O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


wtorek, 31 marca 2009

W MacDonaldzie, gdzie bywamy dwa-trzy razy na rok, Masza czerpie przyjemność z wybierania zabawek zestawu Happy Meal. Tym razem do wyboru są męskie roboty (czy coś) i damskie pudełeczka z niby-zegarkami i czymś. Masza prosi o różowy. Odbieram pudełko Happy Meal i okazuje się, że dostałyśmy zestaw różowopomarańczowy ze spinkami zamiast różowofioletowego z naklejkami. Masza obwinia panią sprzedawczynię, ja kajam się, że sama podałam zły numer zabawki. Dziecko wznieca awanturę, głowy zaczynają się odwracać; szczególnie państwo przy sąsiednim stoliku wykazują zainteresowanie naszym problemem, nagłośnionym przez zdenerwowaną Maszę na pół sali.

Masza: Ja to muszę wymienić! Ja wolę naklejki!

Ja: Ciszej, dobrze? Poza tym nie wiem czy się da wymienić, bo już otworzyłyśmy...

Masza: Ale ja i tak powiem! Pójdę i powiem tej pani!!!

Ja: Ciszej. No to idź, spytaj.

Masza (przechodzi na czoło krótkiej kolejki i bierze się pod boki): Proszę pani! To nie ten zestaw! Miał być różowy zestaw! Z naklejkami, nie ze spinką!

Ja (nerwowo, podchodząc): ...to ja źle podałam, a w dodatku otworzyłyśmy już...

Masza: Nie miał być ten!!

Pani: Ale można wymienić bez problemu, jaki ma być?

Ludzie patrzą. Wracamy ze zdobyczą promienne i radosne. Ja zaczynam znowu oddychać.

Pani z sąsiedniego stolika (podchodząc do nas): Chciałam tylko powiedzieć, że pani córka powinna zostać prawnikiem. Poradzi sobie. Jest świetna.

Ja (słabo): A, tak, ma gadane...

Masza: Tylko nie prawnikiem!

Masza: A co to?

If.

poniedziałek, 30 marca 2009

Poniedziałek rano, siedzimy w metrze. Trochę rozmawiamy, trochę milczymy.

Masza (nagle): Mamo, chcę rządzić całym światem.

Ja: O. A wiesz, ile to roboty?

Masza: Roboty?

Ja: Mnóstwo. I jaka odpowiedzialność!

Masza: E, naprawdę to pewnie mało roboty i brak odpowiedzialności.

Ja (trochę porażona): Nie powinno być tak. Dużo roboty i duża odpowiedzialność.

Masza: Nie ma mowy!  (po namyśle) Ale  mogłabym rządzić razem z tobą.

If.

piątek, 27 marca 2009

Masza: Wiesz, co mi się śniło?

Ja: Powiedz.

Masza: Że wilk mnie zjadł! i tam były takie piwnice i mokro. I ja krzyczałam, a on mnie wcale nie wypluł!

Ja: Rety!!!!

Masza: A potem przyszli tacy ludzie ale nie strzelali, tylko podłożyli mu ogień na ogon. I wilk krzyczał i uciekł, i dymił, ale wcześniej mnie wypluł, na szczęście. Patrzałam za nim,  aż wpadł do morza. Bieeedny wilk.

If.

środa, 25 marca 2009

Przetarcie przy wystawianiu "Kapturka" zaowocowało. Śmiało można powiedzieć, że "Kopciuszka" wystawili starzy wyjadacze. Stare wyjadaczki.
Po prostu luzik. Do tego stopnia, że przed kulminacyjną sceną zgubienia pantofelka Masza poszła sobie na siusiu.

Plakat "Dziś premiera. KOPCIUSZEK" przyozdobiła abstrakcja z tajemniczym napisem KOT. Masza wyjaśniła, że w pierwszej scenie Kopciuszek będzie głaskał kotka, ale jakoś ten wątek zagubił się.

Dekoracje nadal na medal i  nadal wyłącznie kartonowe. Uznałyśmy, że wystarczy KUCHNIA KOPCIUSZKA (piec z kaflami, własnoręcznie wyciętymi i naklejonymi przez Maszę, z zakopconym piekarnikiem i zapiekanką w piekarniku. Dla niedomyślnych na fajerce postawiłyśmy kartonowy czajnik) oraz BRAMA PAŁACU (szerokie wejście z wieżą zegarową, zegar dzięki ruchomym wskazówkom pokazuje czas rozpoczęcia balu i krytyczną północ).

Dzwonki, światła, ogłoszenie tytułu sztuki, wiele ukłonów.

Narrator-Mama: Dawno temu, w pewnym królestwie żyła dziewczynka, której tata ożenił się ponownie z niedobrą wdową...

Narrator-Masza:... i jej dwiema córkami! (ukłon, ukłon)

Aktor-animator Masza zmagał się nie z tremą, a z pewną skłonnością do ukłonów i zwykłą swą nadkreatywnością. Pierwotny tok bajki zaczął skręcać. Kopciuszek (kolejna duża rola szmacianej lalki, gwiazdy "Kapturka") dał złej macosze i siostruniom niezłe wciry. Wyprzedzając Wróżkę do bajki wtrąciła się nawet Zła Królowa ze "Śnieżki" ("Śnieżkę" planujemy wystawić w najbliższym czasie), ale Wróżka nie dała się wygryźć ze sztuki. Zła Królowa zeszła do podziemia (ukłon, ukłon) a Wróżka wyczarowała Kopciuszkowi cudowny strój i karetę. W roli Karety, a może Karetki, gdyż jechał na sygnale, wystąpił jednorożec (jeden głęboki ukłon).

Dalej jak bajka baje; Kopciuszek przepchnął się między siostrami i doszczętnie oczarował Królewicza (miś z żółtą koroną naszytą na czapce). Gdy wskazówki pokazały północ, Kopciuszek uciekł gubiąc pantofelek. Królewicz spadł ze sceny. KURTYNA, ZA CHWILĘ DALSZY CIĄG i w scenerii KUCHNI KOPCIUSZKA odbyły się przymiarki. Macocha i siostrunie ponownie dostały wciry (ukłon, ukłon). Pantofelek pasował właściwej osobie. W królewskim pałacu odbył się uroczysty ślub i Kopciuszkowi założono koronę. Cóż z tego, że natychmiast spadła.

KURTYNA, burza oklasków; aktor-animator Masza w emocjach wybiegł na proscenium i zaprezentował ukłony w baletowej aranżacji, znów burza oklasków. Ponownie aktorzy-animatorzy wpadli w ramiona Widowni (kiedyż wreszcie Widownia wpadnie na pomysł kosza kwiatów?)

A my myślami już przy następnej sztuce. Skąd weźmiemy aż siedmiu krasnoludków? Czy wystarczą trzy? bo mamy tylko trzech aktorów, czyli trzy kucyki...?

If.

wtorek, 24 marca 2009

Masza pięknie słowa przekręca. Niedawno bawiłyśmy się w policjantów i kradzieżów, a wczoraj...

Masza: Zobacz, zobacz, kto idzie!

Ja: Gdzie?

Masza: Tam!!! Boginia idzie.

Ja: Ale to jest...

Masza (z naciskiem): Boginia. Ona należy do księdza, wiesz?

Tu mowę mi odjęło i wyjątkowo mozół tłumaczeń nie został podjęty.

If.

sobota, 21 marca 2009
Debiut teatralny mamy za sobą. I przekonałyśmy się, jak ma się próba generalna do premiery - otóż JAK LICHO!

Lalkowy Teatrzyk Domowy (Masza&Mama) w piątkowy wieczór zagrał dla Taty "Czerwonego Kapturka". Spróbuję oddać atmosferę premiery, przynajmniej częściowo.

Najpierw powracającego z pracy Tatę powitał plakat, reklamujący: TYLKO DZIŚ, CZERWONY KAPTUREK, z niezłą grafiką Maszy.

Potem Tata zasiadł na Widowni, przed sceną z dwu krzesełek przykrytych zielonym prześcieradłem. Masza zrobiła dźwięcznie pierwszy dzwonek, drugi i trzeci, na trzeci gasną światła. Aktorzy w ciemności zatrzęśli się z tremy i wygłosili kozimi głosami: "Witamy na przedstawieniu Domowego Teatrzyku. Dziś Czerwony Kapturek!" .

Mama wystawiła czerwony karton z napisem KURTYNA i zapaliła światła skierowane na scenę. KURTYNA opadła; aktor-animator Masza spanikował i zbiegł z teatrzyku a aktor-animator Mama pojąwszy, że show must go on, spowodował pojawienie się na scenie Mamy Kapturka, dramatycznie okrytej ręczniczkiem (wiadomo - chora, Kapturek zgłasza, że sam pójdzie zanieść Babci prowiant i nie będzie po drodze zagadywał się z wilkami).

KURTYNA. Karton obraca się i ukazuje napis  ZA CHWILĘ DALSZY CIĄG.

Masza powraca i ustawia dekorację LAS (piękne kartonowe choinki - scenografię mamy prostą, ale na medal!). Kapturek (szmaciana lalka z różowymi włosami z włóczki) wędruje po lesie, śpiewa i wesolutko macha przywiązaną do ręki torebką Winx; sterowany drugą ręką Mamy pojawia się Wilk (w tej roli Tygrysek). W połowie rozmowy Maszy puszczają nerwy i krzyczy "on chce pożreć Babcię! a masz!!!" - wyrywa mamie Wilka i wali go po głowie, popadając w morderczy nastrój i zapominając o wszystkim, w szczególności o ustaleniach próby generalnej. Widownia płacze ze śmiechu. Mama na stronie tłumaczy, by nie bić Tygryska, gdyż to tylko aktor. Masza w końcu puszcza Wilka, Mama korzysta z okazji i jako Kapturek szybko mu podaje adres Babci. Lalki schodzą ze sceny. Masza wali Wilka. Mama trzęsącą się ręką wystawia karton KURTYNA i DALSZY CIĄG, zdejmuje LAS, ustawia dekorację DRZWI - DOM BABCI. Chorą, i to chyba zakaźnie, Babcią jest różowo - brokatowy jednorożec z chuściną na głowie.
Zanim emocjonalnie zachwiana Masza zdążyła interweniować, Wilk wchodzi przez DRZWI (swoją drogą, scenografię mamy na medal!) i pożera Babcię, i kładzie się z jej chustką na głowie.

Masza: Dobrze, ale on nie ma zjeść Kapturka!!!

Ja (wystawiając ZA CHWILĘ DALSZY CIĄG): Dobrze, nie zje, nie zje, zmienimy bajkę. No! Gramy.

Przez DRZWI wchodzi Kapturek (animowany przez Maszę); Mama gładko łapie padającą dekorację i sztuka rozwija się.

Kapturek: Puk puk, to ja... eee

Wilk (pospiesznie): Oj, co ja zrobiłem. Kapturku, wybacz, zjadłem ci babcię!

Kapturek-Masza (z całą serdecznością): Nie szkodzi, nie szkodzi.

Widownia spada z krzesła i pieje.

Gajowy: Co się tu dzieje?

Masza: Niech nie wchodzi!

Ja: Jak to, przecież Babcia w brzuchu!!!

Masza: Dobrze... (animując bojowo Wilka): Proszę wejść! Ale nie wolno strzelać!

Gajowy: Ja tylko zrobię operację i wyjmę Babcię...

Masza: Ale zaszyjesz?

Gajowy: Jasne, jestem przecież Gajowym a nie jakimś Chirurgiem, pewnie, że zaszyję.

Babcia zostaje wydobyta, Wilk elegancko zaszyty, wszystkie lalki-aktorzy tańczą i śpiewają, radując się ze szczęśliwego zakończenia, wołają "koniec!" "juhu!"

KURTYNA

Frenetyczne oklaski, Domowy Teatrzyk pada w ramiona Widowni.

If.

PS. Tak bywa, gdy się za długo choruje.

Na jutro planujemy Kopciuszka :-)

Chorujemy sobie. Masza przed włączonym telewizorem czeka na dobranockę, ja wyszłam na chwilę do łazienki (sól morska do nosa, chusteczki, te sprawy)

Masza (wlatując do mnie w krańcowym podnieceniu): Mamo! Mamoo!!! Widziałam w telewizorze pana całkiem podobnego do wujka Czarka! Takie same włosy i w ogóle wyglądał jak wujek Czarek! Chyba zwariował!!!

If.

środa, 18 marca 2009

Marząc o wiośnie i kaszląc równolegle z córeczką znalazłam naszkicowany a nie opublikowany wpis z 10 lipca  2008. Nic szczególnego, ale jakoś miło. Tak:

Wieczór w piaskownicy, jak co dzień. Budujemy z dziećmi zamek z wieżami i ogromniastą fosą.

Masza (w przestrzeń): Poproszę żółtą łopatkę. Hm. A ja byłam w takim zamku w Malborku i tam nie było żadnej królewny.

If.

sobota, 14 marca 2009

Zaliczywszy zapalenie ucha Kuba znów mógł się spotkać. Przy okazji dzieci zainaugurowały sezon podwórkowy, którego wszyscy oczekują jak kanie dżdżu. Kubuś leci do Maszy i, zwykle mało wylewny, bierze się do obejmowania.

Masza: Co robisz? *

Kuba: Jak cię pocałuję, to się zmienisz w żabę.

Masza (przebija): A jak ja ciebie pocałuję, to się zmienisz w drzwi.

If.
* A mnie natychmiast przypomniał się "Vinci". Podaję z pamięci.
Magda: Co robisz?
Szerszeń: Żeby było romantycznie.
Magda: Romantycznie? A po co?

środa, 11 marca 2009

Kto rozum i odwagę miał? Ali Baba! I kto do baśni temat dał? Ali Baba! Korzystam z każdej okazji, by wypuścić smrodek dydaktyczny. Ale dzieci to istoty odporne, a nawet szczelne i potrafią korzystać z własnych rozwiązań.

Masza: Dlaczego Kassim poszedł po więcej skarbów?

Ja: Nie wiem. Ciekawe. Bo przecież już jest bogaty, po co mu, prawda?

Masza (z błyskiem w oku): Na przykład... żeby porozrzucać po całym domu...

If.

 
1 , 2