O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


sobota, 12 marca 2011

Nie wiem, jak to się stało, dopiero co ferie i zamarznięty Zalew Wiślany, a dziś ciepły wiatr pachnący ziemią. Czas, czas. Alex dopiero co pędził na czterech kończynach, teraz dostojnie kolebie się na dwóch. Negocjuję sama ze sobą by zatrzymywać się, znaleźć czas na wiatr i drzewa, przyglądać, póki Masza ma dziecinnie zaokrąglone policzki a Alex te słodkie bielusie jedyne osiem zębów na froncie (kolejne osiem w drodze).

 Siedzimy i turlamy piłkę do siebie. Ta w końcu odtacza się daleko.

Ja: No to wstań, przynieś piłkę.

Alex (wyraźnie zdziwiony): Y? Nie. Da! Da! (wyciągnięta łapka wskazuje, gdzie mam iść i co dać)

Negocjacji mały uczy się u najlepszego preceptora. U Maszy. Codziennie...

If.

Tagi: zabawy
19:16, if_if1 , zielone
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 stycznia 2011

Masza, jak ciągle się przekonuję, nie ma przycisku mute. Tyle razy prosiłam o ciszę, że wreszcie włączyło mi się wspomnienie z dzieciństwa ("Przekrój") i zaczęłam nadużywać prastarego dowcipu "cicho, bo przyjdzie Zdzicho i rozpędzi towarzycho".

Ja: Zaraz się spóźnimy, więc wreszcie WŁÓŻ BUTY!

Masza: Cicho, bo przyjdzie Zdzicho i rozpłoszy stowarzyszenie.

If.

sobota, 08 stycznia 2011

Masza masowo łamie czubki ołówków przy odrabianiu lekcji, a także przy temperowaniu. Grześ poszedł po rozum do głowy i nabył wspaniały ołówek automatyczny. Należało okazać go w szkole... i znów człowiek o człowieku czegoś się dowiedział.

Masza (po powrocie ze szkoły): Koleżanki mi nie wierzą, że on jest automatyczny! Tylko jedna Zosia mi wierzyła. Ale ona mi zawsze wierzy. Nawet kiedy kłamię. Ale ja i tak potem mówię, że skłamałam.

If.

piątek, 31 grudnia 2010

Znalazłam dwa świstki, na których zanotowałam jakieś chwilki. Nareszcie trochę czasu! Masza zarządza imprezą i ustawia na stole szampana z księżniczkami; Alex zamierza chyba też doczekać północy i gra z Grzesiem w piłkę; ja założyłam czapkę-niewidkę, ogłuchłam, zaniemiałam i przepisuję.

***

Zrobiliśmy teleturniej rodzinnej wiedzy wzajemnej.

Ja (do Maszy): Jakie zwierzęta tata lubi najbardziej oglądać w zoo?

Masza: Hm... hipcie?

Grześ: Nie. To ty zawsze musisz obejrzeć hipcie.

Masza: To co ty najbardziej lubisz w zoo?

Grześ: E... Gofry...

***

Alex jest superszybkim raczkiem. Poziom zero zna już, powiedziałabym, od podszewki, żąda więc podnoszenia i pokazywania szafek, tajemnych głębin szuflad, skarbów na biurkach, słuchawki domofonu. A czasem noszenia dla noszenia. Kręgosłupy nam jęczą.

Alex (pokazując rączką): Tu, tu (w domyśle- zanieś mnie)

Grześ: Hej, umawialiśmy się. Nie zapewniam transportu, tylko windę.

***

I znów zoo. Wybraliśmy się w czwartek przed Sylwestrem. Cały ogród dla nas, cudowne pustki, zrelaksowane lwy turlające się po śniegu, nawet pandy małe wybiegły z ukrycia... a taki Alek to w wózku sobie jeździ, nie musi wszędzie na nogach, burzy się Masza po solidnym szaleństwie na placu zabaw lśniącym nieskalanym śnieżkiem.

Masza: Maa, pro, weź mnie na ręce!

Ja: Córeczko, nie dam rady, taka duża wyrosłaś!

Masza (furioso): Wszystko przez to życie!!!


...i tym radosnym i pełnym nadziei akcentem kończę remanent.

Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich czytających!

Pozdrawiam i dziękuję -- If.

niedziela, 17 października 2010
Wieczorem jestem obowiązana uklęknąć przy łóżku córki i opowiedzieć bajkę. Wieczorna praca czeka, a my trzymamy się za ręce w półmroku, przy posapującym przez sen braciszku. Masza coraz rzadziej prosi o swego dawnego bohatera, Kotka Psotka, toteż muszę przywoływać na pomoc wszystkie dawno temu przeczytane zbiory. "Woda żywa", "Srebrna gołębica", "Czarownica znad Bełdan", "O wróżkach i czarodziejach",  "Klechdy sezamowe", "Baśnie polskie", "Niewinny tygrys" i "Opowieści Szidikura" - moje wieczorne, ciągnące się przez różne światy baje wszystkim tym cudownym książkom coś zawdzięczają. Ale nie zawsze jestem w formie, choćby dziś.

Ja: Był sobie raz... Bardzo Odważny Podróżnik z ogromnymi uszami i ogromnymi oczami.

Masza: Z czym?

Ja: Z ogromnymi uszami i ogromnymi oczami. Lubił patrzeć i słuchać. I usłyszał kiedyś w przydrożnej gospodzie, że jest gdzieś na świecie Czerwona Pustynia, a na niej Koralowe Drzewo, a na tym drzewie siedzi cudowny Ognisty Ptak....

Masza: Czerwony Ptak? na jakiej pustyni?

Ja: Ognisty Ptak na Koralowym Drzewie, a to drzewo na Czerwonej Pustyni.

Masza: Drzewo na pustyni?

Ja: Tak, na tajemniczej Czerwonej Pustyni (czuję, że gwałtownie opuszcza mnie wena)

Masza: Na tajemniczej?

Ja: Tak. No i... (z wysiłkiem) Poczuł, że koniecznie musi tam iść. Przygotował plecak, włożył do niego kompas...

Masza: I dużo picia...

Ja: Właśnie. A droga na Czerwoną Pustynię była bardzo daleka i niebezpieczna...

Masza: Bardzo? Jak bardzo?

Ja: Bardzo. Najpierw musiał iść przez Dżunglę Tatiki, gdzie zaatakowały go Żółte Komary.

Masza (sennie): Żółte Komary? W jakiej dżungli?

Opadają mi ręce;  po raz setny dziś powtarzam w myśli stałą mantrę "jestem cierpliwa, jestem spokojna, pogodna i gotowa na wszystko". Trochę mi się zapomina o bajce. Milcząc myślę sobie, że dociekliwość to dobra cecha, że powolniejszy jest czas dziecka od mojego i że "teraz, właśnie teraz", a żelazko nie ucieknie, wlokąc za sobą uprane ubrania. W tym czasie Masza łagodnie pogrąża się we śnie.

If.

niedziela, 03 października 2010

Mama Edukatorka nie pomija żadnej okazji wpuszczenia w dziecko pożytecznych złotych myśli. Tym razem pokazuję Maszy na YouTubie chłopaka, który sam ze sobą na głosy zaśpiewał "Get around" the Beach Boys i jeszcze przygrywał na ukulele (a jest takich więcej). Trafiłam filmik przypadkiem, szukając dla młodej twórców piosenki znanej jej z edukacyjnego filmu dla historyków sztuki pt "Jaś Fasola. Nadchodzi totalny kataklizm".

Masza: O?

Ja: Zobacz, jaki miał pomysł, jak świetnie zaśpiewał, a przecież to zwykły chłopiec, jak ty czy ja...

If.

czwartek, 30 września 2010

Dzwoni telefon. Zastrzeżony numer.

Ja (zastrzeżony? jednak odbieram): Halo? Słucham? Halo?

Ktoś: Dzińdobry, moje nazwisko, jestem przedstawicielem sieci Orendż. Czy mam przyjemność z panem Grzegorzem?

Ifon
(ze zrobionym dniem)
(fajny prezent na urodziny! bo to, panie tego, dziś!)

wtorek, 21 września 2010
Masza i Alex mają świetnych dziadków. Oprócz tego, że są kochani, potrafią zapewnić dobry humor na cały dzień. Lubię, gdy wzrasta poziom radości na świecie, podzielę się z Wami:

Babcia Wisia: Gdzie moje okulary? Wojtek, znowu brałeś moje okulary? No nie!

Dziadzia Wojtek: A co, rozładowały ci się?...

If.

sobota, 18 września 2010

Wpadł mi w ręce gruby brulion, gdzie już trzeci urlop dla przyjemności notowałam sobie każdego dnia, co było fajne. Spomiędzy kartek wysypują się kolorowe bilety wstępu, zasuszone kwiateczki i liście -- dary Maszy -- a nawet paragon z baru "przy kominku" w Polanicy, gdzie tego lata za obfity i pycha obiad na trzy osoby zapłaciliśmy niecałe 23 złote... o, rozmowa o ogrodzie japońskim!

Grześ: Co dziś robimy?

Ja: Pamiętasz, widzieliśmy znak. Niedaleko przed Kudową "ogród japoński 2 km". Ja nie słyszałam o nim i bardzo chcę.

Grześ: Ale nie boisz się? Żeby się nie okazało, że jest jak sushi z supermarketu.

Ja (gorąco): Wiesz, może, ale może nie. Nie chcę zakładać z góry, że coś na pewno będzie marne. Ale nawet jeśli? Szanuję tych, co mają pasję i się starają [...] Nawet gdy  odtwarzają piękno ze zdjęć, nie znając reguł i proporcji [...] Może dziś mają niewyrobione oko, ale przecież jutro [...] Sam fakt, że czują piękno japońskiego ogrodu czy drogi herbaty czyni z nich moich braci, choć może nigdy nie byli w Japonii i [...] A poza tym sobie ręki bym nie podała, jako człowiek, który po nędznym półtora roku nauki miał śmiałość uczyć innych [...] [...] [...]

Grześ (szlachetnie doczekawszy, aż moja wypowiedź szeroką deltą wpadnie wreszcie do morza): Ale rozumiesz, że to, czego ja się spodziewam, to krasnale przebrane w kimona?

If.
(przepraszam bożego zapaleńca, twórcę ogrodu w Jarkowie, za to, że dał powód do powyższych oburzających podejrzeń. Twórca w Japonii nigdy nie był, ale jego ogród, mimo tłoku wśród roślin i pewnej nadwyżki kamiennych dekoracji -- kto by się umiał powstrzymać na własnym, ograniczonym terenie niech pierwszy rzuci drewnianym jakiem -- jest piękny i absolutnie warto go zobaczyć. Włożony weń ogrom miłości i pracy powala.  Szacun)

(c) Grześ

(c) Masza


czwartek, 16 września 2010

"Ja kocham szkołę i zawsze będę tu chodzić, nawet na studia nie pójdę bo chcę tylko tutaj", mamrocze Masza uszczęśliwiona i natychmiast po powrocie z lekcji wypakowuje z tornistra zeszyt. Marzenia się spełniają. Nareszcie zadanie domowe!!!

If.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45