O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


brązowe

sobota, 21 grudnia 2013

Alex pięknie leżakuje w przedszkolu, więc słabo zasypia wieczorem. Ataki energii, hałasowanie, pożądanie kanapki z dżemem o 22, wszystko to mnie przyprawia o rozpacz i ból głowy, tym bardziej, że sama jestem wtedy śpiąca.

Wczoraj sprawy ujął w ręce Grześ. Ujął; po paru minutach przyszedł i raportuje:

Grześ: No to Alex zasnął.

Ja (z niedowierzaniem i czcią): Jej... jak ty to zrobiłeś?

Grześ: Poczekałem do jedenastej.

If.

poniedziałek, 28 listopada 2011
Grześ choruje; donaszam mu* co jakiś czas kawę zaparzaną "po polsku". Dwie miarki kawy na kubek. Mniej więcej. Grześ opracował algorytm na moc naparu (wielkość kubka, pora dnia, i coś, je ne sais quoi), ja jednakże nie mogę go opanować i mam sporo wykroczeń przeciwko ideałowi.

Dziś znów zaniosłam kawę.

Grześ (pojawia się w kuchni z kubkiem): Wiesz, doprowadziłaś do tego, że wyczuwam moc kawy po oporach toczenia łyżeczki. (odlewa nieco kawy, dolewa wody, ideał zostaje osiągnięty)

If.

* Jakby co, równie często Grześ robi kawę dla mnie.

czwartek, 26 lutego 2009

A zresztą wszystko jest materiałem dydaktycznym. Dziś w drodze do przedszkola słuchaliśmy nowej bajki,  "Ali Baba i czterdziestu rozbójników". Znana mi z cudownej wersji Leśmiana opowieść została okrojona do dwunastu minut słuchowiska i zakończona niespodziewaną akcją Ali Baby, który ratując Kassima z opresji prowadzi zbójców zamiast do jego bogatego domu, prosto do miejskiego więzienia.

Ali Baba (do zbójców, którzy chcą zabić Kassima): Szczery z wami będę, chcę was ustrzec przed poważnym błędem! (i radzi, by nie zabijali Kassima, lecz przedtem zabrali jego skarby)

Grześ: Klasyczny tekst, to "będę z wami szczery". Kiedy ktoś tak mi mówi, robię się podejrzliwy.

Masza: Dlaczego?

Ja: No wiesz, tak naprawdę Ali Baba wciąga zbójców w pułapkę. Czy mówi szczerze? ... (mozół tłumaczeń. Ależ rodzice mają władzę nad dziecka wiedzą i sposobem myślenia)

A przedtem żona Kassima, Amina, śpiewa (przy okazji: oprawę muzyczną gorąco chwalimy), że trzeba być cicho w sprawie Sezamu, by nie wmieszała się w to władza.

Masza: Co to jest władza?

Ja (oj jojojoj): To tego... to są ludzie co... pilnują, by wszystko było w porządku i opiekują się...

Grześ: hy! (zduszony śmiech)

If.

czwartek, 22 stycznia 2009

Wydaje się naturalne, że dziecko z ojcem astronomem będzie prowadzić rozmowy kosmiczne i żałuję, że Grześ ich nie zapisuje. Jedną, tylko jedną udało mi się złapać.

Tradycyjnie - jedni się kąpią (Masza i Grześ), drudzy (ja, Kotka i Kocurek) przygotowują mieszkanie do snu. Przygotowujący co jakiś czas są wzywani, by pomóc myć zęby, przynieść coś tam, a czasem wchodzą sami, z ciekawości (ja) lub by skorzystać z kuwety (nie ja).

Wchodzę zatem i widzę Grzesia i Maszę przy książce "Carrying the Fire - an Astronaut's Journeys". Oglądają zdjęcia.

Grześ: A to kratery, wiesz, co to krater?

Masza: Jasne. Krater to takie okrążątko, tam leży rakieta jak na przykład spadnie z nieba i wypadną jej śrubki.

Grześ: To mi przypomina starą astronomiczną zagadkę - "dlaczego meteoryt zawsze spada na środek krateru"...?

If.


niedziela, 04 stycznia 2009

Masza zobaczyła w telewizji u Babci Kazi kawałek Gwiezdnych Wojen z Yodą i przepadło. Zakochała się! Yoda, tylko Yoda! Gorzej, że był to "Powrót Jedi", gdzie na koniec Yoda umiera. Dziecko ciężko przeżyło tę sprawę, a po powrocie do Warszawy temat Yody wrócił. Z braku najłagodniejszego "Mrocznego Widma" puściliśmy dziecku "Atak Klonów". Yoda, kochany Yoda, rozczulała się Masza, domagając się jednocześnie określania wszystkich występujących postaci według uniwersalnego klucza dobry-niedobry.

Dziś temat znów wrócił. Mnie to nie dziwi. Grześ jest fanem, zna całość, zwłaszcza stare, na pamięć...

Masza: Yoda, włączcie proszę. Ten tutaj (i pokazuje wybraną okładkę)

Grześ: Piątka? Nie. Mogę włączyć czwórkę, jest najfajniejsza. Ale tam nie ma Yody.

Masza: Ja chcę tylko te kawałki, gdzie jest Yoda. Chcę piątkę.

Grześ: Wolę nie, tam dużo walczą i w ogóle.

Masza: Ja bardzo lubię, jak walczą.

Grześ: Ale tu są takie... nieprzyjemne sceny.

Masza: Ja lubię nieprzyjemne sceny.

Grześ (nieco zirytowany): To może puszczę "Wysyp żywych trupów"

If.


sobota, 23 sierpnia 2008

Kąpiel wieczorna; zostałam zawołana do ząbków. Nikt tak nie potrafi jak ja, pochlebiam sobie. Fakt, ostatnio stale jestem wzywana do wyszorowania zębów Maszy.

Masza (przelewając i dolewając coś do kubeczka): Ale ostrożnie, bo ja tu robię piwo.

Ja: O! A z czego robisz piwo?

Masza nie odpowiada, pochłonięta delikatnym przelewaniem i zapienianiem. Ale i ze szczoteczką w buzi.

Ja: Grzesiu?

Grześ: Nie wiem, zawsze dostaję zrobione.

If.


piątek, 25 lipca 2008

Masza dziś rano za nic nie chciała się wyguzdrać. Wstawanie z łóżka, ubieranie, te rzeczy przerastały jej możliwości i była w stanie właściwie tylko pić oraz chować się i nagle wyskakiwać z kryjówki, wywołując nadzwyczajne zaskoczenie Babci Kazi. Babcia przyjechała do nas akurat na kilka dni. Bawią się świetnie. Masza zadysponowała scenariusz i teraz z różnych kątów mieszkania dobiegają okrzyki Babci poszukującej błyskawicznie przemieszczającej się pomiędzy kryjówkami wnusi: "przed chwilą tu była!", "tu jej wcale nie ma!" oraz "a to dopiero!"

Ja: Córeczko, a może nie pójdziesz dziś do przedszkola tylko z Babcią zostaniesz?

Grześ: Ale nie ma chleba i masła.

Babcia Kazia: To przecież wyszłybyśmy na zakupy...

Grześ: Nie radziłbym. Masz za słaby czas do setki.

If.

Masza (i wszyscy jej koledzy) mają przeogromny ubaw z żartów abstrakcyjnych opartych na zamianie. Na przykład łapią się wzajemnie za kucyki bądź czapki z daszkiem i wołają: to nie ja, to drzewo!!! Aaa cha-cha-chaaaaaa!!! Zamiast mnie drzewo złapało, drzewo! Albo: gdzie jesteś? w żarówce! aaa-cha-cha-cha!!!! Pękają ze śmiechu.

Ja: Kto wylał wodę?

Masza: To nie ja, to ściana!

Masza: Kto mi zabrał kubek??

Ja: To nie ja, to spodnie!

Razem: Aaaa-cha-cha-cha!!


Wczoraj Masza w trakcie obiadu podeszła do okna. Wraca i krzyczy: kto mi zjadł obiad?

Ja: Tyle zostawiłaś na talerzu.

Grześ (życzliwie): Podejrzewałbym sufit.

If.


wtorek, 15 kwietnia 2008

[tym razem Masza już śpi]


Grześ: Mówiłem ci, jaki sobie ustawiłem nowy dzwonek na ciebie?

Ja: Jaki?

Grześ: Posłuchaj.

Ja: Hm, dobre, z czymś mi kojarzy.

Grześ: Mumia II. Dokładnie ten kawałek, kiedy ta fajna laska walczy mieczem.

Ja: O?

Grześ: Tak mi do ciebie pasowało.

If.

niedziela, 18 listopada 2007

Wracamy z filharmonii. Udało mi się, dzięki zaciętej walce przy telefonie, zarezerwować bilety na koncert dla dzieci "Strunowscy ze Strunowa", dzięki czemu Masza poznała instrumenty ze Strunowskiej rodziny: fortepian, harfę, gitarę, skrzypce i wiolonczelę. Koncert prowadzony miło i bez zadęcia, wybrane utwory krótkie i pokazujące rozmaitość, a grający na koniec zespół Suoni Alati - po prostu uroczy.

Ciesząc się dźwiękami, na boku zastanawiałam się, czemu na uduchowione rozrywki wybierają się osoby bez kulturalnego ducha (i odrucha?) Przepychanie się siłowe w drzwiach, nieustępowanie ani na krok, deptanie po małych dzieciach, nieuciszanie własnych nieletnich wyjców i gaduł, itp. Jakoś nie pasuje. Stwierdziłam wyraźną różnicę między zdyscyplinowaną publicznością abonamentową w pierwszych rzędach a resztą, przetykaną jednorazowym plebsem, zatrzeszczającą dalsze rzędy.

Ale z Maszy byliśmy dumni. Grzeczna, wsłuchana, pozbierana.

No właśnie, wracamy z kulturowej biesiady, dziecko narzeka na głód.

Grześ: Cicho, niedługo będziemy w domu i dostaniesz obiad.

Masza: Nie będę cicho, bo ja chcę obiad TERAZ!!!!

Grześ: Jak nie będziesz cicho, to zamienię się w potwora i cię zjem.

Masza (nagle przestraszona): Ale nie, ty będziesz takim miłym potworem, co nie zjada dzieci...

Grześ: Kiedy ja głodny jestem.

If.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6