O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


czwartek, 20 września 2007

Wyciągnąć z Maszy jakieś wieści odnośnie przedszkola to ciężka praca, gdyż zwykle nie odpowiada wprost, tylko rozwleka bardzo długie, wielowątkowe opowiadanie o czym innym.

Ale wczoraj...

Masza:  Mikołaj Angielski, absent! Kuba Angielski, absent! A to jest maus, mama zobacz, maus!!!

Widać, że rozpoczęły się lekcje angielskiego. Widać też wysoką absencję - w grupie Maszy wynosi 55%. Sama Masza się trzyma, natomiast jej mamusia złapała coś mocnego, padła i leży. Jej absencja w pracy jest bardzo, bardzo, very bardzo źle widziana...

If.

wtorek, 18 września 2007

Opowiedziane przez Babcię: Babcia i Masza wysiadły pierwsze z samochodu i czekają pod bramą naszego domu, aż Dziadzia znajdzie miejsce do zaparkowania. Czekają i czekają; wreszcie zza zakrętu wyłania się postać Dziadka.

Masza: (nabożnie) Idzie! Mój Dziadzia idzie! Jaki on piękny...

If.

piątek, 14 września 2007

Od początku września wróciłam za biureczko i nie ma rady, biureczko zajmuje mi większość dnia. Trochę się przydarza, więc z nadzieją, że moja córeczka przeczyta sobie to kiedyś i pośmieje się ("mamo, naprawdę używaliście pieczątek? ale czad")

Chłopak z "Ruchu" przynoszący The Herald Tribune dla szefa (przy okazji: szef, jako niezajmujący się drobiazgami, ma ogromne biurko i na nim: telefon, trzy tomy słownika angielskiego i czasami The Herald Tribune) ostatnio przychodzi wtedy, gdy recepcjonista oddala się do toalety i ja wtedy ja wpuszczam gości do biura.

Chłopak podaje mi gazetę oraz kwitek, który mam podstemplować na znak, że usługa wykonana. Wtedy ja, najczęściej: otwieram szufladę, szukam pieczątki, oglądam ją, próbuję otworzyć poprzez przyciskanie przycisków i podważanie takich podważaczków z boku. Przykrywka odpada, chyba cudem, bo ja nie wiem dlaczego. Za to pieczątka się nie zgadza na wysunięcie z okrywy. Kolejne naciski i podważania, część pieczętująca zgadza się zatrzymać wyłącznie na równi z okrywą. Przy desperacko szybkim geście stemplerskim na kwicie z "Ruchu" pojawia się ślad tekstu. Chłopak spokojnie przeczekuje moje manipulacje, rzut oka na kwit. "Wystarczy", ocenia, jeszcze rzut oka na mnie, jeszcze jeden rzut oka na mnie i wychodzi. I tak już cztery dni z rzędu!!!

If.

czwartek, 13 września 2007

Stwierdzam, choć powinnam iść spać, bo jutro znów wstaję o szóstej, stwierdzam oto, że cykl a Ani z Zielonego Wzgórza nie zestarzał się ani odrobinę. Tyleż łez wylałam, co i kiedyś, ale nie zawsze w tych samych momentach - teraz bardziej jestem  opiekunką - Marylą i Anią - matką, niż dzieckiem. Metody wychowawcze cenione Montgomery są te same,  co w dzisiejszych poradnikach. Może tylko większy nacisk na pracę, skromność, dobrą religijność, szacunek dla starszych i inne wartości, co za okropne dziś słowo.

If.

poniedziałek, 10 września 2007

Dziś w ramach eksperymentu nie metrem, a samochodem odwiozłam Maszę do pracy. Całkiem pusto o ósmej rano, pusta Puławska, puste centrum. Z powrotem będzie pewnie negatyw wyżej przedstawionego obrazu. Dziecko spokojnie rozmawiało ze mną o światłach czerwonych, żółtych i zielonych, co pewien czas tylko upewniało się: "Mamo, pójdę do przedszkola i będę się fajnie bawić, ale najpierw trochę popłaczę, że ciebie nie ma, dobrze? Może tak być?"

If.

sobota, 08 września 2007

Trzecie urodziny Masza zdmuchnęła ze świeczek wraz z wiatrem. Urządziliśmy urodziny na placyku pod naszym domem, dla całego sąsiedztwa. Dzieci latały w papierowych czapkach, dorośli stali w papierowych czapkach i dyskutowali problemy przedszkolne.

Moja-moja córeczka, przyjaciel życia, dzielny przedszkolaczek, dziewczynka o mądrych oczach. Trzy lata razem. Fajnie nam. Wszystkiego dobrego, słoneczko!

If.

sobota, 01 września 2007

Koniec lata, jesień, a z nią zabarwiające się żółto liście, zmiany i seria urodzin (Maszeńki, Ignasia, moje). Zmiany. Masza do przedszkola od 3 września. Ja do pracy od 3 września, po trzyletniej przerwie. I potrzebuję i boję się.

Córczyny stan wyjściowy: łzy i gorący szept "mama, nie zostawiaj mnie samej w przedszkolu. Będę się o ciebie martwić"... W efekcie cierpliwej pracy, adaptacji przedprzedszkolnych na różne sposoby i nieskąpienia uwagi, gdy tylko jest dziecku potrzebna, doszłyśmy do poniższego:

Masza: Mama, pójdziemy do przedszkola, dam ci pciu*, i pójdziesz sobie. A ja będę się bawić z dziećmi i wcale nie będę płakać, bo nie ma powodu.

 Teraz tylko dotrzymać ten nowy, pozytywny stan do poniedziałku.

A ja? Jestem metrykalnie dorosła, ale też muszę sobie obmyślić jakąś fomułkę na poniedziałek.

If.

* pciu - buziaczek