O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


sobota, 26 marca 2011

Babcia Kazia (surowo, do Alexa): Słuchaj, mały, nie myślisz chyba, że będę ciągle podnosiła to, co wyrzucisz! (schyla się) Proszę, mój skarbeńku.

If.


poniedziałek, 21 marca 2011

Byliśmy z Maszą i Alexem u fryzjera. Masza po długich negocjacjach zgodziła się skrócić włosy, gęste jak u szetlanda. Obie mamy nadzieję, że dzięki temu krócej potrwa suszenie po pływaniu. Alex, którego irokezikowi wystarczę na razie ja z nożyczkami, trenował chodzenie i przyglądał się szeregom błyszczących tub i słoików. Fryzjerka dzielnie stawiała czoło konwersacji z Maszą.

Masza: Jak urosnę, będę zapuszczać włosy.

Fryzjerka: Acha. A po co ci długie?

Masza (z lubością): Będę miała duże kuce!

*

Masza: Czy już? Ja już nie mogę tak siedzieć.

Fryzjerka: Jeszcze trochę... (łże, bo jest dopiero w połowie)

Masza: Bo to trwa i trwa jak pełz ślimaka.

*

Zanim wyjdziemy, żegnamy się wylewnie z fryzjerką a Masza jeszcze wybiera z koszyczka obiecanego lizaka. Wybrała, przytuliła do kurtki i nagle zastyga w pół gestu.

Masza (do fryzjerki): Proszę pani, czy te lizaki są zatrute?

Fryzjerka (po dłuższej chwili): Nie?

Masza: Na pewno...? Bo wie pani. W bajkach przecież różnie bywa.

Wychodzimy, pozostawiając fryzjerkę wykonującą bezładne gesty człowieka próbującego wybudzić się z dziwnego snu.

If.

niedziela, 13 marca 2011

Jemy obiad. Maszy kilkakrotnie spada kęs z widelca, w końcu dyskretnie wkłada go do buzi palcami.

Ja (tonem informacyjnym): Jakby co, widziałam.

Masza (rozkosznie): Ja tylko sprawdzałam, czy jesteś czujna.

If.

sobota, 12 marca 2011

Nie wiem, jak to się stało, dopiero co ferie i zamarznięty Zalew Wiślany, a dziś ciepły wiatr pachnący ziemią. Czas, czas. Alex dopiero co pędził na czterech kończynach, teraz dostojnie kolebie się na dwóch. Negocjuję sama ze sobą by zatrzymywać się, znaleźć czas na wiatr i drzewa, przyglądać, póki Masza ma dziecinnie zaokrąglone policzki a Alex te słodkie bielusie jedyne osiem zębów na froncie (kolejne osiem w drodze).

 Siedzimy i turlamy piłkę do siebie. Ta w końcu odtacza się daleko.

Ja: No to wstań, przynieś piłkę.

Alex (wyraźnie zdziwiony): Y? Nie. Da! Da! (wyciągnięta łapka wskazuje, gdzie mam iść i co dać)

Negocjacji mały uczy się u najlepszego preceptora. U Maszy. Codziennie...

If.

Tagi: zabawy
19:16, if_if1 , zielone
Link Komentarze (3) »