O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


czwartek, 29 lipca 2010

Alex wraczkował do kuchni. Po paru chwilach chwiejnym krokiem wyszedł stamtąd pająk.

If.

środa, 28 lipca 2010

Jak co roku, dziadkowie i ich leśna działka ratuje Maszy wakacje. Jest Maciek, Maszy wakacyjny narzeczony. No i Alex, mały brat, zaczynający ruchliwy  żywot raczka.


1. Narzeczeni siedzą we dwoje w dmuchanym baseniku i negocjują używanie kubka do polewania.

Masza: Ale ja jestem gościem!

Maciek: Ale ja jestem właścicielem!

Masza: Ale ja jestem gościem i kobietą! (zauważa mnie i momentalnie przestawia zwrotnicę) To może na zmianę, raz ja, raz ty? Dobrze?


2. Dobra starsza siostra często jest proszona o patrzenie na Alexa i sprawdzanie, czy nie robi głupstw w rodzaju wpychania sobie trawy do paszczy czy brania w palce pszczoły (w domu od lat jest dziki ul pod dachem na piętrze).

Masza: Mamo, mamo, wróć popatrzeć na brata, bo ja się już tak nałykałam zmęczenia, że!

If.

środa, 07 lipca 2010

W samochodzie rozmawiamy.

Masza: Mamcia, a ktoś ci kiedyś coś ukradł?

Ja: Tak, wiesz, kiedyś wracałam do domu z zakupami w obu rękach. Dwóch chłopców podeszło do mnie i spytało o godzinę. I kiedy ja uprzejmie zaczęłam patrzeć na zegarek, jeden z nich zerwał mi z szyi łańcuszek z wisiorkiem. Obie rzeczy piękne, stare i pamiątkowe, jeszcze z Libii.

Masza: Jej... a nie mogli sobie sprawdzić w komórce?

Ja (Matuzalem): Wtedy nie było komórek, to było dawno temu.

Masza: I to była nauka dla ciebie, żebyś na drugi raz nie była uprzejma! Powinnaś się nie odzywać. (złowróżbnie) Nie wolno ufać nieznajomym!!

Ja (zastanawiam się, co powiedzieć)

Masza: A co miałaś w zakupach?

Ja: Nie pamiętam, ale pewno chleb, jakieś owoce.

Masza: To trzeba było rzucić w nich jabłkiem, najlepiej takim zgniłym! Albo lepiej pomidorem! Przewróciliby się i mogłabyś im odebrać swoje rzeczy!

Ja: Że też o tym nie pomyślałam!

Masza (po naukach - pocieszenie): Jak było bardzo dawno temu, to może już umarli. (kiwa głową) I pozostawili po sobie twój wisiorek i  łańcuszek...

If.

czwartek, 01 lipca 2010
Masza w przedszkolu, a ja mam tyle do zrobienia, jeszcze to trzeba, a jeszcze tu i tam; biegam jak piesek za własnym ogonem albo może mysz w kołowrotku (świetne porównanie, gdyż dokonania domowe są z gatunku robionych w kółko). Co jakiś czas mówię sobie surowo: wyskakuj z kołowrotka, zostaw ten wikt i opierunek, pochodź powoli jak twój syn. Tak, odpowiadam sobie posłusznie i zmieniam czas.

Gdyż Alex chłonie świat. Szeroko otwarte oczy, ręce coraz sprawniej ujmujące przedmioty między kciuk i palce wskazujący, palce stóp mocno wparte w koc przy próbach raczkowania; każdy spacer, zabawa i powolna wycieczka po mieszkaniu przynosi olbrzymie plony. "Zobacz, to są drzwi, a w nich klamka..." ...i sama też patrzę: na białej płaszczyźnie tkwi podłużna rzecz, chłodna i gładka, odbija nasze twarze. Szaroniebieskie oczy synka rozszerzają się i oto zwykła klamka u drzwi sypialni lśni jak klejnot z zasobów Sezamu. Maleńka rączka wysuwa się i dotyka jej z najwyższą delikatnością. Ende, szepce Alex. Stuk-klang, odpowiada klamka. Drzwi uchylają się.

If.