O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


poniedziałek, 30 lipca 2007

Masza chora, Grześ się rozkłada, mnie coś też zaczyna łamać. Dziecko z nas najbardziej energiczne, opowiada padniętej mamie bajkę.

Masza: Był laz sobie Potful*, i on przygotował się do długiej dlogi, i zjadł moją mamę. I bdziuch go bolił. To był taki Potful. Był stlaszny i miał niegrzeczny nos.

Ja: I co dalej? Wyruszył w drogę?

Masza: Nie mam pojęcia.

If.

*Potwór

wtorek, 17 lipca 2007

Masza i Maciek, dwa lata starszy, to para kumpli z dziadkowych działek. Widują się prawie wyłącznie latem, za to wtedy próbują się wcale nie rozstawać i razem chodzą nad rzekę, moczą się w basenikach, kopią w piasku itd. Gdy się spotkają, przez pierwsze pół godziny mówią równocześnie, prawie nie słuchając się wzajemnie. Gdy pierwsze podniecenie mija, wiodą arcyciekawe rozmowy...

Masza: O, ty masz siusiaczka. Ale mały.

Maciek: (chwila milczenia) Ale długi. (chwila milczenia i podjęcie tematu) Mój dziadek też ma siusiaczka, wiesz, takiego bardzo dużego.

Masza: Aaa...

If. (aaa...)

piątek, 13 lipca 2007

Zabawa i porządki w jednym, czyli przekopywanie się przez dwie półki w dużej szafie zajęło nam pół dnia. Jak satysfakcja! Na półkach luźniej; znalazłam też kilka skarbów, kilka wspomnień i takie różne cosie. Na przykład sportową skakankę, którą nabyłam niegdyś w porywie pracy nad poprawą formy. Cóż, ale nie lubię, gdy mi biust podskakuje. Z tego powodu nie uprawiam joggingu, no i z tego powodu skakankę zniknęło w głąb szafy...

Masza: O, co to?

Ja: Skakanka.

Masza: Skakanka? Mogę poskakać?

Ja: Wiesz, może ci być trudno, bo jest długa. To skakanka dla dorosłych.

Masza: Dla dorosłych dzieci?

Szeptem przyznałam, że tak, i że mówię za siebie.

If.

niedziela, 08 lipca 2007

Kładziemy się z Maszą spać. Przytulamy, trochę wiercimy, przykrywamy, odkrywamy, czytamy obowiązkowy zestaw książeczek, potem opowiadamy sobie wzajemnie mniej lub bardziej trzymające się kupy bajki. Nagle czuję pacnięcie w policzek i szarpnięcie za włosy. Ma to być żart, ale ja takich wyjątkowo nie lubię.

Ja: Córeczko, nie rób tak więcej. Zabolało mnie, wiesz?

Masza: (żarliwie, z rozpaczą) Mamusiu, ja ciebie nie chciałam obrazić! Ja cię obraziłam! Jak mogłam!!!

Łzy, utulanie, serce boli, napierw z żalu, potem z radości. Córeczka zapada w sen. Dzieci we śnie wyglądają tak pięknie, że znów serce boli. Mam kolekcję nocnych zdjęć Maszy, wykonanych telefonem.

If.

czwartek, 05 lipca 2007

Wołacze Maszy:
Mamo mojo!
Babcio Wisio!
Bułeczko mojo, gdzie jesteś?

Zdrobnioneczka (bardzo zaraźliwe. Sama zaczynam zdrobnioneczkować):
Kaczuszeńki po stawie pływają. Popatrz, nóżeczka się pokazała. Mamusieńko, za minuteczkę.
Mamo mojo, czy już gotowa zupeczka? A z makaroniczkiem jest?

If.

środa, 04 lipca 2007

Masza, gdy zajęta jest czymś mocno, zapomina się i nie zdąża do nocniczka.

Masza: Tato, muszę zmienić majteczki.

Grześ: To wyjmij nowe z szuflady.

Masza: Już mam.

Grześ: Pomóc? Założyć ci?

Masza: A ty potrafisz mi założyć???

Grześ: No ba. Sobie założyć też potrafię.

If.

wtorek, 03 lipca 2007

Masza ostatnio do dziadka specjalnie przylgnęła, więc i dziś słówko z relacji mego Taty. Dziadzia to jest Dziadzia. Ja pamiętam swojego, jedynego dziadka, którego mogłam pamiętać, króla życia i władcy koni, krów, królików, pól żyta i kartofli, sadu, wysokich sąsieków w stodole, psów Bejki i Reksa.

Dziadzia: I wiecie, przed schodami wzięła mnie za rękę. Weszliśmy razem, a potem ona puszcza moją rękę i mówi "no, teraz już idź sam"...

If.