O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


zielone

poniedziałek, 20 lutego 2012
Masza co jakiś czas przypomina sobie, że świat jest groźny i boi się. Nocy, oderwania od bliskich, samotności, żywiołów, śmierci, wojny... widziała w telewizji, jak w Fukushimie fala przykrywa kolejne domy i toczy samochody, słuchała opowieści babci Kazi o wojnie. Ale nie tylko to jest powodem jej lęków, po prostu ma je gdzieś w sobie.

Przypomniałam sobie coś z ferii:

Na mierzeję dojechaliśmy dzień po sztormie, który pożarł plażę i wysoko podciął klify. W życiu nie widzieliśmy tak długich, grzywiastych i szybkich fal! Gdy w drodze do Piasków, jak tradycja nakazuje, zatrzymaliśmy się w Kątach przywitać z morzem, Grzesiowi niezwłocznie zalało nogi.

Ja: Sztorm! Hurra, czyli ruszą bursztyny. Puścicie mnie?...
Grześ: Jasne. Chcesz iść od razu jutro?
Masza (ze szczerym, głębokim przerażeniem): Nie! Nie! bo cię jeszcze zatsunamuje!

If.

PS
I poszłam, i jaką miałam zdobycz! Je-ju!

Cóż nad kilkugodzinny spacer pustą plażą i zbieranie bursztynów! Myślę, że trzy lata temu, po stracie dziecka (przed Alexem), terapia bursztynowa uratowała mnie.


Zdjęcie: (C) Grześ

środa, 15 lutego 2012
Ostatnio kilkakrotnie natknęłam się na temat matek, które nie kochają dzieci i żyją jak w więzieniu, w którym trzeba obsługiwać małego klawisza. Ja otrzymałam dar instynktu macierzyńskiego w tak dużej ilości, że czuję solidarność z krową stojącą z cielątkiem i z kurą wodzącą swoje dzieci po podwórku. Jak nie miałabym współczuć tym matkom, które nic nie poradzą na to, że nie czują więzi z dzieckiem, a muszą codziennie się nim zajmować? Ja, która otrzymałam w hojnym darze instynkt macierzyński i świetne dzieci, tyle razy: krzyczałam na nie. Mówiłam (w duchu, ale jednak): a idź w cholerę i daj mi spokój (po chwili zabobonnie odżegnywałam się od tego, ale co padło, to padło). Miałam ochotę uderzyć. Nie miałam siły. A one?...

A te, których rodzice i otoczenie nie przygotowało do dorosłości, jak (tak sądzę) mama małej nieżyjącej Madzi?

Po drugiej ciąży (cięższej od pierwszej) i drugim porodzie (cięższym od pierwszego) podupadłam na zdrowiu, urodzie i sile życiowej. W zasadzie nadal nie wróciłam do siebie, a dzieci, dom i codzienne obrządki czekają. Beznadziejne, w koło macieju i dookoła wojtuś te same prace domowe, walka z bólem, brakiem snu, ze zmęczeniem i zniecierpliwieniem, ganianie małego z każdą częścią garderoby osobno, lekcje, zajęcia pozalekcyjne, gotowanie, planowanie posiłków, szczepień, zębów... pilnowanie porządku dnia, bez którego nasz rodzinny wóz już leżałby do góry kołami... I poczucie, że przecież każda matka ma podobnie i nie należy się nad sobą roztkliwiać, że głupieję, że zapominam zadbać o siebie i chodzę w starej kurtce seksownej jak moja przyjaciółka pralka, że nie radzę sobie bo jestem... bo jaka jestem?

Nie biorę leków, a często przydałyby się.
Zresztą ból i załamka w końcu mija, a ja jakiś czas cieszę się macierzyńską nagrodą, którą nie wszyscy otrzymują. Serce się kraje. Trzymajcie się, dziewczyny.

If.

PS W imię solidarności zaraz będę kupować "Macierzyństwo bez lukru"

PS 2

Mothers Little Helper
Tekst:
(Jagger/Richards)

What a drag it is getting old
"Kids are different today"
I hear ev'ry mother say
Mother needs something today to calm her down
And though she's not really ill
There's a little yellow pill
She goes running for the shelter of a mother's little helper
And it helps her on her way, gets her through her busy day

"Things are different today"
I hear ev'ry mother say
Cooking fresh food for a husband's just a drag
So she buys an instant cake and she burns her frozen steak
And goes running for the shelter of a mother's little helper
And two help her on her way, get her through her busy day

Doctor please, some more of these
Outside the door, she took four more
What a drag it is getting old

"Men just aren't the same today"
I hear ev'ry mother say
They just don't appreciate that you get tired
They're so hard to satisfy, You can tranquilize your mind
So go running for the shelter of a mother's little helper
And four help you through the night, help to minimize your plight

Doctor please, some more of these
Outside the door, she took four more
What a drag it is getting old

"Life's just much too hard today,"
I hear ev'ry mother say
The pursuit of happiness just seems a bore
And if you take more of those, you will get an overdose
No more running for the shelter of a mother's little helper
They just helped you on your way, through your busy dying day
.

czwartek, 02 lutego 2012
Masza ma poważny pyszczek i jak rzadko, słucha z uwagą. Czytamy z dziećmi o miłości szczęśliwej, o kocie w pustym mieszkaniu i o próbie, co dokonana być musi. I będzie.

If.

poniedziałek, 07 listopada 2011
Na film "Latająca maszyna" dostałyśmy zaproszenie; wybrałyśmy się więc sumiennie, nareszcie same. Masza lubująca się w produkcjach typu "Jak wytresować smoka" i "Zaplątani" (których wcale nie krytykuję, jednak stanowią łatwą rozrywkę) musiała nagle przestawić się na inną wrażliwość. Jakże ja się cieszę, że potrafiła się wziąć w garść i wsłuchać w muzykę Chopina, przełamać opór wobec "pantomimy" (jak nazwała część animowaną, bez słów).  Do wszystkiego trzeba dojrzeć... dlatego już dawno temu przestałam ciągnąć ją do Filharmonii. Może czas wrócić do tematu?

Moja córeczka sama jest jak latająca maszyna... niezatrzymywalna, napędzana energią z kosmosu (no, plus liczne posiłki. Ze względu na zdrowy, radosny i zaraźliwy apetyt jest chętnie zapraszana do znajomych niejadków)


Albo inaczej. Masza jest jak dziki koń, biegnący z rozwianą grzywą. To, co po drodze, przeszkody, wszystko pozostaje gdzieś obok. Cel -- niewidoczny. Liczy się wolność i pęd.

If.

PS Nieszczęsna ta zjechana mama z filmu, jak zrozumiałam, samotna zapętlona matka, starająca się zarobić na dom i kosztowną pasję córki -- a jak ma to zrobić, jak nie kosztem czasu dla dzieci, przepraszam?

"Jane, nie odchodź daleko i zajmij się bratem" - jakbym siebie słyszała...

Spokojnie, wszystko przemyślałam.

Ja tu piszę bloga, a Masza woła "maama, on mnie bije jednorożcem"... nie będę pisać kosztem dzieci. Idę popatrzeć, dokończę jutro, czyli nigdy.

poniedziałek, 01 sierpnia 2011

Urlop!!!!

Jesteśmy przeszczęśliwi. Całą dobę razem. Braku pogody, nieodzownie i smętnie komentowanego przez napotkanych urlopowiczów, sprzedawców, sąsiadów itp właściwie nie zauważyliśmy. Czas na działce w Bezinternetowym Lesie tak miałam wypełniony, że nic nie zapisałam w mym Zeszycie Urlopowym. Grubym brulionie uważanym przez mego męża-technokratę za zabawny, średniowieczny artefakt.

Wczoraj przyjechaliśmy do Polanicy-Zdrój, do kochanych starych drzew w parku i kochanych Gór Stołowych. I okazało się, że trafiliśmy na festiwal polanicki z koncertem Shakin' Dudi. Grześ kładł spać Alexa a my z Maszą do późnej nocy szalałyśmy na parkiecie przed muszlą koncertową. Wielki szacun dla Ireneusza Dudka i muzyków grupy. Zero chałtury przed dostojną publicznością zdrojową*. Pełen profesjonalizm, radość grania, masa rzetelnej muzyki. Masza stała się wielką fanką i już sobie wyobrażam jej buzię, gdy na urodziny otworzy torbę z kompletem płyt! Au sza la la la!

Ja: Grzesiu, ty mi pokazywałeś plakat festiwalowy w postaci ulotki?

Grześ: Nie, na ekranie.

Ja (przeokropnie zmartwiona): Bu, a ja chciałam go sobie wkleić do zeszytu urlopowego!

Grześ: Czemu nie wkleisz linka?

If.

* Skąd państwo są?... Taka zbieranina, wiesz? ("Mamuśka". Kabareton Opole, Zenon Laskowik i  Tey)

Tagi: urlop
20:02, if_if1 , zielone
Link Komentarze (1) »
niedziela, 03 lipca 2011
To bez sensu, w tyle jestem z blogowaniem... ani słowa nie napisałam, że Alex jest takim świetnym kompanem, wesołym, rozmownym, niesamowicie sprawnym i myślącym. Doskonale rozumieją się z kotem Cymeonem i nie raz widziałam, jak Alex składa na jego boku głowę, Cymcio zaczyna mruczeć i tak trwają czas jakiś we wzajemnym zrozumieniu. Ulubiona zabawa: spuszczanie samochodów po zjeżdżalni czy czymkolwiek dającym brum-brumom daleki zjazd. Jest tak fajny, że ja osobiście to się rozpływam.

Masza rozpoczęła wakacje jako zadowolona pierwszoklasistka (ale nie wzorowa. Jak rozumiem, zaszkodziła nam "bardzo dobra", nie "celująca", ocena z religii. I czemu w szkole jest religia?). Także zuch ze zdobytą, wcale niełatwo, sprawnością biwakową. Choć od przyjścia na świat brata nie chce się zgodzić na nocowanie nawet od dziadków ("jak to, ja przecież muszę być z wami") dała radę i przy mundurku przybyły dwie nowe naszywki. Jestem tak dumna, że się znów rozpływam.

Ale sama cokolwiek nie daję rady.

If.

sobota, 12 marca 2011

Nie wiem, jak to się stało, dopiero co ferie i zamarznięty Zalew Wiślany, a dziś ciepły wiatr pachnący ziemią. Czas, czas. Alex dopiero co pędził na czterech kończynach, teraz dostojnie kolebie się na dwóch. Negocjuję sama ze sobą by zatrzymywać się, znaleźć czas na wiatr i drzewa, przyglądać, póki Masza ma dziecinnie zaokrąglone policzki a Alex te słodkie bielusie jedyne osiem zębów na froncie (kolejne osiem w drodze).

 Siedzimy i turlamy piłkę do siebie. Ta w końcu odtacza się daleko.

Ja: No to wstań, przynieś piłkę.

Alex (wyraźnie zdziwiony): Y? Nie. Da! Da! (wyciągnięta łapka wskazuje, gdzie mam iść i co dać)

Negocjacji mały uczy się u najlepszego preceptora. U Maszy. Codziennie...

If.

Tagi: zabawy
19:16, if_if1 , zielone
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 października 2010
Wieczorem jestem obowiązana uklęknąć przy łóżku córki i opowiedzieć bajkę. Wieczorna praca czeka, a my trzymamy się za ręce w półmroku, przy posapującym przez sen braciszku. Masza coraz rzadziej prosi o swego dawnego bohatera, Kotka Psotka, toteż muszę przywoływać na pomoc wszystkie dawno temu przeczytane zbiory. "Woda żywa", "Srebrna gołębica", "Czarownica znad Bełdan", "O wróżkach i czarodziejach",  "Klechdy sezamowe", "Baśnie polskie", "Niewinny tygrys" i "Opowieści Szidikura" - moje wieczorne, ciągnące się przez różne światy baje wszystkim tym cudownym książkom coś zawdzięczają. Ale nie zawsze jestem w formie, choćby dziś.

Ja: Był sobie raz... Bardzo Odważny Podróżnik z ogromnymi uszami i ogromnymi oczami.

Masza: Z czym?

Ja: Z ogromnymi uszami i ogromnymi oczami. Lubił patrzeć i słuchać. I usłyszał kiedyś w przydrożnej gospodzie, że jest gdzieś na świecie Czerwona Pustynia, a na niej Koralowe Drzewo, a na tym drzewie siedzi cudowny Ognisty Ptak....

Masza: Czerwony Ptak? na jakiej pustyni?

Ja: Ognisty Ptak na Koralowym Drzewie, a to drzewo na Czerwonej Pustyni.

Masza: Drzewo na pustyni?

Ja: Tak, na tajemniczej Czerwonej Pustyni (czuję, że gwałtownie opuszcza mnie wena)

Masza: Na tajemniczej?

Ja: Tak. No i... (z wysiłkiem) Poczuł, że koniecznie musi tam iść. Przygotował plecak, włożył do niego kompas...

Masza: I dużo picia...

Ja: Właśnie. A droga na Czerwoną Pustynię była bardzo daleka i niebezpieczna...

Masza: Bardzo? Jak bardzo?

Ja: Bardzo. Najpierw musiał iść przez Dżunglę Tatiki, gdzie zaatakowały go Żółte Komary.

Masza (sennie): Żółte Komary? W jakiej dżungli?

Opadają mi ręce;  po raz setny dziś powtarzam w myśli stałą mantrę "jestem cierpliwa, jestem spokojna, pogodna i gotowa na wszystko". Trochę mi się zapomina o bajce. Milcząc myślę sobie, że dociekliwość to dobra cecha, że powolniejszy jest czas dziecka od mojego i że "teraz, właśnie teraz", a żelazko nie ucieknie, wlokąc za sobą uprane ubrania. W tym czasie Masza łagodnie pogrąża się we śnie.

If.

niedziela, 03 października 2010

Mama Edukatorka nie pomija żadnej okazji wpuszczenia w dziecko pożytecznych złotych myśli. Tym razem pokazuję Maszy na YouTubie chłopaka, który sam ze sobą na głosy zaśpiewał "Get around" the Beach Boys i jeszcze przygrywał na ukulele (a jest takich więcej). Trafiłam filmik przypadkiem, szukając dla młodej twórców piosenki znanej jej z edukacyjnego filmu dla historyków sztuki pt "Jaś Fasola. Nadchodzi totalny kataklizm".

Masza: O?

Ja: Zobacz, jaki miał pomysł, jak świetnie zaśpiewał, a przecież to zwykły chłopiec, jak ty czy ja...

If.

czwartek, 30 września 2010

Dzwoni telefon. Zastrzeżony numer.

Ja (zastrzeżony? jednak odbieram): Halo? Słucham? Halo?

Ktoś: Dzińdobry, moje nazwisko, jestem przedstawicielem sieci Orendż. Czy mam przyjemność z panem Grzegorzem?

Ifon
(ze zrobionym dniem)
(fajny prezent na urodziny! bo to, panie tego, dziś!)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9