O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


czwartek, 23 sierpnia 2007

Już jesteśmy... Masza, Podróżnik SuperHero, wyszalała się na naszym rozczłonkowanym urlopie, Wrocław - Polanica Zdrój - Wrocław -Ustka, jesteśmy zapiaszczeni, zieleni i szczęśliwi. Morze, góry, to już nie ilustracje w książeczkach. Mamy muszle, kamienie, zasuszone kwiaty, kolorowe bilety wstępu do skansenów, ogrodów, latarni morskich i całe walizki wspomnień. A poniżej kilka wspomnieniowych dialogów, w przypadkowej kolejności. Nic specjalnego...

1. Ustka (plaża, plaża, plaża, latarenka morska, piłeczki z automatów, lody)

W stołówce.

Ja: To co, od razu idziemy nad morze?

Grześ: Zaraz, ale najpierw do domu.

Ja: Po co, teraz najlepsza pogoda...

Grześ: Do domu po aparat i na chwilę do samochodu.

Masza (wyłaniając się jak duch zza stołu): I ce ka jot...*

 

2. Polanica (rzeka, park, fontanna, twierdza na Srebrnej Górze, las, letni tor saneczkowy)

Ja (patrząc na próbkę szamponu) I co, użyłeś jej?

Grześ: Nawet jej nie mogłem otworzyć. Umyłem głowę przez indukcję.

 

3. Wambierzyce (klasztor, ruchoma szopka, skansen i mini zoo)

Tata niesie Maszę na barana.

Grześ: Hej tam, nie kiwać się, trzymać pion.

Masza: Ale co to pion?

Grześ: Lokalny kierunek grawitacji, mała, trzymaj go.

 

4. Wrocław (Babcia Kazia, ogród botaniczny, akwarium z rekinami, wycieczka statkiem po Odrze)

Dla Babci Kazi kupiliśmy w Polanicy piękny kryształ górski, ale z walizki wynurzył się pierwszy słoń dla drugiej Babci.

Masza (biegnąc do Babci Kazi) Zobacz, to prezent, w środku jest słoń, to dla Paci Wisi, ale możesz popatrzeć!

  

5. Czołpin (ruchome wydmy, latarnia morska z zapierającym dech widokiem, plaża, czarne sosny, Kluki)

Przechodzimy obok bialych piaskowych wydm.

Masza: Tam jest budziel.

My z Grzesiem: Kto?

Masza: No, budziel, taki, co buduje zamki z piasku i fosy...

 

6. Powrót (Dolina Słupi, Bory Tucholskie)

Na malowniczej i krętej drodze w Dolinie Słupi dziecko pochłania śniadanie, którego nie zjadło we właściwym czasie. Koleżanki miały pierwszeństwo... Cóż, dziecko zjadło śniadanie w samochodzie, a potem ku ogólnemu zdziwieniu zwymiotowało je.

Ja (pedagogicznie) Wiesz, to są właśnie "wymioty".

Masza (z niesmakiem) Nie, to bułka.

If.

*I ce ka jot (ickj) - często przeze mnie i Grzesia wymruczywany skrót. Pochodzi od kawału, którego nie pamiętam. W każdym razie od wyrażenia, które w wersji łagodnej brzmi "i co kurna jeszcze"...

piątek, 03 sierpnia 2007

Ja nas pakuję na urlop (hurra, pierwszy od lat, całe dwa tygodnie!), Masza w tym czasie szaleje  u Paci i Dziadzi. Oto plony jednego dnia. Tak sobie myślę... Ziółko z tej mojej córeczki.

1. Pacia wyczarowuje łasej wnusi słodycze. Wyczarowała już dwa mentoski...
Masza: Jeszcze, jeszcze wyczaruj!

Pacia: Ale zjadłaś już dwa... (podnosi dwa place o prawej ręki, a u lewej, bezwiednie, trzy)
Masza: (triumfalnie) Dwa, trzy! Jeszcze jeden mogę zjeść!

2. Dziadzia dziś nie czuje się najlepiej i mało z wnusią rozmawia. Masza się wprasza do jego pokoju, pełna nadziei na zabawę. Dziadek na kanapie, w telewizorze transmisja meczu.
" No nie, mecz. Nic z tego nie będzie", stwierdza dziecko i wychodzi z pokoju (ale skąd wie?!).

3. Masza krzyknęła na Dziadzię.
Dziadzia: (patrzy z wyrzutem)
Masza: Ja wcale nie krzyczałam, ja tylko głośno mówiłam, wcale się nie gniewasz, prawda?

If.

Zdałam egzamin, mam prawo jazdy, jeżdżę samochodem (gratulacje przyjmuję o każdej porze dnia i nocy, bo dużo nerwów mnie to kosztowało...)

Wożę dziecko. Poczułam potrzebę nabycia tabliczki, że dzidzia w samochodzie. Zasysa się takie na tylnej szybie. Pojechałam do sklepu Mothercare. Nabyłam.

Ja: Nie było tego, co chciałam, w ogóle nie było specjalnego wyboru, więc w końcu wzięłam różową z napisem "VIP on board"

Grześ: Rany. Żeby cię staranowali?

If.