O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


piątek, 26 września 2008
Masza (od niechcenia): A wiesz, że mam narzeczonego?

Ja (jak pisał Tyrmand - kompletnie zbluffowana): Kto?! Jak to? Gdzie?!

Masza: A taki Piotrek, od nas z przedszkola z Krasnali. On zawsze chce ze mną chodzić w parze i lubi mnie i pocałował mnie i powiedział, że jestem jego narzeczoną...

[Gonitwa myśli. Zaraz. Jaki Piotrek? Nigdy o nim nie słyszałam! Jaś, Wiktor, Mikołaj, Anatol - wiem. A tu znikąd wyłania się Piotrek i zaręcza z moją córką! Niech no się ojciec dowie!!! ]

Ja (zebrawszy myśli):  Zaraz, a ty go lubisz? Przecież ty też musisz chcieć być narzeczoną!

Masza: A, ja wolę się bawić z Natalką i Alą (i macha łapką, ostatecznie zbywając sprawę)

If.

wtorek, 23 września 2008

Zaczęło się.

Masza: Mamo, jak kaszlą króliki?

Masza: Mamo, co to jest dżudo?

Masza: Czy tęcza sięga od nieba do nieba?

Masza: Ile jest kości w człowieku?

Masza: Prawda, że nie można rzucać śmieci na chodnik, bo wtedy się robią niedobre bakterie?

Masza: Czy ślimaki pędzą?

Masza: Dlaczego Jezus umarł?

Masza: Co to jest prąd?

Masza: Dlaczego była burza?

Ja: Nie garb się. (wzdycham, prostuję się; mozół wyjaśnień)

If.

poniedziałek, 22 września 2008

Oberwałam łapą od naszej kochanej koty, której co jakiś czas, jak sądzę bez udziału mózgu, włączają się obwody obronne zbudowane podczas nieszczęśliwego dzieciństwa.

Ja: Ale oberwałam!

Masza: Co to znaczy "oderwałam"?

Ja: O-be-rwałam. Że ktoś mnie uderzył. No, uderz mnie w rękę.

Masza: A masz. (łup)

Ja: Ale oberwałam w rękę od ciebie!

Masza: To teraz ty mnie.

Ja: A masz! (ciap)

Masza: Ale mama oderwała mi rękę!

If.

czwartek, 11 września 2008

W czwartym roku życia, piszą w książkach, dziecko jest nieokiełznane, nieopanowane, wybuchowe. O tak, o, zgadza się. Masza potrafi dziko się zdenerwować, że gąbka została wyciśnięta, a nie miała być wyciśnięta albo to ona miała ją wycisnąć, albo cokolwiek. Albo, że nie założy spodenek, sukienki, czegokolwiek. Z trudem radzi sobie z eksplodującymi uczuciami. Ale też wie, że przemijają, potrafi nawet przez fale wściekłości wymamrotać, że poczeka aż się uspokoi. Najlepsza rada: dać jej chwilę ciszy.

Wczoraj nie chciała iść się kąpać. Ma uraz do nocy, że nadchodzi, szkoda jej czasu na sen i nie lubi ciemności. Nijak nie dawała się zaprosić do wanny, kiedyś tak lubianej, i pozwoliła sobie nawet w złości rzucić w Grzesia zabawką.

Ja: Natychmiast przeproś.

Masza: Nie, bo on był niemiły.

Ja: Tata nie był niemiły, po prostu już dawno czas na kąpiel, a ty zamieniłaś się w smerfa Marudę.

Masza (po kilku chwilach kruszeje i wyraźnie zalewają ją wyrzuty sumienia): Tato, przepraszam. Tato, ja bardzo przepraszam! (rzuca się Grzesiowi na szyję, szlocha rozdzierająco) Tato, ja żałuję! aaa (wtulona w Grzesia, odwraca głowę do mnie i pyta zwyczajnym głosem) mamo, co to znaczy "żałuję"?

If.


wtorek, 09 września 2008

Ósmego września Maszeńka skończyła cztery lata, cztery szczęśliwe lata, zdmuchnęła cztery świeczki na torcie w dużym gronie przyjaciół i rodziców... Ciekawa jestem dalszych lat. O czym będziesz myśleć, córeczko, czym interesować, jak wyglądać?

Zdrowia, słoneczko. I szybkich postępów ku egzaminom do zerówki, dodałabym ponuro, gdyż słabo mi się robi w tym temacie :-)

If.


czwartek, 04 września 2008

Moja mała córeczka jest tak dzielnym przedszkolakiem, że brak mi słów uznania. W czasie wakacji zaliczyła trzy nowe przedszkola dyżurujące, bez żadnych problemów wsiąkała w nowe środowiska, płacąc za to co prawda zwiększonym zapotrzebowaniem na przebywanie w domu i z rodzicami.

A teraz jest już Krasnalem! U nas są: Maluchy, Krasnale, Średniaki i Starszaki. Nowoprzybyła grupa Maluchów, z którą Krasnale dzielą przedszkolny plac zabaw, budzi Maszy duże zainteresowanie i chęć opieki. Potrafi się bawić z młodszymi od siebie, traktuje je czule i mentorsko zarazem. Ostatecznie jest już duża ("Mamo, Krasnale to już mogą same schodzić po schodach, prawda? Maluszki muszą trzymać mamę za rękę, a Krasnale mogą się trzymać poręczy" itd).

Pamiętam, jaka rok temu Masza była dzielna; czuję się przejęta zarówno jako mama Krasnala jak i mama wczorajszego Malucha.

Ja: I jak maluszki, bardzo tęsknią za rodzicami? Bawicie się z nimi?

Masza: Nie... One nie mogą wchodzić na dużą zjeżdżalnię. Ale ja się bawiłam z taką dziewczynką. Wiesz, ale Zuzia mówiła, że ona mnie się boi.

Ja: Jak to, boi się? Ciebie?

Masza: No tak... ale potem znalazłam sobie inną dziewczynką, taką co nie uciekała.

If.

Masza cierpi na niechęć do mycia rąk. Drogą cierpliwości, konsekwencji i niezłomnej woli udało się wyrobić w niej odruch sekwencji po wejściu do domu: buty - kurtka - mycie rąk. Myć myje, nawet sama pamięta, ale za to zapadła na niechęć do używania mydła...

Grześ: Hej, umyłaś ręce?

Masza (ponuro): Umyłam.

Grześ: Mydłem?

Masza (ponuro i wymijająco): Dokładnie umyłam.

Ja: Bo wiesz, jak nie umyłaś rąk porządnie, to musisz powtórzyć, bo zaraz będzie kolacja.

Grześ: To ja pójdę do łazienki...

Masza: Nie idź!!!! Bo zobaczysz, że nie użyłam mydła!!!. a! (łapie się za zdradzieckie usta)

If.

poniedziałek, 01 września 2008

Masza słyszała przypadkiem pełną zgrozy moją rozmowę z Babcią na temat kradzieży, która miała miejsce w znajomym domu na wsi. Obie byłyśmy zbulwersowane, gdyż od lat nie słyszało się tam o kradzieżach. Dziecko przejęło się, a jej przejęcie wypłynęło wieczorem. Idziemy z samochodu do domu, zmierzch.

Masza (w pół rozmowy o powrocie do domu, łóżeczka, kotków po tygodniowym rozstaniu): Ale... czy tu nie ma takiego złoczyńcy, zakradacza, co mógłby przyjść i zakraść nasze rzeczy?

If.