O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


sobota, 28 kwietnia 2007

Kąpiel. Dzieci się pluszczą i szorują, dorośli przygotowują kolację.

Grześ: Chodź!! Pomocy! Nie ma pasty do zębów!!!!!!

Ja: ... (znam jego spostrzegawczość i spokojnie dalej obieram ziemniaki. Widziałam, że pasta stoi na umywalce, w końcu na nią trafi)

Mija kilka minut wypełnionych obieraniem i pluskaniem.

Grześ: ...mam! Możesz się już nie spieszyć.

If.

czwartek, 26 kwietnia 2007

Spośród różnych kołysanek największym sentymentem Masza darzy "Ach śpij, kochanie..." Z czasem przypomniałam sobie wszystkie zwrotki. Dziś mała z gorączką domagała się kołysanki ledwo panując nad opadającymi powiekami. Mnie też opadały. "Mama, nie śpij, najpierw o kotkach zaśpiewaj..." Zaczęłam o kotkach, księżycu; po chwili słyszę, jak dziecka oddech się uspokaja. Mała rączka otacza mi szyję, leżę niewygodnie, ale mogłabym długo tak jeszcze leżeć, słuchać ciepłego posapywania i z całego serca cieszyć się czasem pokoju. Czytałam niedawno, kolejny raz, książkę "Urodził go Niebieski Ptak" Stefanii Grodzieńskiej, której muszę kiedyś napisać osobiste podziękowanie za podzielenie się życiem i przyjaźnią. Fragmenty o dzieciach, o Joasi i Natalii, przypłacam łzami i bólem serca.

If.

wtorek, 24 kwietnia 2007

Długie negocjacje. Jedna strona usiłuje wymknąć się z domu na krótki oddech i jeden zakup, pozostawiając drugą stronę pod opieką Taty. Druga strona negocjuje wyjście wspólne , ale w miarę możliwości bez opcji ubrania się. Pierwsza strona łamie się, zgadza się zabrać drugą stronę ale bezwzględnie w ubraniu. Kilka załamań negocjacji, jedno zerwanie rozmów. Wreszcie pierwsza strona mięknie i zabiera drugą, ubraną odpowiednio do pogody, ale pod warunkiem, że druga strona pójdzie tam, gdzie pierwsza sobie życzy. Druga strona wyraża zgodę.

Obie strony stoją pod domem.

Masza: To chodźmy najpierw do pawonicy [piaskownicy]

Ja: Miałyśmy iść tam, gdzie ja chcę. Mam kupić wino, chodźmy do tego fajnego sklepu ze schodkami. Potem po warzywa i na końcu się pobawimy.

Masza: Nie, najpierw musimy do pawonicy.

Ja (naiwnie): Ale zgodziłaś się iść tam, gdzie ja chcę, tylko dlatego cię wzięłam!

Masza: Ja się zgodziłam, bo chciałam do pawonicy.

No i tak stałam i łykałam powietrze, jak każdy człowiek poczciwy, z zimną krwią zrobiony na szaro. Ale nie ma głupich, człowiek nawet poczciwy uczy się na błędach. Następnym razem zażądam, by się sama ubrała, cha, cha.

If.

piątek, 20 kwietnia 2007

Lubimy śpiewać i mówić wiersze. Z czasem i piosenki i wiersze przechodzą w mini commedię dell'arte, a niektóre dostają scenariusze. Na przykład:

Ja i Masza, razem: Proszę Państwa, oto miś. /ukłonik/

Masza: Miś jest baldzo miły i grzećny. Dziś.

Ja: Chętnie Państwu łapę poda... /wyciągam dłoń/

       Nie chce podać? A to szkoda! /rozkładamy ręce/

Masza: (serdecznie) Następnym razem! Następnym razem na pewno.

If.

czwartek, 19 kwietnia 2007

Na spacerze, na który (po cio?) wzięłyśmy od miesięcy kurzący się na półpiętrze wózek.

Masza: Będę pchać, ty idź obok i nie pomagaj dobzie?

Ja: Dobrze. Kieruj. W prawo, bo wjedziesz na słu... albo w ścianę... za bardzo skręciłaś.

Masza: (usprawiedliwiająco) Wiem. Bo w głowie mi się skręciło.

If.

wtorek, 17 kwietnia 2007

Masza coraz więcej mówi i coraz ciekawsze opowieści splata. Żałuję, że w natłoku różnych różności nie pozapisywałam co celniejszych i barwniejszych. Głowę i ręce tyle pozajmowało, że na blog dla córki nie starczyło czasu. A i tak pewnie najpierw pod palce wcisnęłyby się różne niedawne gorzkie uczucia, których nie chcę upamiętniać, by się nie wstydzić później, gdy będę starsza i bardziej wyrozumiała.

Mniejsza o to. Ostatni Maszy ulubiony leitmotiv: "uwaga! mam pomysł! mam taką opozycję, żeby..."  i tu pada zawikłane streszczenie opozycji. Opozycje opozycjonistki cechują: abstrakcja, przekora, fantazja.

If.