O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


sobota, 29 października 2005

Jestem matką stale uczącą się i starającą się słuchać mądrych rad (to ja oczywiście rozstrzygam, czy rada jest mądra.) W magazynach typu „Dziecko” w pierwszej kolejności czytam artykuły psychologów. Na półkach mam Tracy Hogg „Język niemowląt” i „Język dwulatków” (dużo dobrych, tonujących  uwag); „Dobrą miłość” Eichelbergera i Samsona, cokolwiek o tym drugim powiedziano i jeszcze się powie, to gość mówi niegłupio. Umie odwinąć z bawełny. Lubię „Gry i zabawy z niemowlętami” Jackie Silberg – czułe, rozwijające, podsuwające. Chęć zakupienia kolejnych poradników napada mnie jak Bridget Jones. Gdy przegrywam, nabywam przegadaną knypę, marne tłumaczenie z amerykańskiego; męczę je długo z nadzieją, że wyniosę choć jedną wartościową myśl i nie zwichruję swego fragile little mind. Przykładowy niewypał: „Jak powiedzieć dziecku Nie” (znów problem tłumaczenia, przykłady z niepolskiego życia).

Kilka dni temu, gdy córeczka zasnęła, otworzyłam sobie stronę merlina i sprawdzam, co dziś ma niższą cenę…

Ja: O! (tu atak zakupownictwa) Grzesiu, kupujemy książkę "Spraw, by twoje dziecko zamiast Nie mówiło Tak"?

Grześ: Nie.

Ja: Twoi rodzice tego nie czytali, co?...

If.

środa, 26 października 2005

Od pewnego czasu usiłuję walczyć z uzależnieniem Maszy od bułki w łapce, od łażenia z nią, pocmoktowywania, podpierania się tą śliską bombą przy upadkach, słowem, niech moje dziecko przestanie z bułą chodzić... Spędzamy dzień u mojej mamy, nieprzytomnie zakochanej we wnusi i uwiadomionej o walce z pieczywem. Po obiedzie zauważam w ręce małej kajzerkę, którą wcześniej odsunęłam daleko na stół, by nie kusiła:

Ja: Skąd masz bułkę, córeczko?

Masza: Baba.

Ja (z ciężkim wyrzutem): Mamo, przecież prosiłam, czemu dałaś jej tę bułkę?

Mama: Ja jej wcale nie dałam!

Ja: Jak to? Sięga tak daleko na stół?!

Mama: Nie sięga, musiałam jej podsunąć...

If.

wtorek, 25 października 2005

Nie chcę w to uwierzyć. Ale Grześ powiedział, że dziecko, ten wcześniak od zabaw z aparatem, że umarło.  Jeśli to prawda... Jak te kobiety będą dalej żyć? Czy są matkami? Czy będą?

If.

poniedziałek, 24 października 2005

Grześ bawi się z Maszą w drugim pokoju. Po dłuższej ciszy słyszę nagle straszne okrzyki i tupanie. Podrywam się i biegnę sprawdzić...

Ja: Rany! Córeczko, co się stało?!

Masza (na czole mars, podskakuje i tupie) A! U! A!

Ja: Rany!!! Grzesiu...

Grześ: Może nie uwierzysz, ale dziecko wtóruje kołysance...

(No tak. Po chwili zaczynam słyszeć ciche dźwięki misia-pozytywki)

If.

środa, 19 października 2005

Kąpiemy Maszę, z pewnymi kłopotami związanymi z moją unieruchomioną kostką. Kilka razy zostaję nadepnięta w tę nogę, co wiadomo, dwa razy Grześ zachlapał mój kosmiczny usztywniacz. Dwakroć podtopiona Masza, niewzruszona, nakleja na wannie zwierzątka z maty piankowej.

Ja: Grzesiu, znów mnie zalałeś.

Grześ: Wszędzie masz tę nogę...

Po chwili czuję wodę ściekającą po łydce.

Grześ: O rany, przepraszam, znów polałem...

Ja (dumna z siebie): Zauważyłeś, że nic nie powiedziałam?

Grześ: Zauważyłem, kochana.

Ja: ...teraz mówię.

Grześ: Dobra, ja też coś powiem. Chcę nowy samochód...

If.

sobota, 15 października 2005

Stoję przy zlewozmywaku i pośpiesznie chlapię wodą na garnki, póki chwila wolna. Podchodzi dziecko.

Masza: Da da da... (podaje swą ulubioną książeczkę, "Ptasie plotki" w wydaniu Muchomora)

Ja (zajęta, ale biorę książeczkę): Hm?

Masza: Ta!!! (siada, z gotowością składa łapki na kolankach)

Ja: Czytać?

Masza: (cisza) (spojrzenie i gest typu "a co, pisać?...")

If.

piątek, 14 października 2005

Gdy Grześ się kąpie z Maszą, ja wykonuję ostatnie prace przedsenne – daję kotom kolację (na którą czatują w podnieceniu pod drzwiami), wygładzam pościel małej, zamykam okno w sypialni.  Przechodząc w pobliżu łazienki mam nagle przyjemność usłyszeć swego  faceta, brodatego i w ogóle.

Grześ:  Oddaj mydło... Ale jesteśmy grzeczną dziewczynką!

If.

 

czwartek, 13 października 2005

Przy obiedzie...

Ja: Zjesz jeszcze zupki, prawda? Ostatni łyk. Dobra była?

Masza: Nie.

(uśmiech i zdecydowana odmowa tej ostatniej łyżki)

środa, 12 października 2005

Poczułam szok i upokorzenie, czytając o pielęgniarkach, bawiących się jak lalką dzieckiem - wcześniakiem i robiących sobie z nim zdjęcia. W imieniu tego dziecka, które zamiast w objęciach czy brzuchu mamy leży w maszynie podtrzymującej życie, maleńkie, kruche, zdezorientowane, a baby bez odrobiny serca i szacunku waliły fleszem. To samo co u Amerykanów w irackich więzieniach - brak szacunku, który powinien powstrzymać ochotę czynienia zła. Pierwszy raz w życiu miałam ochotę bić kogoś po twarzy.

Córeczko! Teraz śpisz, ja piszę i boli mnie serce. Niech Ci życie oszczędzi....................................

If.

 

Kąpiel małej. Zawsze wygląda tak samo – najpierw długie pluski i zabawa z tatą w wannie, potem ja wkraczam z mydłem i szamponem, a na końcu biorę Maszę do suszenia na przewijak. Tym razem, z powodu mojej skręconej kostki, mała została umyta i zapodana do wycierania przez Grzesia. Siedzi golusieńka na przewijaku i przeciera oczy. Szybko okrywam maluszynkę ręcznikiem.

Ja: Chodź, córeczko, umyję cię… eee…

Grześ: Widzę, że masz zaimprintowaną sekwencję.

 
1 , 2