O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


niedziela, 21 lutego 2010

Masza przyniosła pięć kolorowych gumek i poprosiła o zrobienie kucyków we włosach. Zrobiłam. Wygląda  świetnie, co chcę koniecznie uwiecznić na zdjęciu. Biorę aparat, a Masza w skupieniu przybiera różne pozy, dość intrygujące, przy drzwiach wejściowych.

Ja: Ale stań tam przy ścianie, nie przy drzwiach. Drzwi są brązowe i nie będzie dobrze widać włosów!

Masza (kątem ust): Ciii... Muszę się wtopić w kamuflaż.

If.

środa, 17 lutego 2010

Ja: Przed kolacją, pamiętasz? Trzeba posprzątać. Ja pozmywam, ty zajmij się swoim stolikiem.

Masza: Znów to samo, znów trzeba sprzątać, nic tylko sprzątać!

Ja: Takie życie, nic tylko zmywać. Chodź, zrobimy co trzeba.

Masza: Ale ja mam tyle sprzątania, bo wycinałam motylki!

Ja: Wybierz udane motylki i połóż na półce, ścinki do kosza.

Masza: Tyle roboty, i ja muszę sama, pomóż mi!

Ja: Ja zmywam. Ty zajmujesz się swoim stolikiem.

Masza (biada i medytuje nad swym losem wiecznego sprzątającego, zamiast brać się do roboty)

Ja: Wiesz, że nie będzie kolacji, póki nie posprzątasz.

Córeczka zgarnia naręcze papierzysk i zwala mi na stół.

Ja: He?

Masza (cienkim, obłudnym głosikiem): Bo to wszystko prezent dla ciebie, mamusieńku.

If.

czwartek, 11 lutego 2010

Pierwsze dni, nawet tygodnie, były ciężkie. W zasadzie wspominam je jako coś bliskiego koszmarowi i boleję, że gdy Alek był takim maciupkim orzeszkiem, ja nie mogłam się na nim skupić jak niegdyś na maciupkiej córeczce. Znów musiałam na córeczce... Masza, po pięciu latach jedynakowania, z trudem znajdowała się w nowej sytuacji, gdy z dnia na dzień ubyło mnóstwo mamy, a brata i tak nosić ni przebierać nie można. Rozmowy w stylu "Mamo, a ja wolałabym się pierwsza urodzić, przed bratem" szarpały mi serce. Nadal Maszy ciężko, ale mimo to - siostra na medal. "Tu masz złote oczka, tu srebrny noseczek..." albo "gdy siostra jest przy tobie nie trzeba się bać niczeeego"... śpiewa popłakującemu bratu, podaje pieluszki i myje nóżki.

Teraz to jestem mocna. Dotarliśmy miliony drobnych czynności, niezbędnych w rodzinie czteroosobowej, mieszkającej w histerycznie małym mieszkaniu. Masza pojęła, co przy bracie robić można a czego nie, bo jej dynamiczna pomoc nieraz już zagroziła wypadkiem. I co najważniejsze, nie przekłada na brata gniewu i żalu z powodu ciągłych zakazów, upomnień i niemożliwości oraz totalnej wywrotki jej świata.

Przyjaciółka Zosia: No i twój głupi brat znowu płacze.

Masza (rzuca się): Tylko nie głupi!!!

Jest dobrze.

If.

czwartek, 04 lutego 2010

Alek wczoraj pierwszy raz się uśmiechnął! Wyraźnie w odpowiedzi! Bez podejrzeń o ten niby-uśmiech wywołany pracą jelit, czyli jeden z wielu uroczych grymasów: synek patrzy z wytężeniem w sufit, wzdycha. Uśmiech, powątpiewanie, całkowite zwątpienie, uśmiech, och och! zdumienie, westchnienie. Finał! Zmiana pieluszki. 

Lecz teraz to był uśmiech prawdziwy i tę cudowną umiejętność mały trenował pół dnia,  i dziś rano też! Długo rozmawialiśmy. Rozpływam się jak ten śnieg za oknem w słońcu.

Z dnia na dzień coraz większy ma słowniczek (gestowniczek? westchniczek, mamrotlistę, rykospis) - wśród rozmaitych okrzyków, gestów, westchnień, popędzającego khe! khe! i różnych o! ua! e! wyróżniają się dwa ważne słówka.

Ważne słowo 1: ejo ejo- używane, gdy się opóźniam z karmieniem. Już się czeka na kolanach, już pachnie mleczkiem, a tu nic! nic, ciągle nic! Ręce mi latają, szamocę się z bluzką; krótkie rozjuszone ryknięcie i przyssany Alek krzywduje sobie: ejo ejo... ejo ejo... (łyk) ejo ejo (łyk, łyk) ejo ejo!

Ważne słowo 2: ere - wypowiadane w trakcie karmienia, pełne błogości.  On mówi "heureux"! zachwyciłam się. Szczęśliwy - jasne, jak może być inaczej, gdy człowiek ma sporo w brzuszku, a wciąż może cieszyć się na drugą połowę uczty. Teraz Alek zmienia akcent, przez co czasem słowo brzmi z duńska. Na zmianę Brassens i gang Olsena...

Mój kochany! Przytulam synka i zamiast dać jeść (spróbujmy wytrzymać do kąpieli) śpiewam pioseneczki, których on niecierpliwie lecz póki co uprzejmie słucha.

Ja: I jak ci się podobało, synku? Mój ty orzeszku?

Alek: (wymijająco odwraca spojrzenie): Ejo ejo (i wysuwa jęzorek - jeść dać mamo, jeść dać, nie śpiewać!)

If.