O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


wtorek, 29 sierpnia 2006

Miałam zamiar zacząć: Masza zmaga się z oporną materią słowa... Ale nie jest tak. Masza tworzywo łatwo obrabia, a zmagamy się my. Grześ kąpie się z dzieckiem i nagle wrzeszczy z wanny: co to tafa?!!! Ja: Żyrafa!!! Albo wcześniej, na spacerze, upominam: Malutka, ale pamiętasz, że nie wolno wyskakiwać na ulicę? Idziemy chodnikiem, a przez ulicę zawsze za rączkę.
Dzidzia mięta, ofuknęła mnie Masza.

If.

piątek, 25 sierpnia 2006

Mam szczęście, mogę wciąż być na wychowawczym urlopie, ale wciąż prześladują mnie myśli o konieczności powrotu do pracy. Żle się tam zrobiło, mniejsza o szczegóły, ale boję się tam nawet zadzwonić, cóż dopiero iść podstemplować książeczkę ubezpieczeniową. Chcę pracować, choć trudno będzie rozstać się z małą. Ale na wszystko jest właściwy czas. Ja chora jestem na myśl o powrocie TAM. Ale jeśli nie wrócę TAM i znajdę inny pomysł na pracę, będę się czuć nie w porządku - blokuję etat. Ale może mnie od razu wyrzucą?...

Boże....

Stanęłam w kuchni, zmywam, myśli kotłują się, ręce trzęsą, a gdzieś w kącie podgryza myśl, że problem jest prosty a ja głupia.

Podchodzi dziecko i przytula mi się do nóg.

Masza: Nie ma mamy!

If.

środa, 23 sierpnia 2006

Raporcik ze słów:

Masza używa czasu przeszłego, przepięknie odmienia, powoli zaczyna koniugować, próbuje powtarzać każde usłyszane słowo (całkiem podobnie brzmią. W większości przypadków)

Literkę "r" lekceważy i zostawia na potem ("trawa" - "tawa", "krowa" - '"kowa"), choć potrafi wymówić "brum-brum" niczym Edith Piaf.

Od czasów słowniczka, który spisałam ku swej przyjemności na Dzień Matki, zasób słów zwiększył się kilkunastokrotnie i idzie jak lawina. Najnowsza nowość: "ucham!" Co znaczy: "słucham!" I druga: "kuję!" Czyli: "dziękuję". Dziecko z dobrymi manierami. Zamiast dawnego "dzidzia konie!" ("Masza skończyła") teraz pada równie stanowcze "dzidzia kuję!"
Ja w
cale jej tego nie uczyłam!

A oto kilka moich ulubionych kwestii  z grupy łamiłebków - wszystkie Masza wyrażała jak spisałam, z wykrzyknikiem:

"koman gizie!" (komar gryzie)

"siopsie!" ("sio, psie!" - to na liżącego ją po twarzy nieznajomego foksterierka. Okazało się, że Masza zna słowo "pies", ale wobec rodziny używa tylko "badzia")

"oń statum!" ("słoń z tatą" - był oglądany, w zoo)

"nie muka!" ("płynie chmurka" - mój ulubiony. Długo nad nim myślałam :))

If.

poniedziałek, 21 sierpnia 2006

Kładę Maszeńkę spać. Trochę niepewnie - nad głowami rozpętała się burza z oberwaniem chmury. Woda głośno leje się i łomoce w drewniany dach, przez okiennice przenikają świece błyskawic. Nie ma sensu gasić światła, dziecko nie uśnie. Siedzimy więc dalej na dużym łóżku i czytamy o koziołku Matołku i o kotku ("Totoche - le grand voyage", komiks mojego dzieciństwa przetrwał dla drugiego pokolenia).

Nagle piorun grzmotnął tak blisko, że ziemia jęknęła i dom się zatrząsł.
Masza spojrzała na mnie i rzekła opanowanym głosem: Mama, dzidzia boi.

Nie umiem nazwać ani wyliczyć uczuć, gdy patrzałam na maleńką bohaterkę, niezłomnie wyprostowaną, w huku deszczu, piorunów, w domku wśród sosen kładących się po ziemi, przy różowym krążku światła, z paluszkiem na "kotku", czyli panterze z komiksu.

If.

 

niedziela, 13 sierpnia 2006

Wczoraj, umożliwiając mamie naukę, tata wziął Maszę na długi spacer. Nie było ich prawie trzy godziny! Po powrocie chwalą się.

Masza: I tam dzidzia, tam, i tata, mamy nie ma. Las, psie, ka-mienie, ka-mienie, uuu! ka-mienie. Baby, tu baby, dom. Mała woda. Brum-brum. Bam!

Mama oczywiście wszystko rozumie, tu sprawa dość prosta. Ale dochodzi kilka szczegółów.

Grześ: ... z tego pół godziny bawiliśy się w samochodzie. Kierownica, te sprawy. Ale i tak popsuła.

Ja: ?????????

Grześ: Nagle "PYK!" i bezpiecznik poszedł. Wiesz, u nas nawet bez kluczyków w stacyjce może działać zapalniczka, więc ją na wszelki wypadek wyjąłem. No i mała wrzuciła tam monetę.

If.

czwartek, 10 sierpnia 2006

Rysujemy kolorowymi kredkami i flamastrami. Jest dom, dym, komin, ogień, niebo. A część czarnego flamastra od dymu znalazła się na mojej nodze, gdy flamaster zjechał. Dalej rysujemy: brum-bruma dziadzi, psa, kaczkę, kałużę i kamienie (my wiemy, że to kamienie), gdy wtem Masza bierze mnie za nogę, przestawia ją ku swej wygodzie i gorąco przytula się do łydki.

Masza: Mu-mu noga. Mamy noga. Mu noga. O, be noga.

If.

środa, 09 sierpnia 2006

Bawimy się na balkonie u Babci. Masza podchodzi do mnie z pudełkiem po czekoladkach i zastanowieniem w oczach. I nagle, bam! oberwałam w głowę. Dębieję.

Ja: Córeczko! No co ty. Nie można bić w głowę, to boli! Zrobiłaś mi kuku!

Masza: (współczująca buzia) Oooo, mama, kuku! Mu-mu mama, mu mama.

Przytula się i gładzi mnie po twarzy, ale pudełka z drugiej ręki czemuś nie wypuszcza.

If.

poniedziałek, 07 sierpnia 2006

Ten tytuł jest od czapy, przyplątał się. Byłyśmy z Maszą na spacerze wzdłuż ulicy Grochowskiej, gdzie szykuje się piękny park (na skwerze pamięci kolejnej grupy ludzi, która oddała swoje dziś za nasze dziś - czy mimo tego, czy dla tego można się tam spokojnie bawić? - ale to temat na inną okazję). I jeżdżą tramwaje. Każdy został odnotowany i gorąco zwiwatowany przez Maszę, fankę pojazdów szynowych.
Wieczorem wracamy samochodem do domu.
Masza: Dam, dam! Tu! Nie ma, nie ma dam. Tam. Tu nie ma tam. Mama? NIE MA TAM!
Ja: Córeczko, co takiego? Czego nie ma? Tu nie ma tam? Tu nie jest tam, zgadza się.
Masza: Nie ma, nie ma tam. Dam. Nie ma dama. Dzie dama?
Ja: (po długim zachodzeniu w głowę doznaję olśnienia) Dam, tam oraz tama i dama? Tramwaj! No tak, tu nie jeżdżą tramwaje. Jasne.
Masza: (uspokojona) Nie ma dama.

"Krysia za to, żywsza, wrażliwsza, nie czeka na ostateczne ukształtowanie słowa..."
(Melchior 'King' Wańkowicz, "Ziele na kraterze" - z pamięci)

U babci Masza zakłada na ramię czerwoną torebeczkę, defiluje i przegląda się w szybie drzwi balkonowych. "Dzidzia panna", mamrocze pod nosem.

Córeczko, jesteś tak urocza...  (Scarlett, jest pani tak młoda, że ręce opadają... A teraz pocałuję panią, bo zdaje się pani na to czekać) Jutro cię będę całować, mała, i już. Przygotuj się kicia =(^.^)=

If.

niedziela, 06 sierpnia 2006

My z Maszą od siódmej bawimy się i rozmawiamy, pieczemy muffiny do kawy czy soczku; Grześ wstał raźny i wyspany dużo później. Raportuje.

Grześ: I wiesz, spytałem, co tata zrobi w kuchni. Odpowiedź padła bezbłędna. A nawet nie zbliżyłem się do ekspresu!

If. 

wtorek, 01 sierpnia 2006

Mój tata: (wzburzony) Pamiętasz, jak mała była na działce to ciągle biegała do tego dużego lustra i przykładała łapki. I zostawiła mnóstwo śladów. Teraz wyobraź sobie, co twoja matka zrobiła - UMYŁA LUSTRO! A ja co rano, gdy się obudziłem, szedłem obejrzeć te łapeczki, takie malutkie, takie śliczne. Ona UMYŁA MI ŁAPKI!

Moja mama: (milczy - nic na usprawiedliwienie)

If.