O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


sobota, 29 kwietnia 2006

Wracamy z basenu.  Grześ pcha wózek z Maszą w kompletnie przemoczonej kurteczce, ja sobie biegam wokoło jak piesek. Podobnie przed chwilą biegała Masza, ale to ja mam nieprzemakalną kurtkę turystyczną, ja sobie mogę biegać. A Maszy kapturek przemókł na wylot.

Idziemy wzdłuż naszego bloku, gdy nagle staję jak wryta i dotykam rękawa Grzesia.

Ja: (konspiracyjnie) Nie patrz tam! Widzisz tę plastikową doniczkę? To Masza ją dziś zrzuciła z balkonu...

Grześ: (milcząc, gwałtownie zakręca wózkiem i oddala się z miejsca przestępstwa)

If.

czwartek, 27 kwietnia 2006

Dziś, na placu zabaw.

Pani do Zuzi: Nie, nie ruszaj, oddaj, chodźmy już, znowu nie idziesz, poczekaj, powiem ojcu, naprawdę mam cię dość, oddaj dziewczynce wiaderko, ale jesteś sobek, nie wysypuj piasku, nie biegaj, wolniej, wolniej! Nie biegaj tak, mówiłam. Ale ty nigdy nie słuchasz. Zobaczysz, nikt się z tobą nie będzie bawił. Wolniej, uważaj, potkniesz się i przewrócisz i potłuczesz.

Jedyne, co Zuzia może robić, to ignorować. I robi to; zwykła samoobrona.

If.

niedziela, 23 kwietnia 2006

Piękna niedziela, słoneczna, wytęskniona pogoda. Jesteśmy w zoo w czwórkę, wraz moją mamą. W niedużej hali bezkręgowców wysypanej trocinami i wiórami oglądam nieszczęsne cykady, pająki i skolopendry zamknięte w malutkich szafeczkach.  W niedużej kałuży ciężko pracują skrzelami złote rybki. Parno. Nagle mama, opiekująca się wózkiem z Maszą, trąca mnie w bok.

Mama: (cicho) Wiesz co, wyjdźmy już.

Ja: Już? Dobrze, Coś się stało?

Mama: (konspiracyjnym szeptem) Spójrz na ten staw.

Ja: Widzę. Staw. I co...?

Mama: (nadal konspiracyjnie) Widzisz te patyki i wióry? To mała je wrzuciła.

Ja: Przecież siedzi w wózku, skąd wzięła patyki?

Mama: Wyjęłam ją na chwilę, a ta natychmiast kucnęła, złapała garść ściółki i wrzuciła do stawu.

Ja: No ładnie!

Mama: (po cichutku) ...a po chwili jeszcze raz.

If.

sobota, 22 kwietnia 2006

Stoi przed kanapą, jedna nóżka nonszalancko oparta za drugą, w garści kradziony cienkopis. Dziecko rysuje.

Masza: Tu oko, tu oko, tu oko, tu oko. Dzidzia! Oko, oko, oko, tu oko, tu oko. Oko, oko, oko.

Tyle właśnie oczu może mieć jedna dzidzia, zdaje się.

If.

środa, 19 kwietnia 2006

Podczas kolacji dziecko ogląda "Narzeczoną dla kota".

Grześ: Brakuje jej tylko kufla piwa.

Ja: ???

Grześ: Siedzi rozwalona w foteliku i ogląda telewizję...

If.

wtorek, 18 kwietnia 2006

Śniadanie. Dziecko siedzi w wysokim krzesełku i zajada jogurcik. Całkiem sprawnie, a nieliczne ciap! ciap! z łyżki na brzuszek czy kolanka przypominają jedynie, ile więcej na owe spadło ciapów niegdyś. 

Grześ zagląda do mojego talerza, pełnego kawałków bułeczki.

Grześ: To twoje śniadanie czy małej?

Ja: Moje, z odpadów.

If.

piątek, 14 kwietnia 2006

Przepis autorski, zainspirowany wielkanocnymi mazurkami.

 

Mufinki z orzechami w karmelu

Uprażyć na patelni 15 łyżek cukru, po chwili dodać niewielką ilość ciepłej wody, mieszać, by cukier się rozpuścił. Podgrzewać na małym ogniu, aż zrobi się jasny karmel. Wrzucić włoskie orzechy (ok. 200 gramów), najlepiej w eleganckich połówkach. Mieszać tak, by karmel dobrze pokrył orzechy, nie za długo, by go nie przepalić. Wyłożyć tymczasem na talerz posmarowany oliwą.

Ciasto:

150 g mąki

75 g mąki razowej

ćwierć łyżeczki soli

120 g brązowego cukru

orzechy w karmelu

80 g smażonej skórki pomarańczowej

250 ml mleka

2 jajka

110 g stopionego masła

Wymieszać na sposób mufinkowy wszystko razem, włożyć do formy. Na wierzch każdej mufinki położyć coś smakowitego, na przykład dwa migdały i kawałek białej czekolady.
Włożyć do nagrzanego pieca na 20 minut.

Po upieczeniu i wystudzeniu można polać lukrem (woda z cukrem ugotowane do nitki plus zapach rumowy).

A teraz ostrzeżenie - przepis będę wypróbowywać jutro, na razie go tylko wymyśliłam. Na bazie dobrze znanego i niezawodnego ciasta na mufinki z muesli.

 

Pogodnych Świąt!!!

If.

środa, 12 kwietnia 2006

Kąpiel w orgii jaskrawych kolorów. Masza wybrała na dziś dokładnie wszystkie posiadane zabawki do wanny. Kotłują się z Grzesiem w falującym kożuchu z kaczek, foczek i piłek plus, dodatkowo, balon ("bam-ba").

Wychodzę zamknąć okno w sypialni, tradycyjnie nasłuchując...

Masza: Bam-ba! (chwila ciszy, wielki plusk, pisk)

Grześ: (tonem profesorskim) Widzisz, córeczko, to właśnie jest siła wyporu.

If.

wtorek, 11 kwietnia 2006

Dziecko, które ze spokojem pozwala sobie pobierać krew, nie lubi dotykania stetoskopem. Powoli przeradza się to w duże nerwy, zakupiłam więc "małego lekarza" i prowadzimy terapię oswajającą przy pomocy słuchawek w kolorze różowym. Nawiasem mówiąc, w zestawie są też tak zaawansowane instrumenty jak skalpel i chwytak do sączków...

Dziś odwiedziła nas moja mama. Masza z dumą zademonstrowała świeżą umiejętność otwierania suwaka i wysypała zawartość lekarskiej torby.

Mama: Ach, co tu masz? strzykawka? strzykawką robi się tak, wiesz? w rączkę albo w pupkę.

Masza: (informacyjnie) Nie, nie.

Mama: (poszukując drugą ręką okularów) A... faktycznie, przepraszam, to jest termometr.

If.

sobota, 08 kwietnia 2006

"Totoro" jest filmem numer jeden przez ogromniaste "jeden". Tylokrotnie oglądanym, że nawet teraz,  zajęta i odwrócona plecami, wiem co widać na ekranie. Grześ i Masza włączyli "totorcia" i omawiają wstęp, gdzie na dole pojawiają się różne fajne stworzonka.

Masza: Tu!

Grześ: Chrabąszcz.

Masza: ? Nie, nie.

Ja: Żuk. Ja zawsze mówiłam, że to żuk.

Po chwili...

Masza: Kota!

Grześ: Nie kot, żaba.

Ja: Mała pokazuje, że wcześniej w tym miejscu była kota głowa.

Po chwili...

Masza: Tu!!!

Grześ (zrezygnowany): Glizda. Cokolwiek było wcześniej. Zresztą spytaj mamy.

If.

 

 
1 , 2