O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


czwartek, 30 listopada 2006

;plijhggvbjgvbcx hhjk;

hc

To powyżej to wkład Maszy. Brawo, córeczko, Twoja pierwsza notka :) Łańcuszkowa! Nie wiedziałam, że istnieją blogowe łańcuszki, póki nie przeczytałam u Truscaveczki.
Wchodzę!
A więc:
* Złap najbliższą książkę.
* Otwórz ją na 123 stronie.
* Znajdź piąte zdanie.
* Opublikuj je na swoim BlOgAsKu razem z tą instrukcją.
Nie szukaj najfajniejszej książki jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.


No to proszę:
Na szczęście wszystko jest tak, jak należy, pieniądze są, les timbres zostają naklejone, możemy jechać.
(Agatha Christie Mallowan, "Opowiedzcie, jak tam żyjecie")

Tak naprawdę najbliższą książką jest "Pan Plamka i jego kot" -  ale tu nie ma 123 stron. Przy okazji polecam koty pana Plamki!
If.
środa, 29 listopada 2006

To było wczoraj. Myślałam, że dziecko uśnie natychmiast, zmęczone brakiem snu w dzień i długim spacerem w tej niesamowitej chmurze - mgle, która przykryła miasto. Ale nie, rozbawiona kąpielą nie była w stanie szybko się wyciszyć. Poszłam posłusznie dostarczyć pieska, potem kotka; picie; piosenka o królu, królewnie i paziu, o królewnie, co kochała grajka, kotki dwa, srebrzysta noc... Mama, bajka.

Był raz sobie Kotek Psotek, mieszkał w lesie, w domu obok wielkiego drzewa. Pewnego dnia Kotek Psotek obudził się w świetnym humorze. Wszystko mu się podobało, i jego domek, i drzewo, i cały las; śniadanie było pyszne a słońce świeciło jak żaróweczka. Nagle zobaczył za oknem mgłę i postanowił od razu iść na spacer. Szedł sobie dróżką i ciągle mu się wszystko podobało, i ta dróżka, i mgła, drzewa, liście żółte i czerwone, zielony mech, grzybki i szyszki, i stukanie Dzięcioła-Kręcioła.
Szedł - szedł - szedł - szedł  i nagle potknął się i wpadł do wielkiej kałuży! Ubrudził się cały - i łapki, i uszka, i szyję, i nosek, i ogonek....

Masza: (sennie) Bo ćsieba kalosze zakadać.

If.
Jasne, kalosze! Zdrowy rozsądek nie śpi!
Swoją drogą dumnam z bajki, bo ją trzy razy powtarzałam! Po trzecim razie dziecko usnęło. A dalszy ciąg był taki:
Kotek pomyślał sobie: jaka ładna kałuża! I jak fajnie będzie wejść tam jutro w kaloszach! Ale tymczasem zrobiło się ciemno, na niebie zaświecił księżyc i gwiazdy. Bardzo się Kotkowi - Psotkowi podobało wieczorne niebo. Z łebkiem zadartym w górę wrócił do domu, umył się, wytarł swym żółtym ręcznikiem i położył do łóżeczka obok Pieska-Bieska. Zasnął od razu i śniły mu się smoki

wtorek, 28 listopada 2006

Piszę te słowa rozlana w jedną gorącą, słodką kałużę.

Masza lubi oglądać niejakich "Małych odkrywców". W jednym z odcinków dziewczynka śpiewa owcy, kogutowi i innym zwierzątkom: kocham cię najwełniściej, kocham cię gdaczyście... bo ja kocham was i zawsze chcę z wami być...
...coś w tym rodzaju.

Dziś Maszeńka stanęła sobie obok ulubionego traktora z przyczepą, na której siedzą: krowa, owca, koń, świnka, kura. Kiwając się, długo nuciła ze wzrokiem utkwionym w niebycie: kocham was, la la la, kocham nawaniście, la la la kocham nadaciście, źwamibyć, la la la...

Przyglądałam jej się znad kuchennego blatu, cała rozrzewniona. Taka już jest duża, taka ciepła, lubię w niej po prostu wszystko...
A wtedy spojrzała na mnie i rzekła informacyjnym tonem: kocham cię, mamo.

If.

poniedziałek, 27 listopada 2006

Masza rozwinęła przyniesioną z przedszkola infekcję; dostaje sulfonamid (bactrim) i środek antyhistaminowy (clemastinum), oba specyfiki w syropie. Jak zwykle spróbowałam, co dziecku w paszczę wlewam. Jeden jest w smaku żrący, drugi gorzko-śmierdzący, przeohydne oba, ale trudno, wlewam przepisowe mililitry w plastikową stopkę i potem w Maszę. 

Masza: Gdzie mój sylopek? Ja piję sylopek!

Ja: Zaraz, wytrzymaj chwileczkę. Już daję, proszę.

Masza: (przechyla kieliszeczek i powoli wypija, najwyraźniej delektując się każdym łykiem) A gdzie dlugi? Sipko dlugi!!!

Ja: ...a jutro kupię ci tran.

If.

środa, 22 listopada 2006

Moja mama: O, nocniczek. Co robisz na nocniczku?

Masza: Citam.

...to tyle w kwestii nocnikowania.

If.

poniedziałek, 20 listopada 2006

"Niemiły" to najgorsze, co Masza potrafi przypisać człowiekowi czy zwierzęciu. "Miły" - to najlepsze. Z przymiotników używa jeszcze kolorów, duży - mały, grożny, wspaniały, ogromny, smutny - wesoły, zmęczony, biedny, chory - zdrowy, wysoki - niski, czysty - brudny, fajny, dobry, trudny - łatwy... coś na pewno pominęłam, a coś objawiło się dziś.

Masza pogoniła kota za niewinność i jeszcze cisnęła za nim klockiem.

Ja: Córeczko, nie wolno walić w kota!!! To było niemiłe!!!

Masza: Ja jestem miła. (przypomina sobie) I ładna.

If.

środa, 15 listopada 2006

Bawimy się, ja zajęta kilkoma rzeczami naraz, Masza z energią wulkaniku w różowej koszulce.  Czy wulkaniki bywają towarzyskie? Dziś Masza beze mnie nie daje kroku i wszystko obowiązkowo robimy razem. A przy dziecku, które od dawna nie sypia w dzień, zrób obiad czy zorganizuj warsztaty.............. a, mniejsza o to. Usiłuję w budowanie wielbłąda z klocków wprząc pisanie esemesa, bo w te kilka rzeczy wkrada się panika i zawalanka oraz przedsmak kryzysu małżeńskiego.

Masza: Nie, mama, bawimy. Buduj ebąda!

Ja: Buduj swojego smoka, ja tylko skończę ważną wiadomość pisać!

Masza: (surowo, wyciągając rączkę w kierunku komórki) Plosię oddać. Telechon nie jest do zabawy.

!$%^^&*!!!

If.

sobota, 11 listopada 2006

Chwilka Przed Snem.

Masza: Ja ci powiem bajkę. Dziś ja powiem. Był sobie, był ziemniak, nazywał się Pan. Eeee. Dawno dawno temu, było... była bajka, mama.

I zasnęła.

If.

czwartek, 09 listopada 2006

Masza: (czule badając twarz taty) Tu masz oko. I tu masz oko.

Grześ: (z edukacyjną czujnością) Razem ile mam oczu?

Masza: Ćsi.

Ja: Zadałeś podchwytliwe pytanie. Dziecko policzyło ci szyszynkę.

Grześ: Córeczko, a ile ty masz oczu?

Masza: Ja mam tylko tyle (pokazuje skomplikowaną figurę z kilkoma paluszkami), ćsi, duże.

If.

wtorek, 07 listopada 2006

Biegnę za gołą Maszą z ubraniem w garści.

Ja: Córeczko, stój! Musisz się ubrać, bo z okna wieje, a ty dopiero co byłaś zaziębiona!

Masza: Nie, mama, nie, nie ubjać!

Ja: Proszę nie uciekać, natychmiast stanąć i zakładać ubranie!

Masza zatrzymuje się na końcu pokoju i osadza mnie stanowczym podniesieniem paluszka.

Masza: Czekaj, mama, czekaj.

Ja: (z daleka) Słuchaj no! Proszę założyć...

Masza: (przerywa, unosząc palec wyżej) Mama, nie. To nie jest śmieśne.

If.

 
1 , 2