O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


środa, 21 maja 2008

Bawimy się przed kąpielą. Masza wyraźnie łamie reguły gry w memory (nasze ulubione "Baby Memory" z serii Ravensburgera) i zaczyna się rozglądać za czymś innym. Grześ korzysta i idzie przygotowac łazienkę.

Grześ: ... a może przy okazji weźmiesz te ciuchy z pralki!

Ja: Chętnie. A przy okazji: wszystkie są twoje!

Masza (wstaje i idzie do łazienki): Muszę coś z tym z robić. Tato. Naprawdę, jesteś parciuch!

Grześ: Słucham? Chyba u-parciuch? Ale dlaczego?!

Masza: Parciuch, jesteś po prostu parciuch, bo nosisz co nosisz i co robisz to chcesz!

If.

wtorek, 20 maja 2008

Jeśli ktoś miałby ochotę spełnić marzenie małego chłopca, niech się nie waha:

http://www.mammarzenie.org/newspolska/2008/mateusz.php
http://mateusz.szczecinianie.pl/

Mateusz ma skromne marzenie - by dostać kartki pocztowe od wielu osób!

If.

Z ubiegłego tygodnia: Masza odprowadziła Zosię na zajęcia baletowe w wtorek, a w czwartek już nosiła biały strój, i trzymała tiul à la tutu w dwóch palcach. Akcja zdobywania w jeden wieczór stroju i obuwia to małe arcydzieło logistyki. Czy moje dziecko nosi rozmiar-widmo?! Mogą być różne inne rozmiary, ale nie 104 i nie obuwie 25-26. Dopadłam wreszcie slicznego elfiego stroiku z tiulową spódniczką w srebrne gwiazdki i zwykłych, miękkich tenisóweczek. Różowych z błyszczącym motylkiem. Teraz mam czas na spokojne szukanie baletek, gdyż z powodu Bożego Ciała na następne zajęcia dziecko poczeka dwa tygodnie... obie nie możemy się doczekać.

Gdyż ach, jesteśmy zachwycone! Bardzo miła Pani, umie zdyscyplinować bez horrorowania. Masza zaczęła chodzić na zajęcia dla dzieci w przedziale 6 - 8 lat, gdyż grupa 3 -5 ćwiczy w zbyt wczesnych godzinach. Trafiła na same plusy; grupa jest bardziej zdyscyplinowana niż ta młodsza (jak słyszałam od Mam doświadczonych baletnic), w dodatku same miłe dziewczynki, nie traktują Maszy jak malucha, ale jak koleżankę. Na szczęście Masza jest otwarta, bystra i dobrze dogaduje się z dziećmi chyba w każdym wieku.

Mleczne szyby w drzwiach do sali ćwiczeń. Dzieci ćwiczą same. Nic nie widać, a ciekawość żre! Co jakiś czas do drzwi zbliżała się odważna mamusia, uchylała je subtelnie i przykładała do szparki zakochane oko. Pod jej okiem natychmiast pojawiało się jeszcze kilka w pionie. Oczy obserwowały odbite w wielkim lustrze zwiewne różowe wróżki i jednego białego elfika...

Ach!

piątek, 16 maja 2008

Działo się to następnego dnia po wydarzeniach z poprzedniej notki, ale teraz dopiero spisałam, dzień dobry...

Podjęliśmy jeszcze jedną próbę uzyskania zgody na postawienie baniek. Rozmaite chwyty marketingowe i manipulacyjne nie wywarły na Maszy żadnego wrażenia.

Ja (kończąc sprawę): Wiesz co, naprawdę, gdyby Tata było chory, to by sam chciał, żeby mu bańki postawić! Ale niestety jest zdrowy i nic z tego.

Masza (zwracając się do Taty, serdecznie): No, kaszlnij! No, spróbuj!

If.

piątek, 02 maja 2008

Masza przyniosła z przedszkola rozdzierający kaszel. Budzi się w nocy, wymiotuje. Wezwany lekarz proponuje postawić bańki, ale weź postaw je komuś tak ruchliwemu...

Po długich tłumaczeniach i negocjacjach Masza zgadza się, ale nie wytrzymuje z przyssanymi dwiema bańkami przepisanych pięciu minut. Dobra. Jutro wrócimy do tematu.

Noc niedobra, dziecko się męczy.

Rano wracamy do tematu, ale Masza już zdążyła nabawić się Lęku Przed Bańkami.

Ja (rozpacz i desperacka decyzja - przekupić!): Słuchaj, spróbuj być dzielna. Tata postawi bańki tobie i mnie jednocześnie, chcesz? A potem dostaniesz.... wiesz co...? LIZAKA!

Masza: Mamo... (błysk Łakomstwa szybko gaśnie, zwycięża Lęk Przed Bańkami) Nie, nie, bo przecież lizaki są niezdrowe. Naprawę, nie powinnaś mi ich dawać!

If (pokarana)