O autorze

 

 

free counters
od 10 maja 2010


biureczko

wtorek, 24 lutego 2009

U nas kolejno po sobie mianowanych dyrektorów, wysyłanych z centrali na kilka lat, nazywa się tradycyjnie Starym (dyrektor generalny) i Młodym (wice). Tym razem nastąpiła rzecz bez precedensu, czyli awans Młodego na Starego. Awans miał miejsce trzy miesiące temu, przyjechał nowy wice, a my mamy problem.

Dziś:

E: Młody nie dzwonił, Stary, znaczy, nie dzwonił?

K: Dzwonił, to jest nie, nie stary Młody, dzwonił nowy Młody.

If.

piątek, 11 lipca 2008

U lekarza medycyny pracy.

Pani doktor: ....przebyte operacje?

Ja: Jedna, wyrostek.

Pani doktor: W którym roku życia?

Ja: W dwutysięcznym.


Matuzalemiks

poniedziałek, 19 listopada 2007

Z ankietami skończyłam; do tej pory nie otrząsnęłam się z wrażenia, że pisze się "kóltura", "pożądek" i "wogle", ależ ludzie robią potworne błędy!!!!!!!! A oto dwa wpisy wyryte w mej wdzięcznej pamięci:

"W Japonii nie ma wcale zimy, chyba że jest"

"Stosunki między naszymi krajami powinny być dobre, powinniśmy pomagać sobie nawzajem i przyjmować chińczyków do pracy".

If.
(a może "pożądek" pochodzi od "pożądanie"?)

czwartek, 08 listopada 2007
Ostatnio na biureczku wylądowały mi ankiety na temat Japonii. Ankieta to duże słowo - tu trzeba było wpisać cokolwiek, co się o Japonii wie lub z czym się kojarzy. Poza masą wypowiedzi stereotypowych ("gejsza", "kraj kwitnącej wiśni", "stolicą jest Tokio" oraz na samym szczycie - "sushi") padały też oryginalne i odkrywcze. Jak na przykład:
"W japońskich łazienkach mają tylko prysznic"
"Mówi się tam po japońsku"
"Japończycy nocują w pracy"
"Są sześć godzin do tyłu"
"Zawsze noszą klapki"
"Jedzą chińszczyznę"

I mój ulubiony:
"Stosunki polsko - japońskie powinny być bardziej ożyłe."

If.
piątek, 14 września 2007

Od początku września wróciłam za biureczko i nie ma rady, biureczko zajmuje mi większość dnia. Trochę się przydarza, więc z nadzieją, że moja córeczka przeczyta sobie to kiedyś i pośmieje się ("mamo, naprawdę używaliście pieczątek? ale czad")

Chłopak z "Ruchu" przynoszący The Herald Tribune dla szefa (przy okazji: szef, jako niezajmujący się drobiazgami, ma ogromne biurko i na nim: telefon, trzy tomy słownika angielskiego i czasami The Herald Tribune) ostatnio przychodzi wtedy, gdy recepcjonista oddala się do toalety i ja wtedy ja wpuszczam gości do biura.

Chłopak podaje mi gazetę oraz kwitek, który mam podstemplować na znak, że usługa wykonana. Wtedy ja, najczęściej: otwieram szufladę, szukam pieczątki, oglądam ją, próbuję otworzyć poprzez przyciskanie przycisków i podważanie takich podważaczków z boku. Przykrywka odpada, chyba cudem, bo ja nie wiem dlaczego. Za to pieczątka się nie zgadza na wysunięcie z okrywy. Kolejne naciski i podważania, część pieczętująca zgadza się zatrzymać wyłącznie na równi z okrywą. Przy desperacko szybkim geście stemplerskim na kwicie z "Ruchu" pojawia się ślad tekstu. Chłopak spokojnie przeczekuje moje manipulacje, rzut oka na kwit. "Wystarczy", ocenia, jeszcze rzut oka na mnie, jeszcze jeden rzut oka na mnie i wychodzi. I tak już cztery dni z rzędu!!!

If.