O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


wielobarwne

wtorek, 11 maja 2010

W ramach lekcji angielskiego pani nauczycielka przygotowała z dziećmi przedstawienie "A Great, Big Turnip". O godzinie zero tłumnie stawili się rodzice, wystawili las rąk z aparatami, kamerami i komórkami i mnóstwo zachwyconych oczu. My z Alexem wystawiamy aparat i oczy w uprzywilejowanym, pierwszym rzędzie.

Wszystkie dzieci podskakują i trzęsą się z przejęcia. A jakie stroje! Stary Macdonald: sztruksy na szelki, kraciasta koszula (pod nią uformowany gospodarski brzuszek), szerokoskrzydły kapelusz i broda z waty. No i mnóstwo zwierzątek, niektóre poprzebierane tak pomysłowo, że szczęka opada. Masza zadaje szyku w stroju czarnego kota z białą muszką.

Nim zacznie ciągnąć rzepkę, Stary Macdonald przedstawia się, a po nim kolejno wszystkie zwierzęta z farmy. Masza pierwsza.

Masza: I am a cat. I live in a house. I like milk (baletowy ukłon i powrót na miejsce)

Kolega: I am a dog...  (kwestia, ukłon, wycofanie na miejsce. Kolega jest nieco zaambarasowany i przy siadaniu zlatuje mu psia maska)

Stary MacDonald (scenicznym szeptem): Ej ty, dog, morda ci spadła.

If.
sobota, 14 marca 2009

Zaliczywszy zapalenie ucha Kuba znów mógł się spotkać. Przy okazji dzieci zainaugurowały sezon podwórkowy, którego wszyscy oczekują jak kanie dżdżu. Kubuś leci do Maszy i, zwykle mało wylewny, bierze się do obejmowania.

Masza: Co robisz? *

Kuba: Jak cię pocałuję, to się zmienisz w żabę.

Masza (przebija): A jak ja ciebie pocałuję, to się zmienisz w drzwi.

If.
* A mnie natychmiast przypomniał się "Vinci". Podaję z pamięci.
Magda: Co robisz?
Szerszeń: Żeby było romantycznie.
Magda: Romantycznie? A po co?

wtorek, 10 marca 2009

Z relacji Babci Wisi (czyli Babciusi. Masza nie porzuciła zdrobnioneczek, czyli zdarza jej się jeszcze robić siczku i oglądać Shreczka)

Babcia: Byliście chorzy, więc przyjęcie urodzinowe zrobię w następną sobotę.

Masza: A ile masz lat?

Babcia: No...

Masza: To ile będzie świeczek na torcie?

Babcia: 6 i 5.

Masza: Jeju! Masz już 11 lat!!!

 

...tu Babcia przerwała relację, by wyrazić zachwyt (mała poprawnie obliczyła ile jest 6+5!) oraz ziarenko niepewności ("zaraz ją zapytałam ile jest 2+5 i powiedziała, że 14...")


Mamo, jeszcze raz – sto lat, bądź zdrowa i szczęśliwa i dziękuję Ci za wszystko, kochana.

If.

piątek, 20 lutego 2009

Moje dziecko, moja córka, rozwija się w kierunku kobiecym.

Do tej pory nie zwracała szczególnej uwagi na strój, ani na wygląd ani na wygodę, z małymi wyjątkami w sprawach koloru. Skupiona na obserwacji świata, nie docierała do granic własnej koszuli.

Aż nadszedł czas. Obserwuje swoje ciało i również to, w co ciało się przyobleka, staje się przedmiotem uważnych spojrzeń, miłości lub nienawiści od pierwszego wrażenia, ostrych podziałów ("mamo, bo tylko dziewczynki lubią różowy, prawda?"). W jakiś sposób łączy się to z zainteresowaniem sprawami narzeczeństwa, małżeństwa i pocałunków oraz wysokich obcasów i makijażu.

Odwiedził nas Kuba. Emocje ogromne, gdyż dzieci nie widziały się od kilku miesięcy, wpadłszy w przeciwfazę infekcji. Nagle Masza zrywa się, leci do sypialni i wraca z czerwoną sukienką.

Masza: Kuba, zobacz, to mój ulubiony kolor, przebiorę się! (wkłada sukienkę) Powiedz, czy nie jestem teraz elegancka?

Kuba (tępe spojrzenie i poprawna męska reakcja): O tak, bardzo.

Brawo Kuba!

If.

piątek, 11 lipca 2008

Masza, Mati, Kubuś i ja bawimy się w piaskownicy na placyku pod naszym domem. Budujemy system zamków z wieżami połączonych mostami z uchwytów od wiaderek. Podchodzi Tata Kuby.

Tata Kuby: O, co robicie?

Masza: Zamki i zwodzone mosty.

Kuba (niezależnie; wysypując obok wieży kupkę piasku i ugniatając ją sitkiem): A ja zupę.

Ja: Robimy wszystko na "z".

Kuba: A tu bęńdzie płynęła zeka.

If.

wtorek, 20 maja 2008

Jeśli ktoś miałby ochotę spełnić marzenie małego chłopca, niech się nie waha:

http://www.mammarzenie.org/newspolska/2008/mateusz.php
http://mateusz.szczecinianie.pl/

Mateusz ma skromne marzenie - by dostać kartki pocztowe od wielu osób!

If.

piątek, 14 marca 2008
Dziś wracamy do domu drogą kombinowaną, tak dla urozmaicenia najpierw tramwajem, potem metrem. Przy okazji: wbrew temu, co słyszę często na temat znieczulonego społeczeństwa, chyba nigdy nie zdarzyło się, by ktoś nam nie ustąpił miejsca. No dobrze, jedziemy tramwajem, trzymam dziecko na kolanach i komentujemy widoki za oknem. Jedziemy i jedziemy, Masza przerywa dywagacje, czy w tamtym sklepie możńa kupić słonie i pyta, ile jeszcze przystanków do metra Wilanowska.
Zatłoczony tramwaj, chcąc nie chcąc, słucha.

Masza: No, ile jeszcze?

Ja: Nie jestem pewna, ze cztery, może trzy.

Przystanek Dworkowa.

Masza: No i ile jeszcze? Daleko jeszcze?

Podobieństwo do osiołka i trudnej drogi do Zasiedmiogórogrodu nasuwa się.

Ja: Ze trzy przystanki...

Tramwaj staje na czerwonym świetle, jest cichutko i słychać tylko Maszę.

Masza: Ja sama policzę! Jeden, dwa, jedenaście, dwanaście!

I nagle z drugiego końca wagonu rozlega się głos przedszkolaka:

Chłopczyk: Ona źle liczy!!! Ja pokażę, liczy się tak: jeden, dwa, trzy, cztery...

Wielki wybuch śmiechu.

Masza (przekrzykując śmiech): Kto to powiedział?!

Pasażerowie pokładają się po tramwaju.

Chłopczyk (przekrzykując śmiech): JA!!!!

If.

czwartek, 28 lutego 2008

W styczniu dziecko sporo przechorowało, a wtedy ratunkiem był dom i opieka Babci i Dziadzi, czyli mojej kochanej Babusi i mojego kochanego Dziadziusia.

Sporo się tam działo. Ku pamięci spisałam kilka kawałków, bloguję je z opóźnieniem, ale zawsze :-)

1. Dziadzia rano wychodzi z Maksem po świeże pieczywo, masło i co jeszcze potrzebne. Masza składa też swoje zamówienia, na jabłka i na picie ze słomką. Dziadek dzwoni, Masza mu otwiera, zagląda do torby i wyrozumiale komentuje: "no tak, znowu masła zapomniał!"

2. Dziadzia rano wychodzi z Maksem po świeże pieczywo... Masza stoi nad nim i podaje listę zakupów: "masło, bułeczki, picie pomarańczowe ze słomką, serek biały... ech [tu westchnienie], za dużo, znowu nie zapamięta..."

If.


wtorek, 26 lutego 2008

Do wszystkich, którzy mieliby ochotę i możliwość pomóc Joachimowi, małemu chłopcu z ciężką chorobą oczu. Jedngo już nie da się uratować, drugie można - na własny koszt w Londynie.

Ręczę, że nie jest to niesprawdzony łańcuszek, Joachima i rodziców zna przyjaciółka.

http://www.chustomania.pl/online/chustomania/CiS-web2_chust.nsf/Inhalt/pomoz_joachimowi

A tutaj link do bloga prowadzonego przez rodziców Joachima, ze zdjęciami. Jest już po operacji usunięcia jednego oka, kończy cykl chemii, drugie oczko prawdopodobnie da się uratować. Ale trzeba pomóc

http://www.joachim.ownlog.com/

If.

czwartek, 03 stycznia 2008
Po romantycznym-we-dwoje sylwestrze pojechaliśmy do Paci po dziecko (i na obiadek). Zwykle dzwonimy domofonem, chwilę trzeba przeczekać podnieconą kotłowaninę przy słuchawce w mieszkaniu dziadków i Masza pyta: kto tam?
Wtedy jesteśmy obowiązani odpowiedzieć: hipopotam!
Ale tego szczególnego dnia, zamiast spodziewanego "kto tam" z głośnika zabrzmiało:

"Szczęśliwego - Nowego - Roku - Dwa - Tysiące - Ósmego!!!!"

Życzymy wszystkim, by istotnie był to rok szczęśliwy!
If.


 
1 , 2 , 3