O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


niedziela, 12 września 2010

Uwielbiam patrzeć, jak Masza pociesza.

Gdy usłyszy, że Mały Brat płacze, biegnie natychmiast. "No nie płacz, nie płacz, malusieńki", prosi i nie zwlekając ni czekając na odpowiedź zaczyna akcję pocieszawczą -- śpiewa ulubioną piosenkę Alexa, pust' wsiegda budiet sonce. Zestaw ulubionych piosenek Maszy Alex przyjmował ze spokojem,  natomiast tą piosenką, zaśpiewaną kiedyś przeze mnie w przypływie natchnienia, zachwyca się do głębi. I wymaga wersji rosyjskiej.

Wracając, Masza śpiewa, sztukując zapomniane kawałki fantastycznorosyjskim. Zaczyna cicho i z uczuciem, patrząc małemu w oczy. Alex płacze dalej. Masza zapatruje się w dal i daje porwać melodii, kompletnie już nie zwracając uwagi na brata i nieświadomie podnosząc głos, by przekrzyczeć płacz. Jakiś czas natężenie śpiewu i lamentu jest podobne, w końcu Alex poddaje się i na krótko zapada w ponure milczenie. Gdy Masza kończy występ orientuje się, że publiczność, w świetnym humorze, od dawna zajmuje się czym innym. 

If.

czwartek, 09 września 2010

Problem zero-jedynkowy, czyli w co pakujemy nasze dziecko, w zerówkę czy w pierwszą klasę, za nami. Chyba jeden zero dla nas, wybraliśmy dobrze, zważywszy, że całą pierwszą klasę będą głównie wałkowane literki i proste obliczenia, a mała domaga się większej ilości lekcji w lekcji. Pani bardzo łagodnie bierze zakręt z przedszkola do szkoły; dzieci oburzają się na brak zadań do domu i dyscypliny. Może damy im jakieś rózgi do powieszenia w klasie, lepiej się poczują? Że groza jednak wisi, że nie tylko zgniły luzik.

A groza wisi. Po wysłuchaniu i nawet podpisaniu na zebraniu, że wysłuchałam, wewnątrzszkolnego systemu oceniania (WSO) promującego wielceaktywność, nadentuzjazm i bycie spiritus movens wszystkiego, zdenerwowałam się. A dlaczego dziecko spokojne, nieprzebojowe czy nieśmiałe ma być karane za swój charakter? Kuba. Dlaczego nie poszedł do pierwszej klasy? Umie pisać i czytać, ale panie w przedszkolu twierdzą, że słabo socjalizuje się w grupie i nie zgłasza do odpowiedzi. Zapytany, zawsze zna dobrą odpowiedź. Ale nie zgłasza się; panie liczą, że może przez ten rok w zerówce przemieni się cudownie w aktywnego ucznia z paluszkami do góry. Wtedy będzie miał dobre stopnie, a tak, kto wie, jeszcze będzie przynosić minusiki.

Tylko po co ma się zmieniać...? Niech sobie pozostanie takim jakim jest, fajnym, rozumnym, małomównym chłopcem.

A niech spadają z tym przystrzyganiem pod linijkę. Pozostaje jedno: obojętność na oceny. Nie zamierzamy Maszy spowiadać z plusików czy minusików ani mieć pretensji o żaden gorszy stopień, przyjmiemy je jako neutralny sygnał, że z czymś sobie słabiej radzi czy nie lubi. Może tak i miało być w założeniach oceniania, a reszta zależy od rodziców.

Niech uczy się dla siebie. Niech będzie sobą. Ja nie byłam. Chodziłam do podstawówki w czasach, gdy szkoły, jak niedawno usłyszałam, miały zadanie mielić mięso do ewentualnej walki ze zgniłym zachodem. Może i tak, bo zmieliły mnie równo, do tej pory chyba nie poskładałam wszystkiego.

Trzymajcie się, uczniowie, wyduszajcie ze szkoły wiedzę  i chrzańcie WSO.

If.

PS
Biedna Masza, dokładnie w swe szóste urodziny dostała gorączki i w domu spędziła też pierwszy dzień siódmego roku życia. I nie zdążyłam na czas na łamach blogu napisać tego, co już jej powiedziałam: sto lat, córeczko. Jesteś super. Kocham cię.

wtorek, 07 września 2010

Masza w szkole (dziś informatyka, angielski, nauczanie zintegrowane. Mamo, szkoda, że nie ma więcej lekcji z Panią! A Panią, wciąż z ulgą o tym myślę, trafiliśmy naprawdę dobrą). Cisza. Alex, który dokładnie dnia 26 sierpnia zdecydował, że pełzanie to coś bardziej dla węży i zaczął raczkować, teraz przysiadł, stabilnie zakotwiczył się palcami stopy na podłodze i bada piłeczkę. Koty drzemią. Szkolne emocje buzują, wspomnienia z lata blakną. Kocham Góry Stołowe, myślę sobie nagle i oto są -- drzewa parku zdrojowego w Polanicy, droga na Szczeliniec, smak gofrów, zapach włosów Maszy, Alex mówiący pierwszy raz baba! adada! atata! -- lato wróciło na chwilę.

***

Wchodzimy na Szczeliniec. Ja z Maszą, Grześ z Alexem w nosidełku Bondolino na plecach. Kurczę, czy tu na szczycie zawsze było takie targowisko?  Tłum, wrzask, stragany, dym. Jakim cudem dotarła tu ta pani w klapkach-japonkach...? Prędko przechodzimy ku trasie widokowej. Przed kasą dwie osoby.

Masza: Ale kolejka!

Grześ: To nie kolejka. To ci, co przeszli próbę budki z piwem.

***

Masza jest tak szybka i niecierpliwa, że nie jestem pewna, czy nadąża cokolwiek zobaczyć i skrupulatnie wskazuję jej miejsca warte obejrzenia.

Ja: Spójrz tu!

Masza (już gdzie indziej)

Ja: Nic tylko lecisz jak wiatr, rozglądaj się trochę, kobieto!

Masza: Coco? Ja się rozglądam, zanim ty w ogóle zaczęłaś się rozglądać.

(leci dalej)

If.


czwartek, 29 lipca 2010

Alex wraczkował do kuchni. Po paru chwilach chwiejnym krokiem wyszedł stamtąd pająk.

If.

środa, 28 lipca 2010

Jak co roku, dziadkowie i ich leśna działka ratuje Maszy wakacje. Jest Maciek, Maszy wakacyjny narzeczony. No i Alex, mały brat, zaczynający ruchliwy  żywot raczka.


1. Narzeczeni siedzą we dwoje w dmuchanym baseniku i negocjują używanie kubka do polewania.

Masza: Ale ja jestem gościem!

Maciek: Ale ja jestem właścicielem!

Masza: Ale ja jestem gościem i kobietą! (zauważa mnie i momentalnie przestawia zwrotnicę) To może na zmianę, raz ja, raz ty? Dobrze?


2. Dobra starsza siostra często jest proszona o patrzenie na Alexa i sprawdzanie, czy nie robi głupstw w rodzaju wpychania sobie trawy do paszczy czy brania w palce pszczoły (w domu od lat jest dziki ul pod dachem na piętrze).

Masza: Mamo, mamo, wróć popatrzeć na brata, bo ja się już tak nałykałam zmęczenia, że!

If.

środa, 07 lipca 2010

W samochodzie rozmawiamy.

Masza: Mamcia, a ktoś ci kiedyś coś ukradł?

Ja: Tak, wiesz, kiedyś wracałam do domu z zakupami w obu rękach. Dwóch chłopców podeszło do mnie i spytało o godzinę. I kiedy ja uprzejmie zaczęłam patrzeć na zegarek, jeden z nich zerwał mi z szyi łańcuszek z wisiorkiem. Obie rzeczy piękne, stare i pamiątkowe, jeszcze z Libii.

Masza: Jej... a nie mogli sobie sprawdzić w komórce?

Ja (Matuzalem): Wtedy nie było komórek, to było dawno temu.

Masza: I to była nauka dla ciebie, żebyś na drugi raz nie była uprzejma! Powinnaś się nie odzywać. (złowróżbnie) Nie wolno ufać nieznajomym!!

Ja (zastanawiam się, co powiedzieć)

Masza: A co miałaś w zakupach?

Ja: Nie pamiętam, ale pewno chleb, jakieś owoce.

Masza: To trzeba było rzucić w nich jabłkiem, najlepiej takim zgniłym! Albo lepiej pomidorem! Przewróciliby się i mogłabyś im odebrać swoje rzeczy!

Ja: Że też o tym nie pomyślałam!

Masza (po naukach - pocieszenie): Jak było bardzo dawno temu, to może już umarli. (kiwa głową) I pozostawili po sobie twój wisiorek i  łańcuszek...

If.

czwartek, 01 lipca 2010
Masza w przedszkolu, a ja mam tyle do zrobienia, jeszcze to trzeba, a jeszcze tu i tam; biegam jak piesek za własnym ogonem albo może mysz w kołowrotku (świetne porównanie, gdyż dokonania domowe są z gatunku robionych w kółko). Co jakiś czas mówię sobie surowo: wyskakuj z kołowrotka, zostaw ten wikt i opierunek, pochodź powoli jak twój syn. Tak, odpowiadam sobie posłusznie i zmieniam czas.

Gdyż Alex chłonie świat. Szeroko otwarte oczy, ręce coraz sprawniej ujmujące przedmioty między kciuk i palce wskazujący, palce stóp mocno wparte w koc przy próbach raczkowania; każdy spacer, zabawa i powolna wycieczka po mieszkaniu przynosi olbrzymie plony. "Zobacz, to są drzwi, a w nich klamka..." ...i sama też patrzę: na białej płaszczyźnie tkwi podłużna rzecz, chłodna i gładka, odbija nasze twarze. Szaroniebieskie oczy synka rozszerzają się i oto zwykła klamka u drzwi sypialni lśni jak klejnot z zasobów Sezamu. Maleńka rączka wysuwa się i dotyka jej z najwyższą delikatnością. Ende, szepce Alex. Stuk-klang, odpowiada klamka. Drzwi uchylają się.

If.
sobota, 26 czerwca 2010

Grześ (podczas wieczornego czytania, dziś "Najdziwniejsze zwierzęta" Radosława Ratajszczaka): Anakonda żyje ponad 40 lat!

Masza: A człowiek sto lat, prawda? Tato, a ty ile jeszcze będziesz żyć?

Grześ: Nie wiem, tego się nie wie.

Masza: No jak to, wystarczy policzyć. Sto  minus... ile ty masz lat?

If.

czwartek, 24 czerwca 2010

Zabawiany przez Babcię Wisię Alex zanadto przyzwyczaja się do dobrego i domaga noszenia na rękach, czego ja zapewnić nie mogę.

Babcia Wisia: Jak ciebie nie ma muszę go wciąż mieć na rękach. Wy go pewnie ciągle nosicie.

Ja: Skąd! Najwyżej w weekendy Grześ go dopieszcza.

Mój Brat: Co ty się mamo dziwisz, że dziecko. U mnie kota trzeba ciągle nosić, bo inaczej bastard miauczy i miauczy, nie da spokoju.

If.

niedziela, 20 czerwca 2010

Masza ze swoją ciocią Beatką (chrzestną mamą honoris causa) bawiła się na firmowym festynie z okazji Dnia Dziecka, zorganizowanym w jakimś niesamowitym terenie pełnym atrakcji. Zwierzątka, karuzele, teatrzyk, panie, po prostu wypas.

Masza (z zachwytem): ...i jeszcze zjeżdżałam z takiej dużej zjeżdżalni! Najpierw się bałam, ale potem zrobiłam się odważna i zjechałam. 

Ja: Jej!

Masza: A wiesz, co było najlepsze?

Ja: Powiedz.

Masza (zniża głos): Tylko ja, po prostu tylko ja jedna ze wszystkich dzieci mogłam wejść do derekcji.

If.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45