O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


sobota, 29 października 2011
Grześ wyjechał służbowo, toteż przez dwie nocki "radzimy sobie". Już pierwsza nocka dała mi w kość. Masza wprawdzie bardzo dzielnie pomagała i słuchała moich próśb, choć nigdy nie przychodzi jej to łatwo, ale mały braciszek dostał ataku niesenności i o godzinie 21 nadal wyłaził z łóżka, przełaził do Maszy łóżka, baraszkował i wesolutko pokrzykiwał. A Masza jutro do szkoły na ósmą... W konsekwencji dostałam ataku nerwowego i wypadłam z sypialni, by zamknąć się w łazience i tam krótko płaknąć. Zawsze staram się ataki wściekłości (a w tym wypadku - rozczarowania, gdyż na wieczór miałam wielkie plany filmowo - prasowalnicze) detonować z dala od dzieci i ich też tego uczę.
Czyli wypuszczam kilka łez na wannie i po chwili wracam do sypialni.

A tam, w dużym łóżku, przykryte pod brodę leżą moje dzieci, mocno do siebie przytulone, każde z buzią zalaną niebieskim światłem z telefonu. Masza ogląda Barbie w akademii księżniczek, Alex - krecika.

If.

sobota, 15 października 2011
Masza: Uwaga, uwaga! Tra-ta-bum!
(ukazuje ręce z cyrkowymi pacynkami z Ikei na palcach)
Zapraszamy na występ cyrku NIC-NIC! Zaczynamy!
(chwilka ciszy)
I to wszystko, żegnamy Państwa!
(pacynki kłaniają się na wszystkie strony)

If.

wtorek, 09 sierpnia 2011
Masza do Alexa: Aleś ty jest!
Ja (po raz setny i znów niepotrzebnie): Przecież nie robi tego złośliwie.
Masza: Wiem. (do brata) Ty naprawdę jesteś Aleś.

If.

środa, 03 sierpnia 2011

Po niezdrowym i ciężkostrawnym obiedzie (z roku na rok psuje się Kolorowa, noga nasza ni żołądek tam już nie postaną) posuwamy się z wolna do domu.

Grześ (wzdychając): Czuję się, jakbym zjadł granat.

Masza (niezwłocznie, również wzdychając): A ja się czuję, jakbym zjadła kosz na śmieci.

Uj,  to właśnie się stało.

If.

poniedziałek, 01 sierpnia 2011

Urlop!!!!

Jesteśmy przeszczęśliwi. Całą dobę razem. Braku pogody, nieodzownie i smętnie komentowanego przez napotkanych urlopowiczów, sprzedawców, sąsiadów itp właściwie nie zauważyliśmy. Czas na działce w Bezinternetowym Lesie tak miałam wypełniony, że nic nie zapisałam w mym Zeszycie Urlopowym. Grubym brulionie uważanym przez mego męża-technokratę za zabawny, średniowieczny artefakt.

Wczoraj przyjechaliśmy do Polanicy-Zdrój, do kochanych starych drzew w parku i kochanych Gór Stołowych. I okazało się, że trafiliśmy na festiwal polanicki z koncertem Shakin' Dudi. Grześ kładł spać Alexa a my z Maszą do późnej nocy szalałyśmy na parkiecie przed muszlą koncertową. Wielki szacun dla Ireneusza Dudka i muzyków grupy. Zero chałtury przed dostojną publicznością zdrojową*. Pełen profesjonalizm, radość grania, masa rzetelnej muzyki. Masza stała się wielką fanką i już sobie wyobrażam jej buzię, gdy na urodziny otworzy torbę z kompletem płyt! Au sza la la la!

Ja: Grzesiu, ty mi pokazywałeś plakat festiwalowy w postaci ulotki?

Grześ: Nie, na ekranie.

Ja (przeokropnie zmartwiona): Bu, a ja chciałam go sobie wkleić do zeszytu urlopowego!

Grześ: Czemu nie wkleisz linka?

If.

* Skąd państwo są?... Taka zbieranina, wiesz? ("Mamuśka". Kabareton Opole, Zenon Laskowik i  Tey)

Tagi: urlop
20:02, if_if1 , zielone
Link Komentarze (1) »
niedziela, 03 lipca 2011
To bez sensu, w tyle jestem z blogowaniem... ani słowa nie napisałam, że Alex jest takim świetnym kompanem, wesołym, rozmownym, niesamowicie sprawnym i myślącym. Doskonale rozumieją się z kotem Cymeonem i nie raz widziałam, jak Alex składa na jego boku głowę, Cymcio zaczyna mruczeć i tak trwają czas jakiś we wzajemnym zrozumieniu. Ulubiona zabawa: spuszczanie samochodów po zjeżdżalni czy czymkolwiek dającym brum-brumom daleki zjazd. Jest tak fajny, że ja osobiście to się rozpływam.

Masza rozpoczęła wakacje jako zadowolona pierwszoklasistka (ale nie wzorowa. Jak rozumiem, zaszkodziła nam "bardzo dobra", nie "celująca", ocena z religii. I czemu w szkole jest religia?). Także zuch ze zdobytą, wcale niełatwo, sprawnością biwakową. Choć od przyjścia na świat brata nie chce się zgodzić na nocowanie nawet od dziadków ("jak to, ja przecież muszę być z wami") dała radę i przy mundurku przybyły dwie nowe naszywki. Jestem tak dumna, że się znów rozpływam.

Ale sama cokolwiek nie daję rady.

If.

wtorek, 31 maja 2011

Spieszy się do tego stopnia, że nie nadąża mówić w sposób wyszlifowany przez wieki. Energia ją roznosi. "Teraz" przesuwa się nieubłaganie, zostawiając za sobą pożółkłe łany "wcześniej", język skraca, co może. Nie zna uczuć letnich.

Wracamy ze szkoły. Masza co kilka chwil podfruwa sobie, gdyż mój szybki krok nie jest dość szybki dla prędkich duchem (pani psycholog, do której w sprawie tej prędkości się zwróciłam stwierdziła, że córeczka nie jest nadpobudliwa w sposób kliniczny, czyli nie ma ADHD. Dowodem bardzo dobre wyniki w nauce i umiejętność skupienia się na lekcjach, co ją jednak dużo kosztuje). Już widać sklep z lodami....

Masza (wbija we mnie błagalne spojrzenie) (obiega wokół wózek z całkowicie spokojnym Alexem) (bez tchu): Ma, pro!

Ja: Dobrze, dobrze. Ma kupi ci lo.

If.

środa, 11 maja 2011
Masza (do przyjaciółki, Zosi): Ja wiem, dlaczego Barbie i inne dziewczyny są takie chude. Tata mi powiedział. One kupują tyle ubrań, że nie mają na jedzenie.

If.
sobota, 26 marca 2011

Babcia Kazia (surowo, do Alexa): Słuchaj, mały, nie myślisz chyba, że będę ciągle podnosiła to, co wyrzucisz! (schyla się) Proszę, mój skarbeńku.

If.


poniedziałek, 21 marca 2011

Byliśmy z Maszą i Alexem u fryzjera. Masza po długich negocjacjach zgodziła się skrócić włosy, gęste jak u szetlanda. Obie mamy nadzieję, że dzięki temu krócej potrwa suszenie po pływaniu. Alex, którego irokezikowi wystarczę na razie ja z nożyczkami, trenował chodzenie i przyglądał się szeregom błyszczących tub i słoików. Fryzjerka dzielnie stawiała czoło konwersacji z Maszą.

Masza: Jak urosnę, będę zapuszczać włosy.

Fryzjerka: Acha. A po co ci długie?

Masza (z lubością): Będę miała duże kuce!

*

Masza: Czy już? Ja już nie mogę tak siedzieć.

Fryzjerka: Jeszcze trochę... (łże, bo jest dopiero w połowie)

Masza: Bo to trwa i trwa jak pełz ślimaka.

*

Zanim wyjdziemy, żegnamy się wylewnie z fryzjerką a Masza jeszcze wybiera z koszyczka obiecanego lizaka. Wybrała, przytuliła do kurtki i nagle zastyga w pół gestu.

Masza (do fryzjerki): Proszę pani, czy te lizaki są zatrute?

Fryzjerka (po dłuższej chwili): Nie?

Masza: Na pewno...? Bo wie pani. W bajkach przecież różnie bywa.

Wychodzimy, pozostawiając fryzjerkę wykonującą bezładne gesty człowieka próbującego wybudzić się z dziwnego snu.

If.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45