O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


piątek, 26 maja 2006

Zrobiłam sobie prezent na Dzień Matki:

Słowniczek Maszy

Aja aja! - tak mówi osiołek

Badzie - pies
Bam! (przy upadku)
Bamba - balon, bańka mydlana
Be - brudne
Beee! - tak mówi koza
Boda - broda, podbródek

Bubu - bułka
Bucie - picie
But

Ciajni (lub: tani, tajni) - następny
Cieś! - cześć!
Ciocia
Co to?

Da - daj
Dom
Du! - w dół!
Dziadzia
Dzidzia
Dzindzin - długopis, kredka, ołówek. Także pilot i portfel
Dzindzin dziembać - pisać, malować dzindzinem

Gangan - gołąb
Ganga - kangur
Gani - ogon
Gengen - gęś
Goni - gonić, goni
Guła - głowa 

Jajo

Kaata - karta
Kaka - kaczka, ptaszek
Kam - krem
Kokoko! - tak mówi kura, kogut
Koli - czekolada
Kon - makaron
Koni - konik
Konie! - koniec!
Koń
Kopa - kopać piłkę
Kot
Kóło - kółko
Kuku! - a kuku!
Kupa

Lala (czy raczej: lyrla, erla) - lalka

Mam
Mama
Mapa - małpa
Meee! - tak mówi owca
Mniam mniam - jedzenie, jeść
Muu! - tak mówi krowa
Mu, mu - mój, moja 

Nie
Nie ma
Nie mam
Nie ce - nie chcę
No, no! - nie wolno

Oko

Pa, pa! 
Pacia - Babcia
Pan
Pani
Papa - lampa

Si - gorące 

Ta, te - ta dzidzia, te buty
Tak
Tam
Tata
Tu

Uła uła! - tak mówi piesek 

Wota - woda

If.

wtorek, 23 maja 2006

Grześ zachorował, więc pierwszy raz od wielu miesięcy wstał wyspany. Słońce lśni i puszcza zajączki na balkonie, sumiennie zalanym wodą przez Maszę. Zapach kawy.

Grześ: Zgubiłem kawę.

Ja: Może zobacz w sypialni?

Grześ: Nie ma.

Ja: Wiesz, co znaczy twoje "nie ma".

Grześ: (już z sypialni) Wiem... dolną półkę.

If.

czwartek, 18 maja 2006

Minął rok od Twojego odejścia, Babuniu. Dobrze wybrałaś porę. Zielono, jasno, kwitną kasztany, a na mszy rocznicowej dla Ciebie pierwsze ławki w kościele zajęły dzieci w bieli.

Zaskoczeni żałobnicy wysłuchali, jak malcowie uroczyście zaprzysięgają ab-sty-nen-cję, to takie trudne słowo, powiedział ksiądz. A co to oznacza? Że będą powstrzymywały się od czego? Od al-ko-ho-lu. Od palenia czego? papie-rosów. I od zażywania nar?... Ko-ty-ków. Właśnie! No bo co robi człowiek pijany, pytał ksiądz.

- Chodzi krzywo.

- Mówi głupoty.

- Trzęsie się i krzyczy.

Wyglądało na to, że część dzieci opisywało tatusia, i to było smutne.

I wiesz, potem potem poszliśmy na cmentarz, razem z ciocią Siwą. Oglądała z bliska medalion, który na rocznicę został przygotowany i rzekła: Wiesz, Geniu, tak tu wyglądasz jak żywa. Brak mi ciebie. Nie mam z kim porozmawiać. Daj, choć na tym zdjęciu cię ucałuję. Przyjdę jeszcze w tygodniu.

Masza w tym czasie latała za: pieskami (pięć szczeniaków), kotami (trzy sztuki), końmi (dwie kobyły i źrebak), kurami, kaczkami, kogutem, cielaczkami, krowami, królikami. Jak ja kiedyś, a Ty i Dziadek królowaliście tu, w najpiękniejszej krainie.

If.

środa, 17 maja 2006

Masza: Brum brum! Ooooo. Ciani brum brum! Mama, tam!

Ciajni, tani, ciani. Uznałam, że oznacza to "drugi, inny".

Grześ: Musisz przemyśleć swoją hipotezę, właśnie powiedziała "ciajni mama".

If.

sobota, 13 maja 2006

Prostą drogą od konieczności dopompowania kółek wózka Maszy wywiązała się dyskusja między Grzesiem a jego tatą na temat "dlaczego w naszym wozie koła mają być mocniej dopompowane na większe prędkości". Obaj panowie siedzą na kanapie, Masza pomiędzy nimi, zwracając główkę w kierunku tego, kto mówi i spokojnie mu odpowiadając, zanim jeszcze usta otworzy ten drugi.

Tata Grzesia: Bo resory tu nie zdążą, wybój najpierw przyjmuje guma.

Masza: Gababuci buci daputu.

[...]

Grześ: Acha. Chcesz scałkować ciśnienie po powierzchni styku.

Masza: Tak. Tu, gabucia tatu. Dziadzia?

Tata Grzesia: No bo weźmy elipsę...

I tak długo jeszcze. Wyalienowana z dyskusji podjęłam inne wyzwanie, czyli obmyśliłam algorytm obiadu. Ci fizycy.

If.

piątek, 12 maja 2006

Rano Grześ zmienia Maszeńce pieluszkę. Stan jest na bieżąco raportowany (przepraszam)

Grześ: Ale cegła. I jest taka mała kupka.

Ja: (niezupełnie przebudzona) Ale chyba z rana?

Grześ: Wiesz, nie ma żadnego nadruku.

If.

poniedziałek, 08 maja 2006

Masza je śniadanie, gdy dzwoni telefon. Ania! Ale rozmawiam trochę nieuważnie.

Ja: Poczekaj chwilę, bo tu muszę coś opanować... Maże sobie spodenki jogurcikiem. Całkiem ładne wzory. Jak uważasz, czy należy hamować te naturalne, artystyczne zapędy?...

Ania: Cokolwiek powiem, zdaje się, że podjęłaś już decyzję. I jak mała dorośnie, gdy zechce walnąć sobie panneau na ścianie, to walnie. Jak Bernard Żeromski.

Ja: A potem powie "I ja to miałem nazwać Lumière..."

Ania:  A może powie: "A więc nazwę to Lumière"?

Maż dzidzia te spodenki.

If.

czwartek, 04 maja 2006

Córeczko, może kiedyś będziesz to i w czambuł wszystko negować, ale wiedz: masz bardzo fajnego ojca. Mama ci to mówi odpowiedzialnie. Widzi, jak on na ciebie spogląda, jak się o ciebie troszczy i jak lubi z tobą być.

Choćby wczoraj. Nagle podszedł do mnie z tajemniczą miną.

Tata: Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, jakie my mamy świetne dziecko?...

Echo tej rozmowy miałyśmy z tobą dziś. Obudziłaś się z płaczem i cichłaś w moich ramionach, aż zaczęłyśmy żartować i skakać po dużym łóżku.

Ja: No i kto jest moją kochaną dzidzią?

Ty: TATA!

Moje złotko! To jeszcze tylko musisz ty z tatą pogadać, by dokończyć trójkąt.

If.