O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


piątek, 31 października 2008

Co jakiś czas zdarza się coś, co potwierdza moją prastarą teorię idealności dzieci. Rodzą się naturalnie i cudownie mądre, ale dorośli kroczek po kroczku szkodzą, wyrabiają niewiarę w siebie i we własne uczucia ("mamo, nie lubię cioci" - "na pewno lubisz, wszystkie dzieci ją lubią") itd. Wymagają szybkiego rozwoju, poganiają, chcą przyspieszyć to, na co przecież każde dziecko ma swój właściwy czas. Dawno temu zauważyłam, że Maszę wystarczy obserwować i nie przeszkadzać, a najwyżej tu i tam podeprzeć na drodze.

Wczoraj znów potwierdziła się ta teoria, na zajęciach dla rodziców, o których postaram się kiedyś napisać więcej. Przydarzyło się Ani i opowiedziała nam; przeżyła podczas krótkiej rozmowy z synkiem błysk naprowadzający, jak niegdyś ja.

Ania (zachęcająco): Sam to zrób, synku, popatrz, że Klaudia potrafi i Kuba...

Syn: Ja jestem Dawid.

Ania: !

If.

piątek, 24 października 2008

Spełniłam marzenie dziecka i nabyłam mu hulajnogę. Z przodu kółka, z tyłu dwa kółka, różowa jak świńskie ucho. Dotachałam do przedszkola, radości nie było końca, końca też nie miała podróż z powrotem do domu (zwykle jest to: 20 minut do metra, 20 minut metrem, od 20 minut wzwyż z powrotem do domu). Pomijam trud wciskania się w zapchany pociąg z dzieckiem, dwiema torbami i różową zawadą; to drobiazg wobec Maszynej radości i czułości okazywanej na zmianę mamusi i hulajnóżusi.

Ale następnego dnia rano...

Masza: O, hulajnoga!!! Ja chcę do przedszkola hulajnogą!

Ja (błyskawicznie zdaję sobie sprawę, że: wyszłyśmy później niż zwykle, Masza jeździ na hulajnodze wolniutko i ostrożnie, spóźni się dziecko na śniadanie w przedszkolu a ja do pracy,wracając  na Politechnice znów będziemy przepuszczać pociągi, aż się do jakiegoś zmieścimy,  itp itp itp): Nie, nie, moja złota.

Masza: Proszę!

Ja: Ale tylko do windy, dobrze?

...i gucio. Nie zostawi przy windzie, nie zostawi na dole, nie zostawi przy klatce schodowej, nie zostawi pod daszkiem przy domofonie, nie wróci się zostawić w mieszkaniu, 20 minut negocjacji mija jak z bicza strzelił prosto w mój system nerwowy.

Zanim czerwona mgła rozwiała się i doszło do mnie, że walczę o pietruszkę i lepiej przyjąć godnie hulajnoże niedogodności niż stać na podwórku i negocjować z nagraniem ("ale, mamo, pozwól, będę za nią płakać!", "ale, mamo, pozwól, będę za nią płakać!") , minęło wspomniane dwadzieścia minut i szansa na zdążenie do pracy.

Resztką przytomności podjęłam działanie wychowawcze.
Ja: Dobrze, ale jeśli nie będziesz na hulajnodze jechać, będziesz ją sama niosła. Zgoda?
Masza: Zgoda.
Ja: I tylko dziś, zgoda?
Masza: Zgoda.

Wyruszamy w drogę i spóźniamy się, ale w spokoju.

Wieczorem Masza na zmianę jeździ i przenosi hulajnogę przez te wszystkie połamane chodniki, psie kupy i rynsztoki.
Ja: Pamiętasz, że jutro nie bierzemy hulajnogi do przedszkola, prawda?
Masza (zasapana): Kocham moją hulajnożusię, ale tylko z nią kłopot.

If.

środa, 15 października 2008

Masza: Mami dadi, mami dadi! Siusiu kupka!

W przedszkolu znów zaczęły się lekcje angielskiego, mała uwielbia je. Poza wciąż aktualnym ekscytowaniem się tematem kupkowym zajmują ją słowa  i języki, coraz mniej obce. A jaki jest japoński, jaki francuski. Na tygodniowych wakacjach w Karpaczu słyszała niemiecki. A jest jeszcze tyle innych.

Masza: A co to znaczy po angielsku klaud?

Grześ: Chmura.

Masza (zmyśla): A glumb?

Grześ: Nie wiem.

Masza (ewidentnie zmyśla, ale trafia): A balb?

Grześ: Żarówka.

Masza: A pu?

Ja i Grześ (chórem): Kupa!

Trafiła czy wiedziała?

If.

wtorek, 07 października 2008

Masza ma od pewnego czasu problemy z zasypianiem. Zwykłe rytuały, kąpiel, książki i bajki nie wystarczają. Nie lubi ciemności, nie lubi spać, woli jak jest dzień, chce się bawić (i trze oczy, i nie może zasnąć). Po co jest ciemno? Mamo, siusiu. Kupkę. O, tylko siusiu. Chcę się pobawić. Włączę drugą lampkę, dobrze? Po co jest noc? Dlaczego nie ma dnia? Opowiedz o Kotku-Psotku, jak szukali piłek. Opowiedz, jak Szrek i Fiona mieli spotkać się z osiołkiem. Po co jest ciemno? Nie widzę swoich rączek, zrób jaśniej.

Masza: Dlaczego słońce zaszło? [temat wielokrotnie przerabiany]

Ja: Teraz świeci w Australii, tam, gdzie mieszka Weronika i Eryk, pamiętasz? Oni też muszą mieć dzień. [odpowiedź wielokrotnie przerabiana]

Masza: Ale dlaczego trzeba spać? [temat wielokrotnie przerabiany]

Ja: Żeby odpocząć po całym dniu. [odpowiedź wielokrotnie przerabiana]

Masza: Ale ja nie jestem zmęczona. [temat wielokrotnie przerabiany]

Ja (mam błysk natchnienia): Ale w nocy można mieć sny. Ja bardzo lubię spać i mieć sny. Wiesz, ostatnio śniło mi się, że szłam po tęczy! Szłam po tęczy, wysoko, i na tęczy rosło mnóstwo poziomek. I wiesz, miały tyle kolorów co ta tęcza. Były różowe, fioletowe, niebieskie...

(długo wyliczamy kolory, aż oczy Maszy robią się malutkie)

Masza: I niebieskie...

Ja: Tak, i nawet złote i srebrne! I nagle sobie przypomniałam, że jestem daleko od swojej córeczki i zaczęłam wracać. I okazało się, że mam skrzydełka i mogę latać, i poleciałam szybko do ciebie...

Masza (uradowana): I przyleciałaś do mnie? Ja też chcę latać!

Ja: Wiesz, to był sen.

Masza: Ja chcę teraz latać.

Ja: Poza snem, to samolot... Przecież wiesz, że teraz to tylko możesz latać we śnie. Spróbuj usnąć. We śnie można wszystko...

Masza (coraz ciszej): Ja też miałam sen, że szłam po tęczy i tam były jabłka, nawet niebieskie i srebrne i złote... zawołaj tatę...

...i zasypia przy Grzesiu. Ciekawe, czy "we śnie można wszystko" to dobry sposób na Niesenność.

If.