O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


przeplatane

poniedziałek, 06 maja 2013
Alex zjada początki wyrazów.

Ja: No, kto pierwszy się ubierze? Na pewno ja!
Alex: Iba nie!

Słówka i powiedzonka Alexa:

1. Balop

Ja: Co to jest balop?
Alex: Balop to balop.

Zdaje się, że Alex wynalazł własne superokreślenie na wszystko. Kuwaka.

2. Eekaj!

3. Tylko eden i oniec! (nadużywane w prośbach o słodycze)

4. Uś nie mogie. (przy posiłkach, nigdy przy słodyczach)

***

Masza: Czy mogę jeszcze trochę tej pysznej sałatki?

Ja: Trzeba trochę tacie też zostawić... weź jedną łyżkę, dobrze?

Masza (refleksyjnie): Hm, ale w domu nie ma tak dużej łyżki.

If.

środa, 21 listopada 2012

Nasza najnowsza wspólna zabawa to czterokondygnacyjny dom z lego duplo, za każdym razem tworzony na nowo. A w nim: obowiązkowo garaż dla wozu strażackiego, stół, ogród na dachu z legowiskiem dla Psa (bez schodów, ale pies potrafi), łóżka dla Taty (figurka mechanika  duplo; tę rolę zawsze bierze Alex), Mamy (zwichnięta i rozczochrana lalka Polly Pocket z głową odwróconą na plecy, wypisz wymaluj ja) i Dzidzi (figurka chłopca duplo). Wyznam, że czasami się wykręcam od roli Mamy, z którą i tak codziennie ćwiczę. Ale Masza, jak się okazuje, nie jest do swej roli przywiązana jak brat. I gdy okoliczności ją zmuszą, potrafi dać z siebie wszystko.

Masza: No mama, to proszę, bądź Dzidzią... (skracam tu kilka minut nalegań)

Ja: Dobrze, dobrze. Uaaa! chcę ciasteczko!

Masza (bystro): Super, to ja mogę być Dzidzią a ty bądź Mamą.

Ja: Nie chcę. Raz w życiu sobie pokapryszę. Ciaśtećko!

Masza: O nie, moja kochana Dzidziu, bo zaraz kolacja. Zjesz kanapeczkę?

Ja: Nigdy! Ciaśtećko!

Masza: Ciastka są niezdrowe. Dać ci szyneczki?

Ja (ucieszona jak rzadko): Nie nie nie uaaa ciastko! Zdrowe!

Masza (biegle): A szyneczkowe ciastko?

Ja: ?

I w tym momencie Alex przecina sprawę, jak prawdziwa głowa rodziny. Wyłuskuje mi z palców figurkę Dzidzi, sadza ją przy stole i tonem spokojnego autorytetu oznajmia: Dzidzia, tejaz nie ciatko. Tutaj. Mniam mniam.

If.

sobota, 29 października 2011
Grześ wyjechał służbowo, toteż przez dwie nocki "radzimy sobie". Już pierwsza nocka dała mi w kość. Masza wprawdzie bardzo dzielnie pomagała i słuchała moich próśb, choć nigdy nie przychodzi jej to łatwo, ale mały braciszek dostał ataku niesenności i o godzinie 21 nadal wyłaził z łóżka, przełaził do Maszy łóżka, baraszkował i wesolutko pokrzykiwał. A Masza jutro do szkoły na ósmą... W konsekwencji dostałam ataku nerwowego i wypadłam z sypialni, by zamknąć się w łazience i tam krótko płaknąć. Zawsze staram się ataki wściekłości (a w tym wypadku - rozczarowania, gdyż na wieczór miałam wielkie plany filmowo - prasowalnicze) detonować z dala od dzieci i ich też tego uczę.
Czyli wypuszczam kilka łez na wannie i po chwili wracam do sypialni.

A tam, w dużym łóżku, przykryte pod brodę leżą moje dzieci, mocno do siebie przytulone, każde z buzią zalaną niebieskim światłem z telefonu. Masza ogląda Barbie w akademii księżniczek, Alex - krecika.

If.