O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


poniedziałek, 28 listopada 2011
Grześ choruje; donaszam mu* co jakiś czas kawę zaparzaną "po polsku". Dwie miarki kawy na kubek. Mniej więcej. Grześ opracował algorytm na moc naparu (wielkość kubka, pora dnia, i coś, je ne sais quoi), ja jednakże nie mogę go opanować i mam sporo wykroczeń przeciwko ideałowi.

Dziś znów zaniosłam kawę.

Grześ (pojawia się w kuchni z kubkiem): Wiesz, doprowadziłaś do tego, że wyczuwam moc kawy po oporach toczenia łyżeczki. (odlewa nieco kawy, dolewa wody, ideał zostaje osiągnięty)

If.

* Jakby co, równie często Grześ robi kawę dla mnie.

piątek, 18 listopada 2011
Alex zjadł część obiadu, a resztę rozrzucił wokół swego wysokiego krzesełka. I zwiesił głowę na blacie, zupełnie, jakby przemyślawszy sprawę poczuł głód i rozpacz.

Masza (przysiada pod krzesełkiem. Łagodnie): Braciszku, twój czyn nie był zły. Ale bardzo wkurzliwy.

If.

poniedziałek, 07 listopada 2011
Na film "Latająca maszyna" dostałyśmy zaproszenie; wybrałyśmy się więc sumiennie, nareszcie same. Masza lubująca się w produkcjach typu "Jak wytresować smoka" i "Zaplątani" (których wcale nie krytykuję, jednak stanowią łatwą rozrywkę) musiała nagle przestawić się na inną wrażliwość. Jakże ja się cieszę, że potrafiła się wziąć w garść i wsłuchać w muzykę Chopina, przełamać opór wobec "pantomimy" (jak nazwała część animowaną, bez słów).  Do wszystkiego trzeba dojrzeć... dlatego już dawno temu przestałam ciągnąć ją do Filharmonii. Może czas wrócić do tematu?

Moja córeczka sama jest jak latająca maszyna... niezatrzymywalna, napędzana energią z kosmosu (no, plus liczne posiłki. Ze względu na zdrowy, radosny i zaraźliwy apetyt jest chętnie zapraszana do znajomych niejadków)


Albo inaczej. Masza jest jak dziki koń, biegnący z rozwianą grzywą. To, co po drodze, przeszkody, wszystko pozostaje gdzieś obok. Cel -- niewidoczny. Liczy się wolność i pęd.

If.

PS Nieszczęsna ta zjechana mama z filmu, jak zrozumiałam, samotna zapętlona matka, starająca się zarobić na dom i kosztowną pasję córki -- a jak ma to zrobić, jak nie kosztem czasu dla dzieci, przepraszam?

"Jane, nie odchodź daleko i zajmij się bratem" - jakbym siebie słyszała...

Spokojnie, wszystko przemyślałam.

Ja tu piszę bloga, a Masza woła "maama, on mnie bije jednorożcem"... nie będę pisać kosztem dzieci. Idę popatrzeć, dokończę jutro, czyli nigdy.