O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


poniedziałek, 27 marca 2006

Grześ: Ty w tym swoim blogu wszystko zmyślasz.

Ja: (zdębiała) Słucham?! Niby co?!

Grześ: No na przykład tu. Ja wcale nie nazywam dziecka Mamownikiem i Kotownikiem.

Ja: Ale spójrz na datę wpisu. Wtedy tak mówiłeś, naprawdę!

Grześ: Zupełnie nie pamiętam! Albo tu. W ogóle nie było tego dialogu.

Ja: Którego?

Grześ: Tego o obrączkach.

Ja: (zupelnie bezradna) Po co miałabym to zmyślac?!  Nie mam siły. Dokładnie to powiedzieliśmy, zapisałam na kartce i potem przepisałam do bloga!

Grześ: Myśl logicznie. Czy ja mogłem powiedzieć, że jedna obrączka wystarczy na lampę błyskową?

If.

wtorek, 14 marca 2006

Przed wyjściem na spacerek Masza zwykła przynosić właściwym osobom właściwe obuwie. Teraz stawiając ciężkie Grzesiowe półbuty omal nie poleciała do przodu.

Ja: Grzesiu, dziecko ci buty podało. Już myślałam, że ją przeważą!

Grześ: Przeważą? Nie wierzę. Ona przynosi duże tyskie...

If.

poniedziałek, 13 marca 2006

Babciowe się płaci. Sterroryzowane babcie wodzą za Maszą zamglonym spojrzeniem i niezupełnie zdają sobie sprawę z tego, że idą na pasku (ja pewnie też).

Pomieszkała u nas Mama Grzesia - mam tyle materiału, że jednak, jednak go nie zamieszczę :)

Dwie fajne sytuacje:

1. Masza umie już się dobrze trzymać na bujanym łosiu z Ikei i sama się kiwa w przód i tył. Teraz dowiedziała się od babci, że łoś to renifer i że łoś to koń, kolejno kary, bułany i kasztanek. A łoś nazywa się "łoś"  ("uosi"), wygląda jak łoś i ma kolor czerwony. Masza z ciekawości nie protestowała.

2. Babcia idzie z dzieckiem robić myju-myju rączki. Po dłuższym czasie wracają.                                                

Mama Grzesia: Wiesz, jak naprawdę nie wiem, jak to się stało, ale mała wsadziła nogę do umywalki... ma mokrą skarpetkę.

Coś z pogranicza absurdu - ja też nie wiem. Jak to się stać mogło? Babcia potrafi

If.

czwartek, 09 marca 2006

Maszeńka uwielbia rysować. Kredka, długopis - cokolwiek wystarczy, by tworzyć formy na gładkich kartkach bloku; rysunki ptaka, konia i wody zachowałam po wsze czasy i zamierzam oprawić. To jak obrazy prymitywistów. Kilka kresek i widać: koń z wygiętą szyją, spogląda w tył. Kilka niebieskich linii i widać: ocean. Dwie długie kreski, kilka krótkich i widać: ptak zrywa się do lotu.

Dziś znów dzień wielkiej sztuki, twórca wysuwa języczek i posapuje.

Ja: Co narysowałaś, córeczko?

Masza: Tata!

Ja: No proszę!... (wierzę twórcy na słowo)

Zresztą... Jedna subtelna, drżąca kreska dodana do rysunku i oto

Masza: (tryumfalnie) KOTA!

If.

wtorek, 07 marca 2006

Domofonowe urządzenie na ścianie wisi i kusi. Co jakis czas Masza prosi, by ją podsadzić; sięga po słuchawkę, długo i poważnie rozmawia, wciska guziczek i już może zejść na ziemię.

Po wizycie pana ze sklepu internetowego Animalia Masza wypytuje.

Masza: Pan?

Ja: Pan nam przywiózł jedzenie dla kotków i żwirek, i myszkę na patyku.

Masza: Kota?

Ja: Ma też dla piesków, wiesz? dla tych, jak mówisz, badziów. Ale nie zamawiałam.

Masza: Tak. Mamma, mamma?... (przejście do wyrazistej pantomimy pod domofonową słuchawką)

Podsadzam dziecko do góry.

Masza: (do słuchawki) Pan? Kota? Badzie?

If.

czwartek, 02 marca 2006

Masza bawi się ostatnio w znikanie. Zasłania łapkami oczy i mówi: "nie ma!" Potem powoli rączki rozchyla i woła "Jest!"

Chyba świat?

Masza: (zasłaniając oczy) Nie ma!

Ja: Świata?

Masza: (jak echo) Tata.

If.