O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


piątek, 31 grudnia 2010

Znalazłam dwa świstki, na których zanotowałam jakieś chwilki. Nareszcie trochę czasu! Masza zarządza imprezą i ustawia na stole szampana z księżniczkami; Alex zamierza chyba też doczekać północy i gra z Grzesiem w piłkę; ja założyłam czapkę-niewidkę, ogłuchłam, zaniemiałam i przepisuję.

***

Zrobiliśmy teleturniej rodzinnej wiedzy wzajemnej.

Ja (do Maszy): Jakie zwierzęta tata lubi najbardziej oglądać w zoo?

Masza: Hm... hipcie?

Grześ: Nie. To ty zawsze musisz obejrzeć hipcie.

Masza: To co ty najbardziej lubisz w zoo?

Grześ: E... Gofry...

***

Alex jest superszybkim raczkiem. Poziom zero zna już, powiedziałabym, od podszewki, żąda więc podnoszenia i pokazywania szafek, tajemnych głębin szuflad, skarbów na biurkach, słuchawki domofonu. A czasem noszenia dla noszenia. Kręgosłupy nam jęczą.

Alex (pokazując rączką): Tu, tu (w domyśle- zanieś mnie)

Grześ: Hej, umawialiśmy się. Nie zapewniam transportu, tylko windę.

***

I znów zoo. Wybraliśmy się w czwartek przed Sylwestrem. Cały ogród dla nas, cudowne pustki, zrelaksowane lwy turlające się po śniegu, nawet pandy małe wybiegły z ukrycia... a taki Alek to w wózku sobie jeździ, nie musi wszędzie na nogach, burzy się Masza po solidnym szaleństwie na placu zabaw lśniącym nieskalanym śnieżkiem.

Masza: Maa, pro, weź mnie na ręce!

Ja: Córeczko, nie dam rady, taka duża wyrosłaś!

Masza (furioso): Wszystko przez to życie!!!


...i tym radosnym i pełnym nadziei akcentem kończę remanent.

Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich czytających!

Pozdrawiam i dziękuję -- If.