamy z basenu.

Ostatnio, aby dało się dziecko wysuszyć pod suszarkami, dałam jej żelkową piankę - coś jak marshmallow, ale twardsze - w formie rozgwiazdy. W pierwszej chwili, gdy rozgwiazdkę zobaczyłam na wystawie przybasenowego sklepiku, myślałam, że to gumowa zabawka. Kolorowa, urocza. Nieważne, Masza lizała i podgryzała rozgwiazdkę podczas suszenia, zakładania butów i kurteczki, i jeszcze w drodze do domu...

Ja: (pedagogicznie) Dasz mi gryza?

Masza: Nie...

Ja: Trudno.

Zapada krótka cisza, Masza walczy ze sobą i nawet przestaje wyszukiwać marznące kałuże, by w nie wdepnąć.

Masza: Dam ci w  domu, dobzie?

Ja: O, dziękuję, jesteś kochana.

W niedługim czasie ostatni kęs rozgwiazdki znika w gębusi.

Ja: (z pewnym wyrzutem) Chyba nie dasz mi gryza w domu...

Masza milczy i widać, że kombinuje. Po chwili otwiera buzię i bierze rewanżyk za te wszystkie razy, gdy z rozpędu sama przywoływałam windę i wybierałam kod domofonu, zamiast wziąć dziecko na ręce i umożliwić.

Masza: Mama, spokojnie, tylko spokojnie. Następnym razem, dobzie? Następnym razem na pewno.

Nie mogę doczekać się soboty :-)

If.

wtorek, 13 lutego 2007

Przed snem, w łóżku. Masza obejmuje mnie ciasno i szepce:

- Mamo, jesteś dumna?

Ja: Tak, córeczko, jestem z ciebie bardzo dumna.

Masza: A tata jest dumny?

Ja: Tak, wiem na pewno, że jest z ciebie ogromnie dumny.

Masza: A owiećka jest dumna? (i odpowiada sobie, nim zdążę wyrazić znak zapytania) Nie, przecieś owiećka nie jest mamą ani tatą, chrr chrr...

Zasnęła.

środa, 07 lutego 2007

Masza ostatnio, nim zaśnie, wysyła mnie po pieska (i zła jest, gdy piesek zostanie przygotowany i wystarczy sięgnąć ręką), albo po kotka, albo inne picie; głównie chodzi o to, bym wyszła z pokoju, ale koniecznie wróciła. Dziś...

Ja (wybiegając z sypialni i łapiąc misia w czerwonej czapce) Coraz gorzej. Księżniczka na ziarnku grochu tym razem wysłała mnie po niedźwiedzia. Czuję się jak ten szewczyk, świniopas czy ktoś tam...

Grześ: Ciesz się, że wysłała cię po coś, co masz w domu.

If.

niedziela, 04 lutego 2007

Po kąpieli wycieramy i suszymy córeczkę, a ta nieprzerwanie wypuszcza strumień świadomości.

Masza: I ten piesek poszedł i zobaczył, i był brzydki, ale był DOBRY, i poszli razem do lasu, a potem do domu i tam stały łóziećka, i oni się położyli spać. I tam siedł taki legwan, a ten piesek był ŁADNY i powiedział do mamy i taty... ... ...

Grześ: Takie mam wrażenie, że mała co wieczór zrzuca dane na dysk.

If.

czwartek, 01 lutego 2007

Z Maszą naprawdę można fajnie pogadać. Dziś na spacerze miała kilku przygodnych rozmówców. Oczywiście puchłam z rozrzewnienia i dumy, że idę sobie z taką fajną małą, co to można z nią tak fajnie pogadać. 

Jedna z rozmówczyń miała piękną irlandzką seterkę, chętnie pozwalającą się głaskać po uszku i boczku.

Masza: Ładny piesek!

Rozmówczyni:  A ty masz pieska w domu?

Masza: Nie, ja chyba nie mam pieska. Ale mamy kotki.

Rozmówczyni: O, a ile masz kotków?

Masza: Ćsi, bo mamy jednego Cymeczka, jedną Szuszunię... (daje się porwać fali zwierzeń)... i ona mnie dziś ugryzła.

If.