O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


poniedziałek, 19 listopada 2007

Z ankietami skończyłam; do tej pory nie otrząsnęłam się z wrażenia, że pisze się "kóltura", "pożądek" i "wogle", ależ ludzie robią potworne błędy!!!!!!!! A oto dwa wpisy wyryte w mej wdzięcznej pamięci:

"W Japonii nie ma wcale zimy, chyba że jest"

"Stosunki między naszymi krajami powinny być dobre, powinniśmy pomagać sobie nawzajem i przyjmować chińczyków do pracy".

If.
(a może "pożądek" pochodzi od "pożądanie"?)

niedziela, 18 listopada 2007

Wracamy z filharmonii. Udało mi się, dzięki zaciętej walce przy telefonie, zarezerwować bilety na koncert dla dzieci "Strunowscy ze Strunowa", dzięki czemu Masza poznała instrumenty ze Strunowskiej rodziny: fortepian, harfę, gitarę, skrzypce i wiolonczelę. Koncert prowadzony miło i bez zadęcia, wybrane utwory krótkie i pokazujące rozmaitość, a grający na koniec zespół Suoni Alati - po prostu uroczy.

Ciesząc się dźwiękami, na boku zastanawiałam się, czemu na uduchowione rozrywki wybierają się osoby bez kulturalnego ducha (i odrucha?) Przepychanie się siłowe w drzwiach, nieustępowanie ani na krok, deptanie po małych dzieciach, nieuciszanie własnych nieletnich wyjców i gaduł, itp. Jakoś nie pasuje. Stwierdziłam wyraźną różnicę między zdyscyplinowaną publicznością abonamentową w pierwszych rzędach a resztą, przetykaną jednorazowym plebsem, zatrzeszczającą dalsze rzędy.

Ale z Maszy byliśmy dumni. Grzeczna, wsłuchana, pozbierana.

No właśnie, wracamy z kulturowej biesiady, dziecko narzeka na głód.

Grześ: Cicho, niedługo będziemy w domu i dostaniesz obiad.

Masza: Nie będę cicho, bo ja chcę obiad TERAZ!!!!

Grześ: Jak nie będziesz cicho, to zamienię się w potwora i cię zjem.

Masza (nagle przestraszona): Ale nie, ty będziesz takim miłym potworem, co nie zjada dzieci...

Grześ: Kiedy ja głodny jestem.

If.

środa, 14 listopada 2007

Mało czasu na spotkania, więc długo rozmawiam z mamą przez telefon. Opowiada:

"Chyba mała nas lubi, jak myślisz? A ostatnio ja musiałam zrobić obiad i poprosiłam ojca, żeby się na chwilę zajął dzieckiem. A on nie dosłyszał i poszedł gdzieś dalej. Na to mała podchodzi i mówi: no, dziadzia, słyszysz? Zajmij się dzieckiem! Weż mnie za rączkę! Zaprowadziła go do jego pokoju, kazała usiąść, potem usiadła mu na kolanach i tak sobie siedzieli przytuleni... Jak zajrzałam do ojca to cały był już zdrętwiały, ale bał się ruszyć, bo dziecku tak było najwygodniej."

Kochani dziadkowie, wszyscy dziadkowie, Wyście są nasze skarby. Codziennie o Was rozmawiamy i o Was pamiętamy i tęsknimy za Wami. Nie miejcie żadnych wątpliwości :)

If.

wtorek, 13 listopada 2007
Znów przydarzyło się coś związanego z dorosłych mową potoczną, coś w stylu słynnego "icekajot", 
ale niestety w nieporównanie brzydszym wydaniu.

Odbieram Maszę z przedszkola. W szatni nowa wystawa, zawieszono wczorajsze prace dzieci:
dwie wiewiórki; przed mniejszą naklejony jeden orzeszek, przed większą cztery.

Ja: Która praca twoja?
Masza (rozgląda się obojętnie): Eeee...
Ja: To chyba twoja, pani podpisała. Pięknie przykleiłaś orzeszki. Tak, to twoja?
Masza (zrezygnowana): A ha gie wu...
Obecni w szatni rodzice wybuchnęli śmiechem, prócz jednego taty, który nie zrozumiał.
Ja się nie podejmuję rozszyfrowania skrótu, który, przysięgłabym, nie był przy Maszy w użyciu.
Ale musiał być, prawda?

If.

PS
Mętna podpowiedź: po sprawdzeniu w polskich słownikach możliwe, że zamiast h.g.w. napisałabym ch. g.w.

piątek, 09 listopada 2007
Masza po powrocie z przedszkola żąda: popatrz na mnie! 
Patrzę, a ta całkiem ładna dziewczynka rozdziawia buzię i rozstawia zgięte w łokciach ręce,
jedną krzywo w górę, drugą krzywo w dół.

Ja (oszołomiona): Co to?...
Masza (kątem ust): Jestem rzeźba.

If.

czwartek, 08 listopada 2007
Ostatnio na biureczku wylądowały mi ankiety na temat Japonii. Ankieta to duże słowo - tu trzeba było wpisać cokolwiek, co się o Japonii wie lub z czym się kojarzy. Poza masą wypowiedzi stereotypowych ("gejsza", "kraj kwitnącej wiśni", "stolicą jest Tokio" oraz na samym szczycie - "sushi") padały też oryginalne i odkrywcze. Jak na przykład:
"W japońskich łazienkach mają tylko prysznic"
"Mówi się tam po japońsku"
"Japończycy nocują w pracy"
"Są sześć godzin do tyłu"
"Zawsze noszą klapki"
"Jedzą chińszczyznę"

I mój ulubiony:
"Stosunki polsko - japońskie powinny być bardziej ożyłe."

If.
niedziela, 04 listopada 2007
Miauczy kotek "miau!" Coś ty, kotku, miau? Miałem ja miseczkę mleczka, teraz pusta jest miseczka, a jeszcze bym chciau...

Bawimy się. Jesteśmy kotkami, trącamy się noskami, po prostu typowe futra. Wzory próbują spać, ale gdy zaczynamy miauczeć pod Grzesia komputerem, przylatują z ogonami jak szczotki od butelek. A to tylko my, dwa większe kotki, bardzo głodne. Wzory chowają się i usiłują spać dalej. Masza wykonuje świetnie podpatrzony, charakterystyczny gest i opiera
łapeczkę o Grzesia kolano (pić chcemy, pić i jeść! I miau!!!)

Grześ (zrywa się): Dobra, koty, cicho już, cicho!!! Co wam dać?

Masza: Ja chcę mleczka! Takiego z malinkami. Miau!

Grześ (nalewa wody z malinowym sokiem
do kubka)

Masza: Ale ja chcę do miseczki. Bo muszę przecież picie wyliżyć jęzoreczkiem!

If.